Dlaczego nie każde dziecko uspokaja się w ten sam sposób?

W gabi­ne­cie bar­dzo czę­sto sły­szę od rodzi­ców: „Pró­bo­wa­łam już wszyst­kie­go. Mówi­łam, żeby się uspo­ko­ił, oddy­chał, poli­czył do dzie­się­ciu, ale nic nie dzia­ła”. Zwy­kle nie wyni­ka to z bra­ku zaan­ga­żo­wa­nia doro­słych. Prze­ciw­nie – więk­szość z nich napraw­dę chce pomóc swo­je­mu dziec­ku i się­ga po spo­so­by, któ­re powszech­nie uwa­ża się za skuteczne.

Pro­blem pole­ga na tym, że nie wszyst­kie dzie­ci regu­lu­ją emo­cje w taki sam spo­sób. Szcze­gól­nie u dzie­ci z ADHD, w spek­trum auty­zmu czy z trud­no­ścia­mi w prze­twa­rza­niu sen­so­rycz­nym układ ner­wo­wy funk­cjo­nu­je nie­co ina­czej. To, co jed­ne­mu dziec­ku przy­no­si uko­je­nie, u inne­go może oka­zać się nie­wy­star­cza­ją­ce, a cza­sem nawet nasi­lić napięcie.

Coraz wię­cej badań poka­zu­je, że regu­la­cja emo­cji nie zaczy­na się od sil­nej woli ani od umie­jęt­no­ści „opa­no­wa­nia się”. Jej fun­da­men­tem jest spo­sób funk­cjo­no­wa­nia ukła­du nerwowego.

Kiedy organizm odbiera świat jako zbyt intensywny

Każ­de­go dnia mózg dziec­ka prze­twa­rza ogrom­ną licz­bę infor­ma­cji. Nie­ustan­nie odbie­ra dźwię­ki, świa­tło, zapa­chy, tem­pe­ra­tu­rę, dotyk, ruch, sygna­ły pły­ną­ce z mię­śni oraz z narzą­dów wewnętrz­nych. Więk­szość z tych bodź­ców jest auto­ma­tycz­nie porząd­ko­wa­na i fil­tro­wa­na, dzię­ki cze­mu może­my sku­pić uwa­gę na tym, co w danej chwi­li najważniejsze.

U czę­ści dzie­ci ten mecha­nizm nie dzia­ła jed­nak tak spraw­nie. Nie­któ­re bodź­ce są odbie­ra­ne z więk­szą inten­syw­no­ścią, inne zbyt sła­bo, a jesz­cze inne docie­ra­ją do mózgu w spo­sób cha­otycz­ny lub z opóź­nie­niem. W efek­cie sytu­acje, któ­re dla więk­szo­ści osób są zupeł­nie zwy­czaj­ne – hałas w kla­sie, met­ka wszy­ta w ubra­nie, kil­ka osób mówią­cych jed­no­cze­śnie czy nagła zmia­na pla­nów – mogą stać się dla dziec­ka źró­dłem rze­czy­wi­ste­go przeciążenia.

Z zewnątrz może to wyglą­dać jak nad­mier­na wraż­li­wość, prze­sa­da albo brak odpor­no­ści. Z per­spek­ty­wy fizjo­lo­gii jest to jed­nak reak­cja orga­ni­zmu, któ­ry odbie­ra oto­cze­nie jako zbyt wymagające.

Dlaczego ruch pomaga się uspokoić?

Jed­nym z naj­czę­ściej spo­ty­ka­nych nie­po­ro­zu­mień jest prze­ko­na­nie, że pobu­dzo­ne dziec­ko powin­no przede wszyst­kim usiąść i prze­stać się ruszać. W prak­ty­ce bywa dokład­nie odwrotnie.

W swo­jej pra­cy czę­sto obser­wu­ję dzie­ci, któ­re dopie­ro po kil­ku minu­tach inten­syw­ne­go ruchu są w sta­nie usiąść do roz­mo­wy lub zada­nia. Nie dla­te­go, że wcze­śniej „się wysza­la­ły”, ale dla­te­go, że ruch pomógł ich ukła­do­wi ner­wo­we­mu odzy­skać równowagę.

Potwier­dza­ją to rów­nież bada­nia doty­czą­ce ADHD i zabu­rzeń prze­twa­rza­nia sen­so­rycz­ne­go. Odpo­wied­nio dobra­na aktyw­ność rucho­wa może obni­żać napię­cie, popra­wiać kon­cen­tra­cję, zwięk­szać świa­do­mość wła­sne­go cia­ła oraz wspie­rać regu­la­cję pobudzenia.

Dla­te­go nie­któ­re dzie­ci buja­ją się na krze­śle, cho­dzą po poko­ju, ska­czą, wier­cą się, zaci­ska­ją coś w dło­niach albo gry­zą ręka­wy blu­zy. Choć z zewnątrz może to wyglą­dać jak dodat­ko­we pobu­dza­nie, czę­sto jest to spon­ta­nicz­na pró­ba samoregulacji.

Dlaczego samo tłumaczenie nie wystarcza?

Kie­dy dziec­ko prze­ży­wa sil­ny stres, doro­śli odru­cho­wo pró­bu­ją pomóc sło­wa­mi. Wyja­śnia­ją, prze­ko­nu­ją, pro­szą, aby się uspo­ko­iło. Nie­ste­ty wła­śnie w takich momen­tach język sta­je się naj­mniej sku­tecz­nym narzędziem.

Sil­ne pobu­dze­nie akty­wu­je auto­no­micz­ny układ ner­wo­wy, przy­go­to­wu­jąc orga­nizm do wal­ki, uciecz­ki lub zamro­że­nia. W takim sta­nie dziec­ko ma znacz­nie mniej­sze moż­li­wo­ści korzy­sta­nia z logicz­ne­go myśle­nia, pla­no­wa­nia czy rozu­mie­nia dłuż­szych komu­ni­ka­tów. Nie dla­te­go, że nie chce słu­chać, ale dla­te­go, że jego mózg kon­cen­tru­je się na odzy­ska­niu poczu­cia bezpieczeństwa.

Dla­te­go pierw­szym kro­kiem w regu­la­cji czę­sto nie jest roz­mo­wa, lecz stwo­rze­nie warun­ków, w któ­rych orga­nizm może się wyci­szyć. Poma­ga spo­koj­ny głos doro­słe­go, prze­wi­dy­wal­ność, ogra­ni­cze­nie licz­by bodź­ców, moż­li­wość ruchu, odpo­wied­ni kon­takt fizycz­ny – oczy­wi­ście wte­dy, gdy jest przez dziec­ko akcep­to­wa­ny – oraz sama obec­ność oso­by, któ­ra zacho­wu­je spokój.

W psy­cho­lo­gii roz­wo­jo­wej coraz czę­ściej mówi się o współ­re­gu­la­cji. Ozna­cza to, że dziec­ko przez wie­le lat korzy­sta z regu­la­cji ukła­du ner­wo­we­go doro­słe­go, zanim będzie potra­fi­ło robić to samodzielnie.

Dlaczego relaksacja nie zawsze działa?

Rodzi­ce czę­sto są zasko­cze­ni, kie­dy dziec­ko źle reagu­je na ćwi­cze­nia odde­cho­we czy kla­sycz­ne tech­ni­ki relak­sa­cyj­ne. Zamknię­cie oczu, sku­pie­nie się na odde­chu albo koniecz­ność sie­dze­nia bez ruchu nie dla każ­de­go są doświad­cze­niem uspokajającym.

U czę­ści dzie­ci może wyda­rzyć się coś odwrot­ne­go – więk­sza kon­cen­tra­cja na sygna­łach z wła­sne­go cia­ła powo­du­je nasi­le­nie napię­cia, nie­po­ko­ju lub dyskomfortu.

Jed­nym z wyja­śnień jest odmien­nie funk­cjo­nu­ją­ca inte­ro­cep­cja, czy­li zdol­ność odbie­ra­nia sygna­łów pły­ną­cych z orga­ni­zmu. Bada­nia poka­zu­ją, że u czę­ści osób z ADHD i auty­zmem roz­po­zna­wa­nie takich sygna­łów, jak głód, zmę­cze­nie, napię­cie mię­śni czy nara­sta­ją­cy stres, może być utrud­nio­ne. W takiej sytu­acji tech­ni­ki wyma­ga­ją­ce sku­pie­nia się na dozna­niach z cia­ła bywa­ją znacz­nie trud­niej­sze, niż zakła­da­ją dorośli.

Co rzeczywiście pomaga wielu dzieciom?

Nie ist­nie­je jed­na meto­da sku­tecz­na dla wszyst­kich. To, co uspo­ka­ja jed­no dziec­ko, u inne­go może oka­zać się zupeł­nie nie­sku­tecz­ne. Są jed­nak stra­te­gie, któ­re zarów­no bada­nia, jak i doświad­cze­nie kli­nicz­ne wska­zu­ją jako szcze­gól­nie pomocne.

Przede wszyst­kim war­to zadbać o prze­wi­dy­wal­ność. Sta­ły rytm dnia, powta­rzal­ne rytu­ały oraz wcze­śniej­sze przy­go­to­wy­wa­nie dziec­ka na zmia­ny zmniej­sza­ją obcią­że­nie ukła­du nerwowego.

Duże zna­cze­nie ma rów­nież ruch. Huś­ta­nie, jaz­da na rowe­rze, taniec, wspi­na­nie się, ska­ka­nie na tram­po­li­nie czy prze­no­sze­nie cięż­szych przed­mio­tów dostar­cza­ją orga­ni­zmo­wi infor­ma­cji pro­prio­cep­tyw­nych, któ­re wie­lu dzie­ciom poma­ga­ją odzy­skać poczu­cie stabilności.

Podob­ną funk­cję peł­ni głę­bo­ki docisk. Nie­któ­re dzie­ci wyci­sza­ją się pod­czas moc­ne­go przy­tu­le­nia, zawi­ja­nia w koc, korzy­sta­nia z podu­szek sen­so­rycz­nych czy – w uza­sad­nio­nych przy­pad­kach – koł­der obcią­że­nio­wych. War­to jed­nak pamię­tać, że każ­da z tych metod powin­na być dopa­so­wa­na do indy­wi­du­al­nych potrzeb dziec­ka, a nie sto­so­wa­na według jed­ne­go schematu.

Nie mniej waż­ne jest ogra­ni­cze­nie nad­mia­ru bodź­ców. Zda­rza się, że naj­lep­szym spo­so­bem wspar­cia nie jest kolej­ne ćwi­cze­nie, lecz cich­sze pomiesz­cze­nie, przy­ciem­nio­ne świa­tło, moż­li­wość chwi­lo­we­go wyco­fa­nia się lub zwy­czaj­na przerwa.

Zachowanie jest komunikatem

W pra­cy z rodzi­na­mi czę­sto zachę­cam rodzi­ców do zada­nia sobie pyta­nia: „Co pró­bu­je mi powie­dzieć zacho­wa­nie moje­go dziecka?”.

Łatwo uznać, że dziec­ko mani­pu­lu­je, pro­wo­ku­je albo celo­wo utrud­nia współ­pra­cę. Oczy­wi­ście zda­rza się, że dzie­ci testu­ją gra­ni­ce – jest to natu­ral­ny ele­ment roz­wo­ju. Jed­nak wie­le zacho­wań, któ­re odbie­ra­my jako nie­grzecz­ne, poja­wia się wte­dy, gdy moż­li­wo­ści regu­la­cji ukła­du ner­wo­we­go zosta­ły wyczerpane.

Nie ozna­cza to rezy­gna­cji z zasad czy sta­wia­nia gra­nic. Dzie­ci ich potrze­bu­ją. Trud­no jed­nak ocze­ki­wać, że będą z nich korzy­stać w momen­cie, gdy ich orga­nizm funk­cjo­nu­je w try­bie alar­mo­wym. Gra­ni­ce są naj­bar­dziej sku­tecz­ne wte­dy, gdy dziec­ko czu­je się wystar­cza­ją­co bez­piecz­nie, aby jego mózg mógł z nich skorzystać.

Zmiana, która wiele zmienia

Zamiast zasta­na­wiać się: „Jak spra­wić, żeby dziec­ko w koń­cu się uspo­ko­iło?”, coraz czę­ściej pro­po­nu­ję rodzi­com inne pytanie:

„Cze­go w tej chwi­li potrze­bu­je układ ner­wo­wy moje­go dziec­ka, żeby odzy­skać równowagę?”

Ta zmia­na per­spek­ty­wy pozwa­la spoj­rzeć na zacho­wa­nie nie jak na pro­blem do wyeli­mi­no­wa­nia, ale jak na infor­ma­cję o aktu­al­nych moż­li­wo­ściach dziec­ka. Bar­dzo czę­sto oka­zu­je się wte­dy, że to, co wyglą­da­ło na upór czy zło­śli­wość, było po pro­stu pró­bą pora­dze­nia sobie z prze­cią­że­niem naj­le­piej, jak dziec­ko potra­fi­ło w danym momencie.

Zostaw odpowiedź