Trauma relacyjna – czym jest i jak wpływa na nasze życie?

Trau­ma rela­cyj­na to doświad­cze­nie, któ­re powsta­je w rela­cjach z inny­mi ludź­mi, naj­czę­ściej w dzie­ciń­stwie, w kon­tak­cie z rodzi­ca­mi lub opie­ku­na­mi. Nie musi ozna­czać jed­ne­go dra­ma­tycz­ne­go wyda­rze­nia. Czę­sto roz­wi­ja się wte­dy, gdy dziec­ko przez dłuż­szy czas doświad­cza bra­ku bez­pie­czeń­stwa, nie­prze­wi­dy­wal­no­ści, emo­cjo­nal­nej nie­do­stęp­no­ści, prze­mo­cy lub cha­osu w rela­cji z oso­bą, od któ­rej jest zależne.

Jej skut­ki mogą być widocz­ne wie­le lat póź­niej – w doro­słych rela­cjach, emo­cjach i spo­so­bach radze­nia sobie ze stresem.

Dlaczego relacja może być traumatyczna?

Dziec­ko nie jest w sta­nie samo regu­lo­wać swo­ich emo­cji. Gdy coś je prze­ra­ża, boli lub prze­cią­ża, uru­cha­mia sys­tem przy­wią­za­nia – płacz, woła­nie, szu­ka­nie bli­sko­ści. Zada­niem doro­słe­go jest wte­dy uspo­ko­je­nie i regulacja.

Jeśli jed­nak opiekun:

  • reagu­je wrogością,
  • jest bez­rad­ny lub zalękniony,
  • sam jest prze­cią­żo­ny emocjonalnie,

rela­cja, któ­ra mia­ła dawać uko­je­nie, sta­je się źró­dłem zagro­że­nia. To wła­śnie wte­dy zaczy­na się trau­ma relacyjna.

Trauma to nie tylko to, co się wydarzyło

Trau­ma ma wymiar subiek­tyw­ny. To, co dla jed­nej oso­by było moż­li­we do udźwi­gnię­cia, dla innej mogło być zbyt obcią­ża­ją­ce. Duże zna­cze­nie ma tzw. okno tole­ran­cji na stres – czy­li to, jak dużo napię­cia nasz układ ner­wo­wy potra­fi unieść.

Bada­nia poka­zu­ją tak­że, że wraż­li­wość na stres może być prze­ka­zy­wa­na mię­dzy­po­ko­le­nio­wo. Ozna­cza to, że część osób rodzi się już z więk­szą podat­no­ścią na przeciążenie.

Co dzieje się w mózgu?

W warun­kach chro­nicz­ne­go zagro­że­nia mózg zaczy­na dzia­łać w try­bie prze­trwa­nia, a nie roz­wo­ju. Nad­mier­nie akty­wu­ją się sys­te­my stra­chu, wal­ki i pani­ki, a osła­bie­niu ule­ga­ją te, któ­re odpo­wia­da­ją za:

  • cie­ka­wość,
  • zaba­wę,
  • eks­plo­ra­cję,
  • ucze­nie się.

Dla­te­go oso­by po trau­mie rela­cyj­nej czę­sto mają trud­ność z nazy­wa­niem emo­cji, regu­la­cją napię­cia i rozu­mie­niem wła­snych reakcji.

Jakie strategie rozwija dziecko?

Aby prze­trwać w rela­cji z nie­prze­wi­dy­wal­nym doro­słym, dziec­ko adap­tu­je się. Naj­czę­ściej poprzez jed­ną z trzech strategii:

1. Kontrolująco‑karzącą – domi­na­cja, pro­wo­ko­wa­nie, agre­sja, brak oka­zy­wa­nia słabości.

2. Kontrolująco‑opiekuńczą – nad­mier­na odpo­wie­dzial­ność, opie­ko­wa­nie się doro­sły­mi, tłu­mie­nie wła­snych potrzeb.

3. Kontrolująco‑seksualizującą – trak­to­wa­nie sek­su­al­no­ści jako spo­so­bu regu­lo­wa­nia bli­sko­ści i napięcia.

Te stra­te­gie poma­ga­ją prze­trwać dzie­ciń­stwo, ale w doro­słym życiu czę­sto utrud­nia­ją budo­wa­nie zdro­wych relacji.

Toksyczny wstyd – wspólny mianownik

Wie­le osób z trau­mą rela­cyj­ną nosi w sobie głę­bo­kie przekonanie:

Coś jest ze mną nie tak”.

To tzw. tok­sycz­ny wstyd – poczu­cie bycia wadli­wym, gor­szym, nie­god­nym miło­ści. Nie jest ono efek­tem „sła­bej psy­chi­ki”, lecz dłu­go­trwa­łej adap­ta­cji do rela­cyj­ne­go bra­ku bezpieczeństwa.

Jak trauma relacyjna objawia się w dorosłości?

Może pro­wa­dzić m.in. do:

  • trud­no­ści w bliskości,
  • lęku przed odrzu­ce­niem lub nad­mier­nej zależności,
  • pro­ble­mów z regu­la­cją emocji,
  • chro­nicz­ne­go napię­cia i poczu­cia zagrożenia,
  • obja­wów dysocjacyjnych.

Czy można to leczyć?

Tak. Tera­pia trau­my rela­cyj­nej opie­ra się przede wszyst­kim na bez­piecz­nej, sta­bil­nej rela­cji tera­peu­tycz­nej. To w niej moż­li­we jest stop­nio­we ucze­nie się regu­la­cji emo­cji, odbu­do­wy­wa­nie poczu­cia bez­pie­czeń­stwa oraz przy­wra­ca­nie dostę­pu do cie­ka­wo­ści, zaba­wy i kon­tak­tu z innymi.

W pra­cy z dzieć­mi klu­czo­we jest obję­cie wspar­ciem tak­że ich opiekunów.

Trau­ma rela­cyj­na nie jest cechą cha­rak­te­ru ani „pro­ble­mem do napra­wie­nia”. Jest śla­dem po rela­cjach, w któ­rych zabra­kło bez­pie­czeń­stwa. Zro­zu­mie­nie jej mecha­ni­zmów pozwa­la spoj­rzeć na sie­bie i innych z więk­szą uważ­no­ścią, współ­czu­ciem i real­ną nadzie­ją na zmianę.

Zostaw odpowiedź