Niektórzy ludzie zawsze znajdą powód do narzekania. To nie zawsze kwestia charakteru

Kil­ka mie­się­cy temu pod­czas jed­nej z kon­sul­ta­cji usły­sza­łam zda­nie, któ­re zosta­ło ze mną na długo.

Wie pani, naj­bar­dziej boję się, że zaczy­nam być taki jak moja mama.

Zapy­ta­łam, co ma na myśli.

Zawsze mia­ła do wszyst­kie­go zastrze­że­nia. Jeśli świe­ci­ło słoń­ce, mówi­ła, że jest za gorą­co. Kie­dy padał deszcz – narze­ka­ła na pogo­dę. Jeśli ktoś jej pomógł, zasta­na­wia­ła się, co chce w zamian. Gdy coś się uda­ło, od razu szu­ka­ła tego, co mogło pójść lepiej. W dzie­ciń­stwie wyda­wa­ło mi się, że po pro­stu taka jest. Ostat­nio zła­pa­łem się na tym, że sam coraz czę­ściej reagu­ję podobnie.

To nie była roz­mo­wa o pesymizmie.

To była roz­mo­wa o nawykach.

Nie tych zwią­za­nych z jedze­niem, aktyw­no­ścią fizycz­ną czy snem. Cho­dzi­ło o nawy­ki myśle­nia – o spo­sób, w jaki z cza­sem uczy­my się patrzeć na świat.

I wła­śnie dla­te­go war­to przyj­rzeć się narze­ka­niu z nie­co innej perspektywy.

Nie jako wadzie charakteru.

Nie jako ozna­ce słabości.

Ale jako pro­ce­so­wi, któ­ry może stop­nio­wo zmie­niać spo­sób, w jaki odbie­ra­my rzeczywistość.

Nie rodzimy się ludźmi, którzy widzą tylko problemy

W gabi­ne­cie rzad­ko spo­ty­kam oso­by, któ­re mówią: „Lubię narzekać”.

Znacz­nie czę­ściej słyszę:

Po pro­stu mówię, jak jest.”

Jestem reali­stą.”

Nie będę uda­wać, że wszyst­ko jest dobrze.”

I rze­czy­wi­ście – trud­no się z tym nie zgo­dzić. Życie potra­fi być trud­ne. Są kon­flik­ty, cho­ro­by, roz­cza­ro­wa­nia, zmę­cze­nie, pro­ble­my finan­so­we czy wycho­waw­cze. Uda­wa­nie, że ich nie ma, było­by rów­nie nie­zdro­we jak cią­głe sku­pia­nie się wyłącz­nie na nich.

Pro­blem zaczy­na się dopie­ro wte­dy, gdy nasz umysł prze­sta­je zauwa­żać cokol­wiek poza tym, co trud­ne.

To dzie­je się powoli.

Naj­czę­ściej tak powo­li, że sami tego nie dostrzegamy.

Czasami wystarczy jedno pytanie

Zda­rza mi się pod­czas spo­tkań zadać bar­dzo pro­ste pytanie:

Co dobre­go wyda­rzy­ło się w tym tygodniu?

I wte­dy zapa­da cisza.

Nie dla­te­go, że nic dobre­go się nie wydarzyło.

Po pro­stu uwa­ga tej oso­by od daw­na ćwi­czy­ła się w dostrze­ga­niu cze­goś zupeł­nie innego.

Po chwi­li przy­po­mi­na sobie, że cór­ka sama przy­szła się przy­tu­lić. Że kole­ga pochwa­lił jej pomysł. Że uda­ło się spo­koj­nie poroz­ma­wiać z part­ne­rem. Że wie­czo­rem wypi­ła kawę na bal­ko­nie i przez chwi­lę napraw­dę odpoczęła.

To wszyst­ko wyda­rzy­ło się naprawdę.

Tyl­ko nie zosta­ło uzna­ne przez mózg za szcze­gól­nie ważne.

To wła­śnie tutaj zaczy­na się cała historia.

Nasz mózg jest świetnym uczniem

Jed­ną z naj­waż­niej­szych cech mózgu jest to, że nie­ustan­nie się uczy.

Nie tyl­ko wte­dy, gdy uczy­my się języ­ka obce­go albo jaz­dy na rowerze.

Uczy się rów­nież tego, na co naj­czę­ściej kie­ru­je­my uwa­gę.

Wyobraź sobie leśną ścieżkę.

Kie­dy przej­dziesz nią raz, pra­wie jej nie widać.

Po dzie­się­ciu przej­ściach robi się wyraźniejsza.

Po stu sta­je się dro­gą, któ­rą wybie­ra się nie­mal automatycznie.

Nie dla­te­go, że las ją stworzył.

Powsta­ła dla­te­go, że wie­lo­krot­nie wybie­ra­li­śmy tę samą trasę.

Z myśle­niem jest bar­dzo podobnie.

Każ­da inter­pre­ta­cja, do któ­rej regu­lar­nie wra­ca­my, zosta­wia po sobie ślad. Im czę­ściej korzy­sta­my z tej samej „ścież­ki”, tym łatwiej nasz umysł odnaj­du­je ją następ­nym razem.

Bada­nia nad neu­ro­pla­stycz­no­ścią poka­zu­ją, że mózg zmie­nia się pod wpły­wem doświad­czeń i powta­rza­nych wzor­ców aktyw­no­ści. Nie ozna­cza to oczy­wi­ście, że jed­no popo­łu­dnie spę­dzo­ne na narze­ka­niu zmie­ni budo­wę mózgu. Zna­cze­nie ma to, co robi­my regu­lar­nie, mie­sią­ca­mi i latami.

Dlaczego tak łatwo zauważamy to, co złe?

To aku­rat nie jest nasza wina.

Mózg od zawsze miał przede wszyst­kim poma­gać nam przetrwać.

Dla naszych przod­ków znacz­nie waż­niej­sze było zauwa­że­nie zagro­że­nia niż pięk­ne­go krajobrazu.

Oso­ba, któ­ra zigno­ro­wa­ła sze­lest w krza­kach, mogła nie mieć oka­zji podzi­wiać zacho­du słońca.

Dla­te­go nasza uwa­ga natu­ral­nie sil­niej reagu­je na to, co nieprzyjemne.

Psy­cho­lo­go­wie nazy­wa­ją to nega­ti­vi­ty bias – ten­den­cją do przy­wią­zy­wa­nia więk­szej wagi do zagro­żeń, strat i błę­dów niż do doświad­czeń pozytywnych.

To nor­mal­ne.

Pro­blem poja­wia się wte­dy, gdy ten mecha­nizm zaczy­na kie­ro­wać całym naszym życiem.

Coraz częściej nie rozwiązujemy problemów. Ćwiczymy je.

To zda­nie może brzmieć dziw­nie, ale dobrze odda­je to, co obser­wu­ję u wie­lu pacjentów.

Wyobraź­my sobie dwie osoby.

Obie pokłó­ci­ły się z partnerem.

Pierw­sza myśli:

To była trud­na roz­mo­wa. Musi­my do niej wró­cić, kie­dy obo­je się uspokoimy.”

Dru­ga przez trzy kolej­ne dni wra­ca do każ­de­go zdania.

Ana­li­zu­je ton głosu.

Przy­po­mi­na sobie wcze­śniej­sze kłótnie.

Wyobra­ża sobie następne.

Two­rzy kolej­ne scenariusze.

Nie śpi.

Roz­ma­wia o tym z kil­ko­ma osobami.

Po raz dzie­sią­ty odtwa­rza tę samą rozmowę.

Z zewnątrz wyglą­da to jak pró­ba roz­wią­za­nia problemu.

W rze­czy­wi­sto­ści bar­dzo czę­sto jest to rumi­na­cja – wie­lo­krot­ne prze­żu­wa­nie tych samych myśli bez zbli­ża­nia się do rozwiązania.

Bada­nia poka­zu­ją, że taki spo­sób myśle­nia sprzy­ja utrzy­my­wa­niu się napię­cia, obni­żo­ne­go nastro­ju i poczu­cia bezradności.

Organizm słucha naszych myśli

Jest jesz­cze coś, co wie­lu oso­bom trud­no zaakceptować.

Dla orga­ni­zmu nie ma dużej róż­ni­cy mię­dzy sytu­acją, któ­ra dzie­je się tu i teraz, a sytu­acją, któ­rą bar­dzo inten­syw­nie odtwa­rza­my w głowie.

Jeże­li po raz pięt­na­sty przy­po­mi­na­my sobie upo­ka­rza­ją­cą roz­mo­wę, cia­ło czę­sto reagu­je podob­nie jak wte­dy, kie­dy wyda­rzy­ła się naprawdę.

Napi­na­ją się mięśnie.

Przy­spie­sza oddech.

Ser­ce zaczy­na bić szybciej.

Nie dla­te­go, że orga­nizm się pomylił.

On po pro­stu reagu­je na to, co w danym momen­cie przeżywamy.

Jeże­li taki stan utrzy­mu­je się przez dłu­gi czas, może stać się źró­dłem prze­wle­kłe­go stre­su, a ten – jak poka­zu­ją bada­nia – wpły­wa zarów­no na nasze zdro­wie psy­chicz­ne, jak i fizyczne.

Najbardziej zaskakuje mnie coś innego

Po latach pra­cy coraz rza­dziej zasta­na­wiam się nad tym, dla­cze­go ludzie narze­ka­ją.

Znacz­nie bar­dziej inte­re­su­je mnie to, cze­go już nie widzą.

Bo zwy­kle nie cho­dzi o to, że dostrze­ga­ją problemy.

One napraw­dę istnieją.

Pyta­nie brzmi, czy obok pro­ble­mów widzą jesz­cze coś więcej.

Czy zauwa­ża­ją, że dziec­ko zro­bi­ło mały krok naprzód.

Że part­ner pró­bo­wał się porozumieć.

Że współ­pra­cow­nik oka­zał życzliwość.

Że sami pora­dzi­li sobie z czymś, co jesz­cze rok temu wyda­wa­ło się niemożliwe.

Kie­dy umysł przez lata ćwi­czy się wyłącz­nie w wyszu­ki­wa­niu zagro­żeń, coraz trud­niej dostrze­ga takie momenty.

Nie dla­te­go, że zniknęły.

Dla­te­go, że prze­sta­ły przy­cią­gać uwagę.

Czy można nauczyć mózg czegoś innego?

Na szczę­ście tak.

Ale nie poprzez zmu­sza­nie się do optymizmu.

Nigdy nie mówię pacjentom:

Pro­szę myśleć pozytywnie.”

To zda­nie jest zwy­kle rów­nie pomoc­ne, jak powie­dze­nie oso­bie ze zła­ma­ną nogą, żeby zaczę­ła szyb­ciej chodzić.

Pro­po­nu­ję coś zupeł­nie innego.

Zacie­ka­wić się wła­snym spo­so­bem myślenia.

Kie­dy poja­wia się kolej­na trud­na sytu­acja, war­to zadać sobie kil­ka pytań.

Czy wła­śnie roz­wią­zu­ję pro­blem, czy tyl­ko po raz kolej­ny go odtwarzam?

Czy wra­cam do tych samych myśli dla­te­go, że pro­wa­dzą mnie do roz­wią­za­nia, czy dla­te­go, że mój umysł zna już tę dro­gę na pamięć?

Na co mam wpływ, a cze­go już dziś nie zmienię?

To nie są pyta­nia, któ­re nagle usu­ną stres.

Ale czę­sto prze­ry­wa­ją automatyzm.

A od tego zwy­kle zaczy­na się zmiana.

Nie chodzi o to, żeby przestać narzekać

Mam cza­sem wra­że­nie, że media pró­bu­ją prze­ko­nać nas, że zdro­wy psy­chicz­nie czło­wiek jest spo­koj­ny, wdzięcz­ny i uśmiechnięty.

To nie­praw­da.

Zdro­wy psy­chicz­nie czło­wiek rów­nież się złości.

Bywa roz­cza­ro­wa­ny.

Narze­ka.

Ma gor­sze dni.

Róż­ni­ca pole­ga na tym, że nie budu­je z tych chwil swo­je­go spo­so­bu patrze­nia na świat.

Potra­fi powiedzieć:

To był trud­ny dzień.”

Nie musi od razu dojść do wniosku:

Moje życie jest beznadziejne.”

To ogrom­na różnica.

Gdybyś po przeczytaniu tego tekstu miał zapamiętać tylko jedną rzecz…

Nie chcia­ła­bym, żeby było to prze­ko­na­nie, że narze­ka­nie jest szkodliwe.

To było­by zbyt duże uproszczenie.

Chcia­ła­bym raczej, żeby zosta­ło z Tobą inne pytanie.

Kie­dy następ­nym razem zła­piesz się na tym, że od kil­ku­na­stu minut wra­casz do tej samej sytu­acji, zatrzy­maj się na chwilę.

I zapy­taj siebie:

Czy wła­śnie pró­bu­ję roz­wią­zać pro­blem… czy tyl­ko po raz kolej­ny idę tą samą, dobrze wydep­ta­ną ścieżką?

Bo mózg bar­dzo lubi korzy­stać z dróg, któ­re zna.

Dobra wia­do­mość jest taka, że przez całe życie potra­fi uczyć się rów­nież nowych.

Zostaw odpowiedź