Kiedy nie trzeba nic naprawiać.
O potrzebach kobiet w relacji z mężczyzną w świetle psychologii
Kobieta wraca późnym popołudniem z pracy. Cały dzień spotkań, napięcie, presja terminów, a na koniec trudna rozmowa z przełożonym. Odkłada torbę, siada ciężko na kanapie i mówi tylko: „Mam dziś okropny dzień”. Partner natychmiast zaczyna analizować: może zmienić pracę, może porozmawiać z szefem, może wziąć urlop, a może po prostu przestać się przejmować. Ona milknie, robi się jeszcze bardziej przygaszona, odpowiada półsłówkami. Atmosfera gęstnieje.
Tymczasem w wielu takich sytuacjach nie chodzi o rozwiązania. Chodzi o to, by ktoś usiadł obok, zapytał „Co się stało?” i wysłuchał — bez poprawiania, oceniania i planu naprawczego.
Ta codzienna scena dobrze ilustruje jedno z najczęstszych nieporozumień w związkach. Psychologia relacji pokazuje, że w wielu momentach stresu kobiety nie oczekują instrukcji ani analizy problemu, lecz obecności, zrozumienia i regulacji emocji poprzez więź.
Dwa różne języki wsparcia
Badacze wsparcia społecznego od dawna rozróżniają jego dwa podstawowe rodzaje. Pierwszy to wsparcie instrumentalne — konkretna pomoc, rady, wskazówki, rozwiązania. Drugi to wsparcie emocjonalne — empatia, wysłuchanie, bliskość i potwierdzenie uczuć.
W relacjach romantycznych kobiety statystycznie częściej deklarują potrzebę tego drugiego, szczególnie w sytuacjach stresu i przeciążenia. Nie oznacza to, że nie potrafią rozwiązywać problemów. Oznacza raczej, że zanim pojawi się gotowość do działania, potrzebna jest redukcja napięcia.
Dla wielu mężczyzn naturalnym sposobem okazywania troski jest właśnie działanie: znaleźć rozwiązanie, usprawnić sytuację, „załatwić sprawę”. Kiedy jednak druga osoba potrzebuje przede wszystkim kontaktu emocjonalnego, taka reakcja może zostać odebrana jako brak zrozumienia.
Dlaczego rady czasem ranią
Nieproszone porady często — wbrew intencjom — niosą komunikat: „powinnaś była zrobić to inaczej”. Badania nad komunikacją w parach pokazują, że partnerzy mogą interpretować takie zachowania jako umniejszanie problemu, krytykę lub wycofanie z empatii.
Psycholog John Gottman, który od kilkudziesięciu lat bada trwałość związków, wskazuje, że kluczowa dla satysfakcji partnerskiej jest tzw. responsywność emocjonalna — zdolność do reagowania na emocje partnera w sposób potwierdzający jego doświadczenie. Pary, które potrafią „zwracać się ku sobie” w momentach napięcia — poprzez uwagę, dotyk czy słowa wsparcia — znacznie częściej budują stabilne i satysfakcjonujące relacje.
Biologia bliskości
Potrzeba obecności nie jest wyłącznie konstruktem kulturowym. Ma także podłoże biologiczne. Psycholożka Shelley Taylor opisała reakcję na stres częściej obserwowaną u kobiet jako „tend-and-befriend” — skłonność do szukania wsparcia i więzi zamiast izolacji czy konfrontacji.
W takich momentach szczególną rolę odgrywa oksytocyna, hormon związany z przywiązaniem i poczuciem bezpieczeństwa. Fizyczny kontakt — przytulenie, dotyk, bliskość — może obniżać poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu, i realnie uspokajać organizm. To dlatego milczące objęcie bywa skuteczniejsze niż najbardziej racjonalne argumenty.
Wysłuchanie jako regulacja emocji
Neuropsychologia pokazuje, że samo nazwanie i uznanie emocji zmniejsza aktywność obszarów mózgu odpowiedzialnych za reakcję alarmową, a wzmacnia te związane z kontrolą poznawczą. Innymi słowy — kiedy ktoś czuje się wysłuchany i zrozumiany, jego układ nerwowy zaczyna się uspokajać, co dopiero umożliwia konstruktywne myślenie.
Dlatego proste komunikaty: „to musiało być trudne”, „widzę, jak bardzo się starałaś”, „jestem tu” mogą mieć większą moc niż gotowe rozwiązania.
Różne drogi wychowania do emocji
Różnice w potrzebach wsparcia wynikają także z socjalizacji. Dziewczynki częściej są zachęcane do mówienia o uczuciach i relacjach, chłopcy — do działania, samodzielności i rozwiązywania problemów. W dorosłości te wzorce spotykają się w jednym związku i mogą prowadzić do nieporozumień: jedna osoba mówi językiem emocji, druga językiem zadań.
Żaden z tych stylów nie jest lepszy ani gorszy. Trudność pojawia się dopiero wtedy, gdy partnerzy zakładają, że druga strona powinna reagować tak samo jak oni.
Partner jako „bezpieczna baza”
Teoria przywiązania opisuje partnera romantycznego jako osobę, która może pełnić funkcję bezpiecznej bazy. W chwilach stresu kluczowe staje się nie rozwiązanie problemu, lecz poczucie, że nie jest się z nim samemu. Badania pokazują, że odczuwane wsparcie partnera wiąże się z niższym poziomem lęku i depresji, mniejszym stresem fizjologicznym oraz większą satysfakcją ze związku.
W tym sensie obecność ma wartość regulacyjną — pomaga organizmowi wrócić do równowagi.
Nie chodzi o milczenie, lecz o uważność
Popularne hasła sugerujące, że najlepsze, co można zrobić, to „nic nie mówić”, upraszczają rzeczywistość. Kluczowa jest nie cisza sama w sobie, lecz empatyczna obecność. Milczenie obojętne lub zdystansowane nie przyniesie ulgi. Pomocne jest takie bycie obok, które komunikuje zainteresowanie, akceptację i gotowość.
Czasem oznacza to przytulenie. Czasem krótkie słowa wsparcia. Czasem pytanie: „Chcesz, żebym coś zaproponował, czy po prostu był obok?”
Bliskość przed rozwiązaniem
Wiele konfliktów w związkach nie wynika z braku dobrej woli, lecz z niedopasowania formy wsparcia do aktualnej potrzeby partnera. Osoba oferująca rady chce pomóc, a osoba w kryzysie potrzebuje najpierw zostać wysłuchana.
Gdy napięcie opada, rozwiązania zwykle pojawiają się same — albo dopiero wtedy są możliwe do przyjęcia.
Potrzeba emocjonalnej obecności w trudnych chwilach nie jest oznaką słabości ani „nadwrażliwości”. To podstawowy mechanizm regulacji stresu i budowania więzi. W relacji partnerskiej często to właśnie empatyczne bycie obok — bardziej niż logiczne argumenty czy dobre rady — tworzy poczucie bezpieczeństwa.
Czasem najważniejszym wsparciem nie jest odpowiedź na pytanie „co zrobić?”, lecz proste, niewypowiedziane komunikaty: „widzę cię”, „rozumiem”, „nie jesteś z tym sama”.
Dlaczego osoby neuroatypowe tak często tworzą pary między sobą?
Biologia, komunikacja i „dobór na tych samych falach”
W ostatnich latach badania populacyjne zaczęły pokazywać zjawisko, które wielu ludzi intuicyjnie obserwuje w swoim otoczeniu: osoby z ADHD, autyzmem (ASD) lub innymi formami neuroróżnorodności częściej niż przypadkowo tworzą związki z partnerami o podobnym profilu. Nie jest to wyłącznie kwestia środowiska, mody ani „internetowych baniek”. Coraz więcej danych wskazuje, że stoi za tym splot mechanizmów biologicznych, psychologicznych i społecznych.
Dobór asortatywny: nie zakochujemy się losowo
Psychologia od dawna zna zjawisko doboru asortatywnego — tendencji do wybierania partnerów podobnych do siebie pod względem cech osobowości, wykształcenia, stylu życia czy poglądów. Nowe badania sugerują, że dotyczy ono także cech neurorozwojowych.
Analizy ogromnych rejestrów populacyjnych ze Skandynawii, w tym badań opublikowanych w JAMA Psychiatry, pokazują, że partnerzy z ADHD lub ASD występują w parach istotnie częściej, niż wynikałoby to z czystego przypadku. Współczynniki podobieństwa dochodzą w niektórych analizach do ok. 0,4–0,5 — wartości wysokiej jak na cechy psychiczne i porównywalnej raczej z podobieństwem poglądów politycznych czy poziomu wykształcenia.
Co ważne, podobny efekt obserwuje się także dla innych zaburzeń psychicznych, m.in. schizofrenii czy uzależnień. Oznacza to, że nie chodzi wyłącznie o ADHD czy autyzm, lecz o szerszy mechanizm dobierania się osób o zbliżonym funkcjonowaniu poznawczym i emocjonalnym.
Nie jest to więc „moda na diagnozy”, lecz statystycznie uchwytna prawidłowość.
Podwójna empatia: problem nie leży tylko po jednej stronie
Klucz do zrozumienia tego zjawiska daje tzw. teoria podwójnej empatii. Zakłada ona, że trudności komunikacyjne między osobami autystycznymi i neurotypowymi nie wynikają z deficytu jednej strony, lecz ze zderzenia dwóch odmiennych stylów przetwarzania informacji społecznych.
Badania pokazują, że:
- osoby neuroatypowe lepiej rozumieją innych neuroatypowych,
- komunikacja w parach o podobnym neurotypie bywa bardziej bezpośrednia i przewidywalna,
- poczucie bycia zrozumianym jest wyraźnie wyższe.
To szczególnie widoczne w codziennych sytuacjach: potrzebie nagłego wycofania się, wrażliwości sensorycznej, trudności z planowaniem czy „chaotycznym” stylem myślenia. Dla partnera o podobnym funkcjonowaniu nie są to zachowania dziwne ani zagrażające — stają się neutralnym elementem rzeczywistości.
W takich relacjach często zanika konieczność tzw. maskowania, czyli ukrywania objawów i dopasowywania się do norm neurotypowych. A brak maskowania oznacza mniejsze zmęczenie psychiczne i większą autentyczność.
„Nadawanie na tych samych falach”
Z perspektywy codziennego doświadczenia związek dwóch osób neuroatypowych bywa opisywany jako relacja, w której „wreszcie ktoś rozumie bez tłumaczenia”. Wspólne są nie tylko trudności, ale także styl myślenia:
- szybkie skojarzenia i dygresyjność (częste w ADHD),
- intensywne zainteresowania i głęboka koncentracja (typowe dla ASD),
- wysoka wrażliwość sensoryczna,
- niestandardowe sposoby regulacji emocji.
To nie oznacza, że takie relacje są łatwe — mogą być bardzo intensywne i wymagające — ale często oferują coś, czego brakuje w parach mieszanych: poczucie bycia „u siebie”.
Genetyka: wspólne podłoże ADHD i autyzmu
Na poziomie biologicznym związek między ADHD a ASD jest coraz lepiej udokumentowany. Badania genomowe typu GWAS wskazują, że oba zaburzenia współdzielą część wariantów genetycznych. Szacowana korelacja genetyczna wynosi około 0,3–0,4, a w niektórych podtypach autyzmu — zwłaszcza diagnozowanego później — może być jeszcze wyższa.
Oznacza to, że:
- ADHD i autyzm nie są całkowicie odrębnymi zjawiskami,
- istnieje kontinuum cech neurorozwojowych,
- u części osób występuje profil mieszany (tzw. AuDHD).
Gdy dwoje partnerów o podobnych predyspozycjach genetycznych zakłada rodzinę, zwiększa się prawdopodobieństwo przekazania tych cech potomstwu. Nie jest to deterministyczne „dziedziczenie zaburzenia”, lecz kumulacja tzw. ryzyka poligenicznego.
To jeden z powodów, dla których w niektórych rodzinach obserwuje się wiele osób neuroatypowych w kolejnych pokoleniach.
Czy naprawdę jest nas coraz więcej?
Często pojawia się pytanie, czy wzrost liczby diagnoz oznacza epidemię neuroróżnorodności. Badania bliźniąt i analizy populacyjne sugerują, że ogólny poziom cech ADHD i ASD w populacji jest stosunkowo stabilny.
Wzrost diagnoz wynika głównie z:
- większej świadomości społecznej,
- lepszych narzędzi diagnostycznych,
- poszerzenia kryteriów,
- diagnozowania osób wcześniej pomijanych (np. kobiet, dorosłych).
Jednocześnie dobór asortatywny może prowadzić do lokalnej koncentracji tych cech — w rodzinach, środowiskach zawodowych czy kręgach społecznych. Metaforycznie można mówić o „enklawach neuroróżnorodności”, w których określony styl funkcjonowania staje się normą.
Nie oznacza to, że jako gatunek „stajemy się bardziej autystyczni”. Raczej przestajemy być równomiernie rozproszeni.
Ewolucyjny sens podobieństwa
Z punktu widzenia ewolucji dobór partnerów podobnych do siebie może mieć funkcję adaptacyjną. Relacje wymagają ogromnej ilości współpracy, komunikacji i przewidywalności. Podobieństwo zmniejsza koszty psychiczne tej współpracy.
W przypadku osób neuroatypowych oznacza to często:
- mniejsze poczucie odrzucenia,
- większą tolerancję na niestandardowe zachowania,
- wyższe poczucie bezpieczeństwa,
- możliwość bycia autentycznym bez ciągłej kontroli siebie.
To nie „błąd systemu”, lecz naturalny mechanizm tworzenia więzi tam, gdzie porozumienie jest najłatwiejsze.
Między romantycznym mitem a naukową rzeczywistością
Idea „bratnich dusz” może brzmieć poetycko, ale w świetle badań ma także bardzo przyziemne podstawy biologiczne i psychologiczne. Zakochujemy się nie tylko w osobowości czy wyglądzie, lecz także — pośrednio — w stylu działania mózgu drugiej osoby.
W relacjach osób neuroatypowych to, co dla otoczenia bywa trudnością, może stać się wspólnym językiem. Nie dlatego, że problemy znikają, lecz dlatego, że przestają wymagać ciągłego tłumaczenia.
Ostatecznie więc podobieństwo neurobiologiczne nie jest ani patologią, ani przypadkiem. To jeden z wielu sposobów, w jakie ludzie poszukują kogoś, przy kim mogą funkcjonować z mniejszym wysiłkiem — i z większym poczuciem bycia rozumianym.
Nastolatek nie jest nierozsądny. Jest wrażliwy na ludzi
Przez długie lata sądzono, że ryzykowne zachowania nastolatków wynikają z braku dojrzałości, wiedzy albo rozsądku. Jeśli młody człowiek podejmował niebezpieczne decyzje, uznawano, że „nie myśli”. Badania Laurence’a Steinberga i Margo Gardner podważyły to przekonanie u samych podstaw.
Nie pytali oni, czy nastolatki rozumieją ryzyko. Zapytali: w jakich warunkach ich zachowanie się zmienia.
Eksperyment: gra o ryzyko
Do badania zaproszono ponad 300 osób w różnym wieku: nastolatków, młodych dorosłych i dorosłych. Każdy uczestnik brał udział w komputerowej grze decyzyjnej typu „Chicken”.
Zadanie było proste:
- jechać jak najszybciej do celu,
- na żółtym świetle można było zahamować (bezpiecznie, ale wolniej),
- albo zaryzykować przejazd (szybciej, ale z ryzykiem „wypadku”).
Kluczowe było to, że gra była rozgrywana w dwóch warunkach:
- samodzielnie
- w obecności dwóch rówieśników-obserwatorów
Wynik, który zaskoczył badaczy
Gdy uczestnicy grali sami, nastolatki podejmowały niemal identyczne decyzje jak dorośli. Analizowały ryzyko, unikały wypadków i potrafiły regulować swoje zachowanie.
To był moment przełomowy:
Nastolatek w warunkach indywidualnych myśli racjonalnie.
Gdy pojawiają się rówieśnicy
Sytuacja zmieniała się diametralnie, gdy w pokoju pojawiali się rówieśnicy.
- u dorosłych: brak istotnych zmian
- u nastolatków:
istotny statystycznie wzrost ryzyka i liczby „wypadków”
Ten sam uczestnik, który chwilę wcześniej był ostrożny i przewidywalny, nagle podejmował decyzje impulsywne.
Nie dlatego, że „zapomniał zasad”.
Dlatego, że zmienił się kontekst społeczny.
Co naprawdę pokazuje to badanie
Eksperyment Steinberga i Gardner dowiódł, że:
- nastolatki rozumieją ryzyko,
- posiadają sprawny system poznawczy,
- ale są biologicznie i rozwojowo wyjątkowo wrażliwe na obecność rówieśników.
Późniejsze badania neurobiologiczne Steinberga (z użyciem fMRI) pomogły to wyjaśnić:
- obecność rówieśników silnie aktywuje układ nagrody,
- mózg nastolatka „wycenia” aprobatę społeczną jako szczególnie wartościową,
- decyzje ryzykowne stają się subiektywnie bardziej „opłacalne”.
Nie jest to brak hamulców.
To przeciążenie systemu nagrody w kontekście społecznym.
Wnioski praktyczne
To badanie zmieniło myślenie o adolescencji:
- problemem nie jest „brak rozumu”,
- lecz sytuacje, w których rozum traci pierwszeństwo.
Dlatego skuteczne wsparcie nastolatków nie polega na moralizowaniu, ale na:
- uczeniu przewidywania kontekstu społecznego,
- planowaniu sytuacji wysokiego ryzyka,
- rozumieniu, że „z innymi” mózg działa inaczej niż „w pojedynkę”.
4. Źródła naukowe
- Gardner, M., & Steinberg, L. (2008).
Peer influence on risk taking, risk preference, and risky decision making in adolescence and adulthood.
Developmental Psychology, 44(1), 1–17.
DOI: 10.1037/0012–1649.44.1.1 - Steinberg, L. (2008).
A social neuroscience perspective on adolescent risk-taking.
Developmental Review, 28(1), 78–106. - Steinberg, L. (2014).
Age of Opportunity: Lessons from the New Science of Adolescence.
Houghton Mifflin Harcourt.

Dlaczego mózg osób z autyzmem może funkcjonować inaczej? Co mówią najnowsze badania o „sprzątaniu” synaps
Autyzm jest złożonym zaburzeniem rozwojowym, które wpływa na sposób myślenia, przetwarzania informacji, komunikacji i relacji społecznych. Chociaż od lat wiadomo, że w autyzmie zmienia się funkcjonowanie sieci neuronalnych, to dopiero niedawno badania biologiczne zaczynają wyjaśniać, jakie mechanizmy na poziomie komórkowym mogą leżeć u podstaw tych różnic.
Jedno z kluczowych odkryć dotyczy procesu zwanego synaptic pruning – usuwania nadmiarowych połączeń nerwowych w trakcie rozwoju mózgu. Badanie opublikowane w Neuron (2014) pokazało, że jeśli w neuronach zaburzony jest proces autofagii, to usuwanie synaps (czyli mikroskopijnych połączeń między neuronami) nie przebiega prawidłowo. To z kolei prowadzi do nadmiaru synaps w korze mózgowej i zmian w funkcjonowaniu sieci nerwowych.
Synapsy: budowanie i przekształcanie sieci nerwowych
Synapsy to miejsca komunikacji między komórkami nerwowymi. Już we wczesnym rozwoju mózg tworzy znacznie więcej synaps, niż jest mu ostatecznie potrzebne. Ten nadmiar jest następnie sukcesywnie usuwany w procesie synaptic pruning.
Pruning nie jest przypadkowym „cięciem”. To selektywny proces, który wzmacnia połączenia używane i usuwa te, które są zbędne. Dzięki niemu powstają wydajne i precyzyjne sieci neuronalne, które umożliwiają sprawne przetwarzanie informacji, uczenie się i adaptację do środowiska.
Rola autofagii: wewnętrzne „sprzątanie” neuronów
Autofagia to mechanizm biologiczny, w którym komórka usuwa zużyte lub niepotrzebne elementy. W neuronach autofagia pomaga nie tylko usuwać uszkodzone struktury, ale również kontrolować liczbę i jakość synaps.
Badania pokazały, że jeśli proces autofagii jest zaburzony, np. przez nadmierną aktywność białka mTOR (kluczowego regulatora metabolizmu komórkowego), neurony zaczynają gromadzić zbyt wiele synaps. Ukryty nadmiar połączeń może prowadzić do chaotycznej aktywności neuronalnej, ponieważ sygnały nerwowe przepływają przez zbyt wiele nieoptymalnych „ścieżek” jednocześnie.
Autyzm a nadmiar synaps
Zaczyna sie we wczesnym dzieciństwie, osoby neurotypowe tracą około 50% połączeń, a osoby w spektrum około 16%.
W badaniach na modelach zwierzęcych wykazano, że gdy autofagia jest ograniczona, dochodzi do:
- uporczywego zachowania synaps, które normalnie powinny zostać usunięte,
- zbyt dużej liczby połączeń nerwowych w korze mózgowej,
- zmian w sposobie, w jaki neurony komunikują się między sobą.
To przypomina obserwacje z badań mózgu osób z autyzmem, gdzie często stwierdza się większą gęstość dendrytycznych kolców (czyli elementów synaptycznych). Nadmiar połączeń może wpływać na równowagę między pobudzeniem a hamowaniem w sieciach neuronalnych, co jest kluczowe dla integracji sensorycznej, funkcji wykonawczych, uczenia się i elastyczności poznawczej.
Jak nadmiar synaps może wpływać na zachowanie?
Jeśli w mózgu pozostaje zbyt wiele synaps, efekty działania sieci neuronalnych mogą się różnić od tego, co obserwujemy u osób bez zaburzeń rozwojowych:
- Przetwarzanie informacji może być mniej selektywne – sygnały nerwowe „rozpraszają się” po wielu połączeniach zamiast płynąć przez zoptymalizowane ścieżki. To może utrudniać filtrowanie bodźców i skupienie uwagi.
- Równowaga między pobudzeniem a hamowaniem może być zaburzona – nadmiar pobudzeń może prowadzić do nadwrażliwości sensorycznej lub trudności w hamowaniu nieistotnych reakcji.
- Uczenie się i adaptacja mogą przebiegać inaczej – struktury sieci nerwowych, które są słabsze i mniej sprecyzowane, mogą wpływać na to, jak wspomnienia i schematy zachowań są kształtowane i modyfikowane.
Te zmiany nie są jednoznacznie „defektem”, lecz raczej inny sposób organizacji sieci neuronalnych, który może mieć konsekwencje funkcjonalne.
Rola mTOR: regulator „pracy sprzątacza”
mTOR to białko, które reguluje wiele aspektów metabolizmu komórkowego, w tym autofagię. Gdy mTOR jest nadaktywny, hamuje autofagię, co prowadzi do zatrzymania procesu usuwania nadmiarowych łączeń. W tym modelu neuron działa tak, jakby zatrzymał system recyklingu – gromadzi „stare i niepotrzebne elementy”.
W normalnym rozwoju hamowanie mTOR i uruchomienie autofagii pomagają neuronowi dostosować swoją sieć do informacji płynących z doświadczeń i środowiska. Gdy ten mechanizm nie działa, sieć neuronalna może zostać „zamrożona” w mniej optymalnej konfiguracji.
Co to oznacza dla zrozumienia autyzmu?
Mechanizmy związane z autofagią i mTOR nie są jedynym czynnikiem, który determinuje funkcjonowanie osób z autyzmem. Autyzm jest złożonym spektrum, na które wpływ mają geny, środowisko i procesy rozwojowe. Jednak to badanie dostarcza biologicznego wglądu w to, jak pojedynczy mechanizm na poziomie komórkowym może wpływać na organizację mózgu.
Zrozumienie, że różnice w liczbie i organizacji synaps mogą wynikać z zaburzeń procesów „sprzątania” w neuronach, pomaga połączyć obserwacje biologiczne z doświadczeniami behawioralnymi osób ze spektrum autyzmu. To także wskazuje kierunki potencjalnych przyszłych badań i strategii wsparcia, które mogłyby wpływać na równowagę sieci neuronalnych.
Podsumowanie
Badania nad autofagią i mechanizmem mTOR pokazują, że nieprawidłowe usuwanie nadmiarowych synaps w okresie rozwoju może prowadzić do zmian w funkcjonowaniu sieci neuronalnych, które przypominają te obserwowane w autyzmie. Nadmiar synaps może wpływać na sposób przetwarzania informacji, integracji sensorycznej i elastyczności zachowania. Choć autyzm ma wiele przyczyn, mechanizmy regulujące liczbę synaps dają biologiczne uzasadnienie różnic w funkcjonowaniu, które obserwujemy u osób ze spektrum.

Na podstawie artykułu naukowego „Loss of mTOR-Dependent Macroautophagy Causes Autistic-Like Synaptic Pruning Deficits” opublikowanego w Neuron (2014) — https://www.cell.com/neuron/fulltext/S0896-6273(14)00651–5
Jak mózg „przewiduje” świat – i co to zmienia w relacjach z innymi
1. Mózg nie widzi świata „takim, jaki jest”
Choć często wydaje nam się, że po prostu widzimy i słyszymy rzeczywistość, w rzeczywistości mózg działa inaczej.
Zanim dotrą do nas informacje ze zmysłów, mózg już tworzy przypuszczenia, co za chwilę zobaczy, usłyszy lub poczuje.
Dopiero potem porównuje swoje przewidywania z tym, co faktycznie dociera z otoczenia.
To podejście nazywa się kodowaniem predykcyjnym i jest jednym z najlepiej opisanych modeli działania mózgu we współczesnej neuronauce (m.in. w pracach Karl Friston).
2. Dlaczego dwie osoby widzą tę samą sytuację inaczej?
Każdy człowiek ma inny „model świata”, zbudowany z:
- wcześniejszych doświadczeń,
- relacji z innymi ludźmi,
- emocji (zwłaszcza lęku, wstydu, poczucia bezpieczeństwa),
- pamięci i nawyków myślenia.
Dlatego:
- to samo zdanie może zostać odebrane jako neutralne, krytyczne albo zagrażające,
- to samo zachowanie może wywołać spokój u jednej osoby, a silne emocje u innej.
Mózg nie reaguje na samą sytuację, ale na to, jak ją przewiduje i interpretuje.
3. Co się dzieje w mózgu w relacji?
W relacjach (rodzic–dziecko, nastolatek–dorosły, rówieśnicy):
- mózg stale przewiduje:
- „Czy jestem bezpieczny?”
- „Czy zostanę oceniony?”
- „Czy ktoś mnie zaraz zrani lub odrzuci?”
Jeśli wcześniejsze doświadczenia nauczyły mózg, że:
- dorosły = krytyka,
- rozmowa = napięcie,
- błąd = wstyd,
to mózg z wyprzedzeniem nastawia się na zagrożenie, nawet jeśli obecna sytuacja jest spokojna.
Wtedy:
- łatwiej o wybuch emocji,
- trudniej usłyszeć intencję drugiej osoby,
- szybciej pojawia się reakcja obronna (złość, wycofanie, atak).
4. Dlaczego emocje „zniekształcają” rzeczywistość?
Emocje — szczególnie lęk i stres — mają silny wpływ na przewidywania mózgu.
Badania pokazują, że w stanie napięcia:
- mózg częściej przewiduje zagrożenie,
- sygnały neutralne są interpretowane jako negatywne,
- trudniej aktualizować błędne przekonania.
To oznacza, że:
- dziecko w silnych emocjach naprawdę inaczej widzi sytuację,
- nastolatek może być przekonany, że „wszyscy są przeciwko niemu”,
- rodzic w stresie szybciej interpretuje zachowanie dziecka jako „złe” lub „celowe”.
To nie jest zła wola — to działanie układu nerwowego.
5. Dlaczego zmiana w relacji wymaga czasu?
Mózg uczy się przez powtarzalność.
Jeśli przez długi czas przewidywał, że:
- rozmowa kończy się krzykiem,
- emocje są ignorowane,
- bliskość jest niebezpieczna,
to jedno spokojne doświadczenie nie wystarczy, by zmienić ten model.
Zmiana relacji oznacza:
- stopniowe dostarczanie mózgowi nowych, bezpiecznych doświadczeń,
- wielokrotne „łamanie” starych przewidywań,
- cierpliwość wobec nawrotów starych reakcji.
Z neurobiologicznego punktu widzenia regulacja relacji poprzedza zmianę zachowania, a nie odwrotnie.
6. Co to oznacza w praktyce dla rodziców i młodzieży?
Dla rodziców:
- reakcja dziecka to nie manipulacja, ale wynik jego przewidywań,
- spokój dorosłego realnie zmienia przewidywania mózgu dziecka,
- relacja jest narzędziem regulacji układu nerwowego.
Dla młodzieży:
- twoje odczucia są prawdziwe, nawet jeśli ktoś widzi sytuację inaczej,
- emocje wpływają na to, jak interpretujesz świat,
- zmiana myślenia to proces uczenia się mózgu, nie „słabość”.
Gdy dziecko kłamie — co tak naprawdę próbuje nam powiedzieć?
Większość rodziców reaguje na kłamstwo dziecka napięciem, złością albo rozczarowaniem. Pojawia się myśl: „Skoro kłamie, to znaczy, że robi coś złego” albo „Nie mogę mu ufać”. Tymczasem badania psychologiczne pokazują coś znacznie bardziej złożonego: kłamstwo dziecka rzadko dotyczy wyłącznie prawdy i fałszu. Częściej dotyczy bezpieczeństwa, relacji i sposobu radzenia sobie z trudnymi emocjami.
Kłamstwo jako etap rozwoju, nie tylko problem wychowawczy
Aby skłamać, dziecko musi posiadać określone zdolności poznawcze: rozumieć, że inni ludzie mają własne myśli, przewidywać reakcję dorosłego, powstrzymać impuls powiedzenia prawdy i utrzymać spójną wersję wydarzeń. Z perspektywy rozwojowej oznacza to jedno: kłamstwo pojawia się wtedy, gdy dziecko intensywnie rozwija się poznawczo i społecznie.
To paradoks, który bywa dla rodziców trudny do przyjęcia — ale zdolność do kłamstwa nie jest dowodem „zepsucia”, tylko sygnałem, że dziecko uczy się złożonego świata relacji.
Pytanie nie brzmi więc: „Dlaczego moje dziecko kłamie?”, ale raczej:
„W jakiej sytuacji kłamstwo stało się dla niego najlepszą dostępną strategią?”
Najczęstszy powód: strach przed konsekwencją
Z badań jasno wynika, że dzieci najczęściej kłamią, gdy:
- boją się kary,
- spodziewają się silnej reakcji emocjonalnej dorosłego (złości, zawstydzenia, rozczarowania),
- obawiają się utraty bliskości lub aprobaty.
W takich momentach kłamstwo pełni funkcję ochronną. Dziecko nie próbuje „oszukać rodzica” w sensie moralnym — próbuje ochronić relację albo siebie. Szczególnie młodsze dzieci nie myślą kategoriami etycznymi dorosłych; myślą kategoriami przetrwania emocjonalnego.
Warto zapytać siebie uczciwie:
- Jak reaguję, gdy dziecko mówi prawdę o czymś trudnym?
- Czy bardziej skupiam się na karze, czy na zrozumieniu sytuacji?
Gdy kłamstwo ma „dobre intencje”
Nie każde kłamstwo rodzi się ze strachu. Dzieci — zwłaszcza w wieku szkolnym — zaczynają stosować tzw. kłamstwa prosocjalne: by nie zranić uczuć, by nie wywołać konfliktu, by ochronić kogoś bliskiego. To znak, że dziecko zaczyna rozumieć emocje innych i normy społeczne.
Z perspektywy dorosłego to nadal kłamstwo.
Z perspektywy dziecka — to często próba bycia „w porządku” wobec innych.
To moment, w którym szczególnie potrzebna jest rozmowa o wartościach, a nie szybka etykieta „kłamcy”.
Dzieci uczą się kłamstwa, obserwując dorosłych
Badania pokazują, że dzieci bardzo uważnie obserwują, jak dorośli obchodzą się z prawdą. Gdy słyszą:
- „Powiedz, że mnie nie ma”,
- „Jak nie zjesz, przyjdzie…”
- „To tylko takie małe kłamstewko”,
uczą się, że kłamstwo bywa narzędziem regulowania relacji i emocji. Nie chodzi o to, by rodzic był idealnie „prawdomówny” w każdej sytuacji — ale o świadomość, że dzieci wyciągają wnioski z tego, co widzą, a nie tylko z tego, co słyszą.
Warto zadać sobie pytanie:
Jakie komunikaty o prawdzie i kłamstwie moje dziecko obserwuje w codziennych sytuacjach?
Kłamstwo a poczucie bezpieczeństwa
Dzieci częściej mówią prawdę tam, gdzie:
- czują się emocjonalnie bezpieczne,
- wiedzą, że błąd nie zniszczy relacji,
- mają doświadczenie, że szczerość prowadzi do rozmowy, a nie tylko do kary.
Jeśli dziecko regularnie kłamie, warto spojrzeć nie tylko na nie, ale na kontekst:
- Czy ma przestrzeń na przyznanie się do błędu?
- Czy reakcje dorosłych są przewidywalne?
- Czy emocje dziecka (wstyd, strach, złość) mają gdzie „osiąść”?
Kłamstwo bardzo często jest sygnałem: „Nie wiem, jak powiedzieć prawdę i przetrwać emocjonalnie”.
Co zamiast moralizowania?
Badania sugerują, że najbardziej sprzyjające uczciwości są reakcje, które:
- oddzielają zachowanie od wartości dziecka,
- koncentrują się na naprawie, a nie na etykietowaniu,
- wzmacniają momenty, gdy dziecko mówi prawdę — nawet jeśli ta prawda jest trudna.
Zamiast:
„Jak mogłeś mnie okłamać?”
częściej pomaga:
„Widzę, że było ci bardzo trudno powiedzieć prawdę. Spróbujmy razem to zrozumieć.”
To nie znaczy „brak granic”. To znaczy granice połączone z relacją.
Zanim zapytamy:
„Jak sprawić, żeby dziecko nie kłamało?”,
warto zapytać:
„Co musi się zmienić w naszej relacji, aby prawda była dla dziecka bezpieczna?”
Bo dzieci rzadko kłamią dlatego, że „nie mają wartości”.
Znacznie częściej kłamią dlatego, że nie mają jeszcze innych narzędzi.
Gdy dziecko jest w spektrum autyzmu — co zmienia się w rozumieniu kłamstwa?
W przypadku dzieci w spektrum autyzmu kłamstwo bywa szczególnie trudnym tematem dla rodziców. Czasem dziecko „nie kłamie wcale”, innym razem mówi nieprawdę w sposób, który wydaje się niezrozumiały lub nieadekwatny do sytuacji. Badania pokazują, że nie chodzi tu o brak moralności ani złą wolę, lecz o inny sposób przetwarzania informacji społecznych.
U wielu dzieci w spektrum trudniejsze jest intuicyjne odczytywanie tego, co druga osoba wie, myśli lub czuje. A właśnie na tym opiera się większość „typowych” kłamstw. Dlatego:
- część dzieci w spektrum kłamie rzadziej lub wcale,
- inne potrafią skłamać, ale mają trudność z utrzymaniem spójnej wersji,
- jeszcze inne mówią nieprawdę nie po to, by wprowadzić kogoś w błąd, lecz by zakończyć trudną rozmowę, uniknąć przeciążenia lub spełnić oczekiwaną odpowiedź.
Ważne jest też to, że u dzieci w spektrum intencja bywa inna niż u dzieci neurotypowych. Zdarza się, że dziecko nauczyło się, iż dana odpowiedź „działa” (np. kończy rozmowę, zmniejsza napięcie), ale niekoniecznie rozumie społeczne znaczenie kłamstwa jako manipulowania cudzym przekonaniem.
Z perspektywy rodzica oznacza to jedno istotne przesunięcie:
U dziecka w spektrum pytanie, „czy ono mnie okłamuje?” bywa mniej pomocne niż pytanie
„Co ta odpowiedź reguluje: emocje, napięcie, przeciążenie, relację?”
Badania podkreślają również, że dzieci w spektrum częściej potrzebują:
- jasnych, jednoznacznych komunikatów,
- spokojnego tempa rozmowy,
- mniejszego nacisku na „intencje moralne”, a większego na konkret: co się stało, co możemy z tym zrobić dalej.
Dla wielu z nich szczerość nie pojawia się automatycznie tam, gdzie jest dużo emocji, presji lub niejasnych oczekiwań. Pojawia się natomiast tam, gdzie rozmowa jest przewidywalna, bezpieczna i oparta na faktach.
W tym sensie kłamstwo (albo jego brak) u dziecka w spektrum nie jest wskaźnikiem charakteru, lecz sygnałem tego, jak dziecko radzi sobie z relacją, stresem i komunikacją w danym momencie.
Uzależnienie od gier i internetu u dzieci i młodzieży
Co mówią badania i jak wygląda to w codziennym życiu rodzin
Uzależnienie od gier komputerowych i internetu u dzieci i młodzieży nie pojawia się nagle ani bez ostrzeżenia. Badania nad Internet Gaming Disorder (IGD) pokazują, że jest to proces, w którym stopniowo dochodzi do zawężania funkcjonowania dziecka do świata cyfrowego.
Jak zaczyna się problem – pierwsze sygnały, które łatwo przeoczyć
W większości przypadków początek nie budzi niepokoju. Dziecko:
- coraz częściej „jeszcze tylko dokończy rundę”,
- odkłada wyjście do toalety,
- reaguje irytacją na próby przerwania gry,
- przestaje odpowiadać na wołanie rodziców.
Z perspektywy badań są to wczesne objawy utrwalania mechanizmu nagrody – gra dostarcza szybkich bodźców, przewidywalnych sukcesów i natychmiastowego wzmocnienia dopaminowego. Dla rozwijającego się mózgu dziecka są to bodźce znacznie silniejsze niż dla dorosłych.
Moment, w którym potrzeby fizjologiczne zaczynają przegrywać z bodźcem cyfrowym to jeden z kluczowych sygnałów problemu.
Eskalacja – gdy ekran zaczyna regulować całe funkcjonowanie
W kolejnej fazie dziecko:
- zaczyna jeść nieregularnie lub tylko „przy komputerze”,
- skraca sen (gra do późnej nocy, wstaje niewyspane),
- traci zainteresowanie aktywnościami, które wcześniej były ważne,
- izoluje się od rodziny i rówieśników poza światem online.
Badania pokazują, że w tym etapie często pojawiają się zaburzenia snu, trudności z koncentracją, drażliwość i objawy lękowe. Nie są one „skutkiem złego charakteru”, lecz konsekwencją przeciążenia układu nerwowego.
W skrajnych przypadkach – co również znajduje potwierdzenie w literaturze klinicznej – dochodzi do sytuacji, w których:
- dziecko nie odczuwa sygnałów z ciała (głodu, potrzeby oddania moczu),
- organizm funkcjonuje w trybie przewlekłego pobudzenia,
- pojawia się fizyczne wyczerpanie.
Szkoła jako obszar pierwszych „realnych strat”
Jednym z najczęściej obserwowanych skutków problematycznego grania jest wycofanie ze szkoły. Nie zawsze w formie jawnego porzucenia edukacji. Częściej wygląda to tak:
- dziecko przestaje odrabiać prace domowe,
- nie jest w stanie skupić się na lekcji,
- zaczyna symulować choroby,
- stopniowo unika szkoły z powodu narastającego lęku lub wstydu.
Badania populacyjne potwierdzają, że u nastolatków z problematycznym używaniem internetu znacznie częściej występują trudności edukacyjne i obniżone wyniki w nauce. Mechanizm jest prosty: mózg przyzwyczajony do szybkich bodźców z gry ma trudność z przetwarzaniem wolniejszych, mniej nagradzających treści szkolnych.
Konflikty domowe i agresja – nie jako przyczyna, lecz skutek
W wielu rodzinach momentem alarmowym stają się gwałtowne konflikty. Rodzice, próbując odzyskać kontrolę, sięgają po:
- zakazy,
- odłączanie internetu,
- odbieranie sprzętu.
Z badań i praktyki klinicznej wynika, że w fazie uzależnienia takie działania często prowadzą do:
- wybuchów agresji,
- silnych reakcji emocjonalnych,
- eskalacji konfliktu.
Nie dlatego, że dziecko „jest agresywne”, ale dlatego, że zostaje nagle odcięte od głównego regulatora napięcia emocjonalnego. W tym sensie agresja nie jest początkiem problemu, lecz jego objawem.
Dzieci młodsze – szczególna wrażliwość rozwijającego się mózgu
Szczególne obawy budzi fakt, że – jak pokazują dane – dzieci w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym spędzają coraz więcej czasu przed ekranem. Sześciolatek korzystający regularnie z gier i platform wideo nie jest dziś wyjątkiem.
Badania neuropsychologiczne wskazują, że:
- mózg dziecka jest bardziej plastyczny,
- układ nagrody uczy się szybciej,
- mechanizmy samoregulacji dopiero się kształtują.
Oznacza to, że intensywna ekspozycja na gry i media społecznościowe może prowadzić do trwałych zmian w sposobie reagowania na bodźce, co potwierdzają badania neuroobrazowe cytowane w literaturze.
Co warto zapamiętać
Z badań i obserwacji klinicznych wynika kilka kluczowych wniosków:
- nie każde granie jest problemem,
- problem zaczyna się wtedy, gdy ekran wypiera podstawowe potrzeby i relacje,
- uzależnienie behawioralne rozwija się stopniowo i długo pozostaje „niewidoczne”,
- im młodsze dziecko, tym większa podatność mózgu na silne bodźce cyfrowe.
Świadomość tych mechanizmów nie służy straszeniu, lecz lepszemu rozpoznawaniu momentu, w którym potrzebna jest reakcja, a nie tylko kolejne zakazy.
Kiedy rodzic powinien szukać pomocy w związku z grami i internetem
Warto rozważyć konsultację ze specjalistą (psychologiem, psychiatrą dziecięcym, terapeutą), jeśli kilka z poniższych sygnałów utrzymuje się przez tygodnie i wpływa na codzienne funkcjonowanie dziecka.
Sygnały ostrzegawcze
1. Zaniedbywanie podstawowych potrzeb
- dziecko odkłada jedzenie, sen lub toaletę z powodu grania lub bycia online
- traci regularny rytm dnia
2. Utrata kontroli nad czasem
- nie potrafi przerwać grania mimo próśb i ustaleń
- czas spędzany przed ekranem systematycznie się wydłuża
3. Silne reakcje emocjonalne po odłączeniu od ekranu
- wybuchy złości, agresja, wycofanie
- silne napięcie lub niepokój po przerwaniu aktywności
4. Pogorszenie funkcjonowania w szkole
- unikanie szkoły, spadek wyników
- trudności z koncentracją i przyswajaniem informacji
5. Zmiany w zachowaniu i nastroju
- drażliwość, obniżony nastrój, lęk
- wycofanie z relacji poza światem online
6. Nasilone konflikty rodzinne
- rozmowy o ekranach kończą się kłótniami
- rodzice czują bezradność i brak narzędzi
7. Młodszy wiek dziecka + intensywne korzystanie z ekranów
- ekran jest głównym sposobem uspokajania lub regulacji emocji
- dziecko ma trudność z zabawą bez bodźców cyfrowych
Ważne
- konsultacja nie oznacza od razu diagnozy ani leczenia,
- wczesna pomoc często pozwala zatrzymać problem na etapie, na którym możliwe są łagodne działania,
- kluczowe pytanie nie brzmi: ile godzin dziecko gra, lecz: co przez to traci.
Co rodzice „niosą” ze swojego pokolenia do relacji z dzieckiem
Jak doświadczenia dorosłych kształtują wychowanie dzieci dziś
Wychowanie dziecka nigdy nie odbywa się w próżni. Każdy rodzic wchodzi w relację z dzieckiem nie tylko ze swoją osobowością, ale także z doświadczeniami własnego dzieciństwa, normami kulturowymi i realiami społeczno-historycznymi, w których dorastał. Badania z zakresu psychologii rozwojowej jednoznacznie wskazują, że rodzicielstwo ma charakter międzypokoleniowy – to, jak byliśmy regulowani jako dzieci, wpływa na to, jak regulujemy dziś własne dzieci¹.
W polskich realiach różnice te są szczególnie wyraźne, ponieważ granicę pokoleniową wyznacza nie tylko rok urodzenia, lecz także doświadczenie systemowe – życie w PRL, transformacja ustrojowa oraz dynamiczne zmiany społeczne po 1989 roku.
Rodzice wychowani w PRL i wczesnej transformacji – regulacja przez kontrolę
Rodzice, którzy dorastali w realiach PRL lub w okresie wczesnej transformacji ustrojowej, byli socjalizowani w modelu wychowania opartym na hierarchii, posłuszeństwie i ograniczonej ekspresji emocji. Emocje dziecięce były często traktowane jako przeszkoda w funkcjonowaniu, a nie jako informacja o potrzebach.
Badania nad stylem wychowania pokazują, że osoby wychowane w środowiskach o niskiej responsywności emocjonalnej częściej sięgają po kontrolę behawioralną jako podstawową strategię regulacyjną². W praktyce rodzicielskiej objawia się to:
- szybkim reagowaniem zakazem lub karą,
- trudnością w rozmowie o emocjach,
- przekonaniem, że dziecko „musi się nauczyć panować nad sobą”.
Z perspektywy neurobiologii wiemy jednak, że dziecko nie nabywa zdolności samoregulacji samodzielnie. Rozwój układu nerwowego zachodzi w relacji, poprzez doświadczenie bycia regulowanym przez spokojnego, dostępnego dorosłego³.
Rodzice – millenialsi: empatia zamiast kontroli, ale z ryzykiem przeciążenia
Millenialsi wchodzą w rodzicielstwo z dużo większą świadomością emocjonalną i dostępem do wiedzy psychologicznej. Jednocześnie badania i obserwacje kliniczne pokazują, że wielu z nich doświadczyło w dzieciństwie deficytu rozmowy, obecności i bezpiecznego kontaktu emocjonalnego.
W odpowiedzi pojawia się zjawisko nadkompensacji wychowawczej – silne skupienie na empatii i unikaniu frustracji dziecka, przy jednoczesnej trudności w stawianiu granic⁴. Rodzice ci często:
- długo negocjują,
- obawiają się bycia „zbyt surowymi”,
- czują się emocjonalnie przeciążeni.
Badania nad stylami wychowania wskazują jednak jasno, że empatia bez struktury nie zwiększa poczucia bezpieczeństwa dziecka. Dzieci potrzebują zarówno zrozumienia, jak i jasnych, przewidywalnych granic⁵.
Współczesne dzieci – wysoka wrażliwość w świecie nadmiaru
Współczesne dzieci dorastają w środowisku o bezprecedensowym poziomie stymulacji: cyfrowej, społecznej i informacyjnej. Jednocześnie rośnie liczba badań wskazujących na trudności w zakresie:
- regulacji emocji,
- tolerancji frustracji,
- funkcji wykonawczych.
Nie oznacza to, że dzieci są „słabsze”. Oznacza to, że ich układy nerwowe rozwijają się w warunkach chronicznego przeciążenia regulacyjnego⁶. W takich warunkach rola dorosłego jako zewnętrznego regulatora staje się jeszcze ważniejsza.
Zderzenie pokoleń w codziennym wychowaniu
Najczęstsze konflikty rodzinne nie wynikają z „trudnego dziecka” ani „złego rodzica”, lecz z niespójnych modeli regulacji:
- kontrola zamiast kontaktu,
- empatia bez granic,
- brak stabilnego dorosłego przewodnictwa.
Badania neurobiologiczne pokazują, że stan emocjonalny dorosłego bezpośrednio wpływa na stan układu nerwowego dziecka⁷. Dziecko nie potrzebuje idealnego rodzica – potrzebuje dorosłego, który potrafi regulować siebie i relację.
Koregulacja jako klucz do zmiany międzypokoleniowej
Wspólnym mianownikiem współczesnych badań nad rozwojem dziecka jest pojęcie koregulacji – procesu, w którym dorosły pomaga dziecku regulować emocje, zanim stanie się ono zdolne do samoregulacji⁸.
Koregulacja obejmuje:
- spokojną obecność,
- nazywanie emocji,
- jasne i życzliwe granice.
Zmiana międzypokoleniowa nie polega na odrzuceniu tego, co było wcześniej. Polega na świadomym poszerzeniu repertuaru reakcji, przy zachowaniu szacunku dla własnej historii⁹.
| Pokolenie | Roczniki urodzenia | Kluczowe doświadczenia | Cechy adaptacyjne / postawy |
|---|---|---|---|
| Pokolenie PRL | ok. 1950–1969 | Dorastanie w realiach socjalizmu (kartki, kolejki, niedobory) Edukacja i praca w stabilnym, lecz zamkniętym systemie | Zaradność i „kombinowanie” Lojalność wobec instytucji Ostrożność wobec zmian |
| Pokolenie transformacji ustrojowej (pogranicze Gen X i Millenialsów) | ok. 1970–1985 | Dzieciństwo w PRL, dorosłość po 1989 r. Gwałtowne zmiany ekonomiczne i społeczne | Wysoka elastyczność Silne przekonanie sprawczości („wszystko zależy ode mnie”) Przeciążenie odpowiedzialnością |
| Millenialsi (Polska) | ok. 1985–1996 | Dzieciństwo po transformacji Wejście na rynek pracy po 2004 r. (UE) | Wysokie aspiracje edukacyjne Rozczarowanie niestabilnym rynkiem pracy Napięcie między ambicją a potrzebą bezpieczeństwa |
| Pokolenie Z (Polska) | ok. 1997–2012 | Dorastanie w świecie cyfrowym Pandemia COVID-19 jako doświadczenie pokoleniowe | Otwartość na różnorodność Wysoka świadomość zdrowia psychicznego Jednocześnie duża wrażliwość na przeciążenie |
| Pokolenie Alfa (Polska) | po 2012 r. | Technologia od wczesnego dzieciństwa Wychowanie przez rodziców-millenialsów | Cechy w trakcie kształtowania (obserwuje się silną cyfrowość i zależność od środowiska wychowawczego) |
Bibliografia
- Bowlby, J. (1969/1982). Attachment and Loss. Vol. 1: Attachment. New York: Basic Books.
- Kerr, M., & Stattin, H. (2000). What parents know, how they know it, and several forms of adolescent adjustment. Developmental Psychology, 36(3), 366–380.
- Schore, A. N. (2012). The Science of the Art of Psychotherapy. New York: W. W. Norton.
- Baumrind, D. (2013). Authoritative parenting revisited. In R. E. Larzelere et al. (Eds.), Authoritative Parenting. APA.
- Siegel, D. J., & Bryson, T. P. (2014). The Whole-Brain Child. New York: Bantam Books.
- Twenge, J. M. (2019). iGen. New York: Atria Books.
- Porges, S. W. (2011). The Polyvagal Theory. New York: Norton.
- Siegel, D. J. (2015). The Developing Mind. New York: Guilford Press.
- Belsky, J., & Jaffee, S. R. (2006). The multiple determinants of parenting. In Developmental Psychopathology (Vol. 3). Wiley.
Trauma relacyjna – czym jest i jak wpływa na nasze życie?
Trauma relacyjna to doświadczenie, które powstaje w relacjach z innymi ludźmi, najczęściej w dzieciństwie, w kontakcie z rodzicami lub opiekunami. Nie musi oznaczać jednego dramatycznego wydarzenia. Często rozwija się wtedy, gdy dziecko przez dłuższy czas doświadcza braku bezpieczeństwa, nieprzewidywalności, emocjonalnej niedostępności, przemocy lub chaosu w relacji z osobą, od której jest zależne.
Jej skutki mogą być widoczne wiele lat później – w dorosłych relacjach, emocjach i sposobach radzenia sobie ze stresem.
Dlaczego relacja może być traumatyczna?
Dziecko nie jest w stanie samo regulować swoich emocji. Gdy coś je przeraża, boli lub przeciąża, uruchamia system przywiązania – płacz, wołanie, szukanie bliskości. Zadaniem dorosłego jest wtedy uspokojenie i regulacja.
Jeśli jednak opiekun:
- reaguje wrogością,
- jest bezradny lub zalękniony,
- sam jest przeciążony emocjonalnie,
relacja, która miała dawać ukojenie, staje się źródłem zagrożenia. To właśnie wtedy zaczyna się trauma relacyjna.
Trauma to nie tylko to, co się wydarzyło
Trauma ma wymiar subiektywny. To, co dla jednej osoby było możliwe do udźwignięcia, dla innej mogło być zbyt obciążające. Duże znaczenie ma tzw. okno tolerancji na stres – czyli to, jak dużo napięcia nasz układ nerwowy potrafi unieść.
Badania pokazują także, że wrażliwość na stres może być przekazywana międzypokoleniowo. Oznacza to, że część osób rodzi się już z większą podatnością na przeciążenie.
Co dzieje się w mózgu?
W warunkach chronicznego zagrożenia mózg zaczyna działać w trybie przetrwania, a nie rozwoju. Nadmiernie aktywują się systemy strachu, walki i paniki, a osłabieniu ulegają te, które odpowiadają za:
- ciekawość,
- zabawę,
- eksplorację,
- uczenie się.
Dlatego osoby po traumie relacyjnej często mają trudność z nazywaniem emocji, regulacją napięcia i rozumieniem własnych reakcji.
Jakie strategie rozwija dziecko?
Aby przetrwać w relacji z nieprzewidywalnym dorosłym, dziecko adaptuje się. Najczęściej poprzez jedną z trzech strategii:
1. Kontrolująco‑karzącą – dominacja, prowokowanie, agresja, brak okazywania słabości.
2. Kontrolująco‑opiekuńczą – nadmierna odpowiedzialność, opiekowanie się dorosłymi, tłumienie własnych potrzeb.
3. Kontrolująco‑seksualizującą – traktowanie seksualności jako sposobu regulowania bliskości i napięcia.
Te strategie pomagają przetrwać dzieciństwo, ale w dorosłym życiu często utrudniają budowanie zdrowych relacji.
Toksyczny wstyd – wspólny mianownik
Wiele osób z traumą relacyjną nosi w sobie głębokie przekonanie:
„Coś jest ze mną nie tak”.
To tzw. toksyczny wstyd – poczucie bycia wadliwym, gorszym, niegodnym miłości. Nie jest ono efektem „słabej psychiki”, lecz długotrwałej adaptacji do relacyjnego braku bezpieczeństwa.
Jak trauma relacyjna objawia się w dorosłości?
Może prowadzić m.in. do:
- trudności w bliskości,
- lęku przed odrzuceniem lub nadmiernej zależności,
- problemów z regulacją emocji,
- chronicznego napięcia i poczucia zagrożenia,
- objawów dysocjacyjnych.
Czy można to leczyć?
Tak. Terapia traumy relacyjnej opiera się przede wszystkim na bezpiecznej, stabilnej relacji terapeutycznej. To w niej możliwe jest stopniowe uczenie się regulacji emocji, odbudowywanie poczucia bezpieczeństwa oraz przywracanie dostępu do ciekawości, zabawy i kontaktu z innymi.
W pracy z dziećmi kluczowe jest objęcie wsparciem także ich opiekunów.
Trauma relacyjna nie jest cechą charakteru ani „problemem do naprawienia”. Jest śladem po relacjach, w których zabrakło bezpieczeństwa. Zrozumienie jej mechanizmów pozwala spojrzeć na siebie i innych z większą uważnością, współczuciem i realną nadzieją na zmianę.
Czy moje dziecko ma <span class=„caps”>ADHD</span>?
Wywiad przesiewowy – ADHD
Zaznacz odpowiedź i przejdź dalej:
0 – nie dotyczy 1 – czasami 2 – często 3 – bardzo często
Maskowanie autystyczne – strategia przetrwania czy pułapka?
Maskowanie, nazywane także kamuflażem, to proces — często częściowo świadomy, a czasem zupełnie automatyczny — polegający na przyjmowaniu określonej roli lub zachowań po to, by ukrywać pewne aspekty swojej osoby. U osób w spektrum autyzmu maskowanie może dawać poczucie bezpieczeństwa i ochrony przed odrzuceniem, krytyką czy niezrozumieniem. Jednocześnie niesie ono ryzyko utraty kontaktu z własnymi potrzebami. Kiedy ktoś odważy się odmówić, przestając „grać zgodnie z oczekiwaniami”, to tak, jakby nagle zdjął maskę — co bywa trudne i obarczone lękiem.
Dostosowanie a maskowanie — to nie to samo
Warto odróżnić dostosowywanie się od maskowania.
Dostosowywanie się można rozumieć jako naturalną próbę funkcjonowania w społeczeństwie — uczenie się zasad współżycia społecznego czy próbę odnalezienia swojego miejsca w grupie. Maskowanie natomiast jest znacznie głębszym procesem. To raczej strategia przetrwania, wynikająca z potrzeby bezpieczeństwa niż z chęci bycia „jak inni”. Osoba w spektrum nie tyle chce się wtopić w tłum, ile chroni siebie przed niezrozumieniem, odrzuceniem czy przemocą.
Skąd bierze się maskowanie?
Maskowanie bardzo często zaczyna się wcześnie. Autystyczne dzieci uczą się obserwując innych — naśladują rówieśników, powtarzają gotowe kwestie zasłyszane w filmach, starają się dopasować do oczekiwań otoczenia. Społeczeństwo często silnie naciska, by osoby w spektrum „zachowywały się bardziej normalnie”, rezygnowały ze swoich potrzeb, regulacyjnych nawyków czy naturalnych reakcji. Z czasem maskowanie przestaje być wyborem i staje się automatycznym mechanizmem funkcjonowania.
W pewnym momencie przejmuje ono kontrolę nad całym ciałem i psychiką. Przestaje być świadomie stosowaną strategią — staje się niemal „drugą skórą”, której trudno się pozbyć.
Koszty maskowania
Badania wskazują, że maskowanie ma poważne konsekwencje dla zdrowia psychicznego i jakości życia. Łączy się ono z:
- niską samooceną
- poczuciem izolacji i samotności
- przewlekłym stresem
- wyczerpaniem i wypaleniem
- ryzykiem myśli samobójczych
Maskowanie wymaga ogromnego wysiłku poznawczego i emocjonalnego. To nieustanne kontrolowanie siebie, analizowanie reakcji innych i dopasowywanie się. Nic dziwnego, że prowadzi do przeciążenia i utraty energii.
Utrata kontaktu ze sobą
Jednym z najboleśniejszych skutków maskowania jest utrudnienie poznania siebie. Kiedy większość energii idzie w ukrywanie i dopasowywanie się, trudno zauważyć: kim naprawdę jestem, czego potrzebuję, co lubię, co mi szkodzi. A skoro trudno to nazwać, trudno też zadbać o swoje potrzeby.
Dlaczego potrzebujemy przestrzeni na autentyczność?
Osoba autystyczna potrzebuje bezpiecznych warunków, aby mogła poznać swoje prawdziwe, autystyczne JA — z jego wrażliwością, wyjątkowym sposobem myślenia, odmiennym odbiorem bodźców i autentycznymi emocjami. Dopiero wtedy możliwe staje się świadome decydowanie: kiedy i czy w ogóle chcę maskować pewne zachowania, a kiedy mogę pozwolić sobie na bycie sobą.
To nie osoby autystyczne powinny nieustannie się dostosowywać. To społeczeństwo potrzebuje zmiany — większej akceptacji, zrozumienia i miejsca na różnorodność neurologiczną. Bo maskowanie, choć czasem pomaga przetrwać, nie powinno być jedyną drogą do funkcjonowania w świecie.

Czego naprawdę potrzebują dzieci? O obecności, która daje poczucie, że jestem ważny
Czy dzieci naprawdę uszczęśliwiają drogie zabawki, nowoczesne gadżety, najmodniejsze ubrania i egzotyczne wyjazdy? W świecie, w którym łatwo mierzyć miłość ilością prezentów, coraz częściej umyka to, co dla dziecka jest najważniejsze i najbardziej fundamentalne: bliskość, uwaga i obecność rodzica.
Coraz częściej można odnieść wrażenie, że w pogoni za „dobrym dzieciństwem” dorosłym zdarza się zaspokajać raczej własne, niezrealizowane potrzeby z przeszłości, rekompensować braki swojego dzieciństwa, niż rzeczywiście odpowiadać na to, czego potrzebuje dziecko tu i teraz. Bo przecież „ja tego nie miałem/am, więc moje dziecko będzie miało wszystko”. Tylko że „wszystko” nie zawsze znaczy to, czego dziecko najbardziej potrzebuje.
Dzieci nie potrzebują więcej rzeczy. Potrzebują więcej nas
Prezent może być piękny, wartościowy, rozwijający. Problem zaczyna się wtedy, gdy staje się substytutem relacji. Nowa gra, zestaw klocków czy drogi wyjazd nie mają mocy budowania bliskości same z siebie. To dopiero relacja nadaje im znaczenie.
Bo co z tego, że Piotruś dostał na urodziny tyle prezentów, że ledwo mieściły się na dywanie, skoro potem nikt nie znalazł chwili, aby usiąść z nim, pobawić się, porysować, pośmiać się, być razem. Co z tego, że Ania ma „wszystko”: piękne wakacje, wymarzone prezenty i najlepsze markowe ubrania – jeśli jednocześnie słyszy, że rodzice znów wyjeżdżają i znów jej nie będzie komu przytulić na dobranoc?
Dziecko nie zapamięta, jaki model telefonu miało w wieku 10 lat. Ale zapamięta, czy ktoś chciał słuchać jego historii. Czy ktoś naprawdę był obok, gdy było mu trudno. Czy czuło się ważne.
Najcenniejsze, co możemy dać – to obecność
Obecność to nie tylko bycie fizycznie pod jednym dachem. To uważność na dziecko: na jego emocje, przeżycia, pytania, lęki i radości. To autentyczne zainteresowanie tym, co dla niego istotne. To słuchanie – nie tylko słów, ale i milczenia.
Kiedy słuchamy dziecka, pozwalamy mu poczuć: „jestem ważny”, „ktoś widzi to, co przeżywam”, „mam znaczenie”. To bezpośrednio wpływa na to, jak dziecko będzie w przyszłości postrzegać siebie i innych. Czy uzna, że jego emocje mają sens, czy będzie uważało, że trzeba je chować. Czy nauczy się mówić o trudnościach, czy będzie udawać, że ich nie ma.
To właśnie poprzez codzienną obecność przekazujemy dzieciom wartości – nie poprzez wykłady, ale przez doświadczenie: „w moim świecie ludzie są ważniejsi niż rzeczy”.
Ciepło to nie tylko ubranie
Czasem dzieci mają wszystko.
A najbardziej brakuje im kogoś obok.
Ciepło to nie tylko miękki koc, nowa bluza czy modne buty.
Ciepło to głos, który mówi: „jestem”.
To ręka, która przytula.
To czas, który naprawdę jest wspólny, a nie „przy okazji”.
Rzeczy mogą być ważne. Mogą cieszyć, rozwijać, dawać radość.
Ale nigdy nie staną się ważniejsze od ludzi.
Autyzm to nie jedna droga. O różnych biologicznych ścieżkach prowadzących do podobnych objawów
Przez lata przyzwyczailiśmy się do myślenia o autyzmie jako o jednym „spektrum” — szerokim kontinuum, na którym jedni są „bardziej”, a inni „mniej” autystyczni. To podejście było użyteczne klinicznie i społecznie: pozwalało objąć jedną nazwą bardzo różne osoby i ich potrzeby. Coraz więcej badań pokazuje jednak, że to uproszczenie może być zbyt daleko idące.
Dziś coraz wyraźniej widać, że pod wspólną etykietą autyzmu kryją się różne trajektorie rozwojowe, o odmiennych podstawach biologicznych, genetycznych i czasowych. Innymi słowy: podobne zachowania mogą mieć zupełnie inne „źródła”.

Dlaczego liczba diagnoz tak bardzo wzrosła?
W ostatnich dekadach obserwujemy gwałtowny wzrost rozpoznań ze spektrum autyzmu. W USA dotyczy to już około jednego na 36 ośmiolatków. Część tego wzrostu można wyjaśnić lepszą świadomością, zmianami kryteriów diagnostycznych i większą dostępnością specjalistów. Ale to nie cała historia.
Coraz częściej pojawia się pytanie, czy nasze narzędzia diagnostyczne nie stały się zbyt pojemne — czy nie wrzucamy do jednej kategorii osób, które mają powierzchownie podobne trudności, ale różnią się niemal wszystkim innym: rozwojem, funkcjonowaniem mózgu, a nawet mechanizmami genetycznymi.
Cztery profile zamiast jednego spektrum
Przełomem w myśleniu o tej różnorodności było duże badanie opublikowane w Nature Genetics przez zespół Aviyi Litmana. Naukowcy przeanalizowali dane ponad pięciu tysięcy dzieci ze spektrum, biorąc pod uwagę nie pojedyncze objawy, lecz całościowe profile funkcjonowania — społeczne, poznawcze, emocjonalne i behawioralne.
Zamiast pytać „jak bardzo autystyczne jest dziecko?”, zapytali: jakie wzorce cech naturalnie ze sobą współwystępują? Dzięki temu wyodrębnili cztery powtarzalne profile:
- Profil społeczno-behawioralny – dzieci z dużymi trudnościami w relacjach społecznych, wysokim poziomem lęku i impulsywności, ale bez istotnych opóźnień językowych czy intelektualnych.
- Profil mieszany z opóźnieniem rozwojowym – obejmujący wyraźne trudności językowe, poznawcze i motoryczne, przy mniejszym nasileniu problemów impulsywnych.
- Profil szeroko nasilony – najbardziej złożony, z wysokim nasileniem trudności we wszystkich obszarach i licznymi współwystępującymi zaburzeniami.
- Profil umiarkowanych trudności – najłagodniejszy, ale nadal wyraźnie odmienny od rozwoju neurotypowego.
To już samo w sobie pokazuje, że „spektrum” nie jest jedną osią od lekkiego do ciężkiego autyzmu, lecz zbiorem jakościowo różnych konfiguracji cech.
Różne profile — różne geny
Najważniejsze odkrycie przyszło jednak później. Każdy z tych profili okazał się powiązany z innym mechanizmem genetycznym.
Dzieci z profilem szeroko nasilonym miały największe obciążenie tzw. mutacjami de novo — rzadkimi, nowymi zmianami w DNA, które nie są dziedziczone po rodzicach i często silnie zaburzają rozwój mózgu. Profil mieszany częściej wiązał się z rzadkimi wariantami dziedzicznymi, które same w sobie nie muszą być problematyczne, ale w określonych kombinacjach zwiększają ryzyko trudności.
Z kolei dzieci z profilem społeczno-behawioralnym miały najwyższe poligeniczne ryzyko dla ADHD i depresji — czyli efekt działania tysięcy drobnych wariantów genetycznych, z których każdy ma minimalny wpływ, ale razem znacząco zwiększają podatność na trudności emocjonalne i regulacyjne.
To kluczowy wniosek: podobne zachowania mogą wynikać z zupełnie różnych „programów biologicznych”.
Nie tylko „jak”, ale też „kiedy”
Kolejne badanie, opublikowane w Nature przez zespół Varuna Warriera, poszło o krok dalej. Naukowcy zapytali nie tylko o to, jakie są objawy autyzmu, ale kiedy się ujawniają.
Analiza danych genetycznych ponad 47 tysięcy osób ze spektrum pokazała wyraźny podział:
- Wczesne diagnozy częściej dotyczą dzieci z wyraźnymi trudnościami rozwojowymi — opóźnieniem mowy, niższym poziomem funkcjonowania poznawczego, ograniczoną komunikacją społeczną. Ich profil genetyczny przypomina ten obserwowany w innych zaburzeniach neurorozwojowych.
- Późne diagnozy (w adolescencji lub dorosłości) częściej dotyczą osób, które w dzieciństwie funkcjonowały względnie dobrze, a trudności narastały dopiero wraz z wymaganiami społecznymi i emocjonalnymi okresu dojrzewania. Te formy autyzmu są silnie genetycznie powiązane z ADHD, depresją, lękiem, PTSD czy zachowaniami autoagresywnymi.
Co szczególnie istotne, wiek diagnozy sam w sobie ma komponent genetyczny — około 11% jego zmienności można wyjaśnić genomem. To oznacza, że moment ujawnienia się objawów nie jest tylko kwestią środowiska czy „przeoczenia”, ale odzwierciedla różne biologiczne ścieżki rozwoju.
Jedna etykieta, wiele trajektorii
Gdy połączymy wnioski obu badań, wyłania się spójny obraz:
autyzm nie jest jedną drogą rozwojową, lecz zbiorem różnych trajektorii, które mogą zaczynać się w różnych momentach życia i opierać się na różnych mechanizmach biologicznych.
Jedne są widoczne bardzo wcześnie, bo dotyczą fundamentalnych procesów neurorozwojowych. Inne ujawniają się dopiero wtedy, gdy mózg emocjonalny i społeczny wchodzi w intensywną przebudowę — w okresie dojrzewania.
To tłumaczy, dlaczego w spektrum spotykamy zarówno osoby z głębokimi opóźnieniami rozwojowymi, jak i osoby o wysokich zdolnościach poznawczych, zmagające się głównie z lękiem, przeciążeniem i regulacją emocji.
Co z pojęciem „spektrum”?
Czy to oznacza, że powinniśmy porzucić pojęcie spektrum autystycznego? Niekoniecznie. Ale coraz wyraźniej widać, że diagnoza to dopiero punkt wyjścia, a nie pełne wyjaśnienie.
Przyszłość badań i praktyki klinicznej najprawdopodobniej będzie należała do podejść bardziej precyzyjnych: opisujących osoby nie tylko jedną etykietą, ale poprzez profile funkcjonowania, trajektorie rozwojowe i indywidualne potrzeby.
Bo jeśli coś jasno pokazują współczesne badania, to to, że podobieństwo objawów nie oznacza podobieństwa przyczyn — a skuteczne wsparcie zaczyna się właśnie od zrozumienia tej różnicy.
Literatura:
Mottron, L., & Bzdok, D. (2020). Autism spectrum heterogeneity: fact or artifact? Molecular Psychiatry, 25, 3178–3185. https://doi.org/10.1038/s41380-020‑0748‑y
Duan, X., Shan, X., Uddin, L. Q., & Chen, H. (2025). The Future of Disentangling the Heterogeneity of Autism With Neuroimaging Studies. Biological Psychiatry, 97(5), 428–438. https://doi.org/10.1016/j.biopsych.2024.08.008
Litman, A., Sauerwald, N., et al. (2025). Decomposition of phenotypic heterogeneity in autism reveals underlying genetic programs. Nature Genetics. https://doi.org/10.1038/s41588-025–02224‑z
.
Litman, A. V., Fu, J. M., Satterstrom, F. K., Grove, J., Krishnan, A., Sanders, S. J., & Buxbaum, J. D. (2025). Distinct genetic architectures of autism spectrum disorder revealed by phenotype-based clustering. Nature Genetics, 57, 132–145. https://doi.org/10.1038/s41588-025–02224‑z 2.
Warrier, V., Grove, J., Grove, K. M., Grove, R., Grove, T., et al. (2025). Polygenic and developmental profiles of autism differ by age at diagnosis. Nature, 635, 117–129.
https://doi.org/10.1038/s41586-025–09542‑6
Przywiązanie a neuroatypowość (<span class=„caps”>ASD</span> i <span class=„caps”>ADHD</span>)
Relacje bliskie i styl przywiązania to fundament naszego funkcjonowania społecznego i regulacji emocji — zarówno w dzieciństwie, jak i w dorosłości. Teorie przywiązania Johna Bowlby’ego i Mary Ainsworth pokazują, że jakość wczesnej relacji z opiekunem kształtuje wewnętrzne modele relacji i wpływa na późniejsze funkcjonowanie w związkach i sytuacjach stresowych. W przypadku neuroatypowości, takiej jak autyzm (ASD) i ADHD, relacja między przywiązaniem a doświadczeniem społecznym jest bardziej złożona, ale stopniowo badania odsłaniają ważne zależności.
1. Autyzm (ASD) i przywiązanie — specyficzne korelacje
Badania wskazują, że osoby z ASD częściej niż populacja ogólna wykazują styl przywiązania niepewnego, zwłaszcza w kierunku lękowo-unikawego lub lękowo-ambiwalentnego. W badaniach klinicznych u dorosłych z ASD obserwowano niższe wskaźniki bezpiecznego przywiązania oraz wyższe wyniki w wymiarach lęku i unikania w relacjach interpersonalnych w porównaniu do osób bez ASD.
Podobne obserwacje pojawiają się w badaniach nad dziećmi z ASD. Okazuje się, że choć dzieci ze spektrum mogą wykazywać radykalnie różne wzorce zachowań przywiązaniowych, ich trudności w nawiązywaniu kontaktu społecznego i koordynacji emocjonalnej mogą utrudniać wykorzystanie opiekuna jako „bezpiecznej bazy” do eksploracji świata i regulacji emocji.
Dlaczego tak może być?
- ASD wiąże się z trudnościami w odczytywaniu sygnałów społecznych i regulacji emocji, co może ograniczać wczesne wzajemne dostrojenie między dzieckiem i opiekunem.
- Te powiązania nie oznaczają jednak, że osoby z ASD nie potrafią tworzyć przywiązania — raczej, że ich styl przywiązaniowy częściej przybiera formy niepewne niż bezpieczne.
2. ADHD i przywiązanie — silna, choć złożona korelacja
Przegląd literatury wskazuje na wyraźną relację między ADHD a niepewnym stylem przywiązania. Badania obejmujące dzieci i dorosłych z ADHD wykazały, że osoby te znacznie częściej niż osoby neurotypowe mają styl przywiązania niepewny, zarówno lękowy, jak i unikowy. PubMed
Badania porównujące grupy z ADHD i grupy kontrolne pokazują, że osoby z ADHD:
- mają obniżoną jakość relacji interpersonalnych,
- bardziej boją się bliskości,
- częściej unikają intymnych relacji,
- raportują mniejszą zdolność do doświadczania romantycznej miłości.
U nastolatków z ADHD (szczególnie w grupach z dodatkowymi trudnościami, takimi jak ODD) także częściej dominowały ambiwalentne i lękowo-unikające style przywiązania zarówno w relacji z rodzicami, jak i z rówieśnikami.
Mechanizmy możliwych zależności:
- Trudności ADHD w regulacji uwagi i zachowań mogą zakłócać stabilność interakcji z opiekunem i prowadzić do niekonsekwentnej odpowiedzi na sygnały bliskości.
- Wyzwania w kontroli impulsów i reagowaniu na stres mogą sprzyjać wzmacnianiu się lękowych lub unikowych strategii przywiązania.
3. ASD, ADHD i przywiązanie — dystans między przyczyną a konsekwencją
Chociaż badania pokazują korelacje między neuroatypowością a stylami przywiązania, relacja ta nie jest prosta i jednoznaczna. Istnieje kilka możliwych mechanizmów:
Neurobiologiczne i rozwojowe aspekty neuroatypowości
Zarówno ASD, jak i ADHD wiążą się z różnicami w rozwoju układu nerwowego, które wpływają na:
- funkcje wykonawcze,
- przetwarzanie emocji,
- uwagę i interakcje społeczne.
Choć to nie badania przywiązania, pokazują one, że ASD i ADHD mogą zaburzać zdolność do przewidywania i reagowania na sygnały społeczne, co z kolei utrudnia umiejętność budowania stabilnych wzorców relacji.
Wzajemne oddziaływania doświadczeń i stylów rodzinnych
Badania wskazują, że trudności przywiązaniowe mogą wynikać zarówno z zachowań dziecka (np. impulsywność, trudności w komunikacji), jak i z reakcji opiekuna na te zachowania, co może prowadzić do mniej responsywnych relacji.
4. Przywiązanie jako mediator do zdrowia psychicznego
Kolejne prace wskazują, że styl przywiązania może działać jako mechanizm pośredniczący między cechami autystycznymi, trudnościami w komunikacji i stresem psychologicznym. Oznacza to, że samo posiadanie pewnych cech ASD lub ADHD nie determinuje zdrowia psychicznego — ale to, jak osoby te łączą się z innymi i jak interpretują relacje, ma znaczący wpływ na emocjonalne regulacje i dobrostan.
5. Co z tego wynika w praktyce terapeutycznej?
- Niektóre „trudności z relacją” nie są tylko ADHD/ASD
Zachowania unikowe, lęk w relacji, trudności w utrzymaniu bliskości mogą być wyrazem strategii przywiązaniowej — nie tylko cechami samego ADHD/ASD.
- Wczesne relacje wpływają na późniejsze reakcje
Niepewne przywiązanie powstające na wczesnym etapie może wzmacniać lęki społeczne, trudności z zaufaniem i samoregulacją w dorosłych relacjach.
- Terapia uwzględniająca styl przywiązania jest pomocna
Skupianie się na:
- budowaniu bezpiecznych relacji stand-by,
- zwiększaniu responsywności opiekunów,
- pracy nad interpretacją sygnałów społecznych,
może wspierać osoby z ASD/ADHD w bardziej adaptacyjnym funkcjonowaniu w relacjach.
Jak sprawić, by dzieci chciały, a nie tylko musiały
O motywacji, kontroli i oddawaniu sterów
Wielu rodziców przychodzi z tym samym pytaniem:
„Jak zmotywować dziecko, żeby coś zrobiło?”
A potem okazuje się, że problem nie polega na tym, że dziecko nie ma motywacji, tylko na tym, że… ktoś inny korzysta z niej za nie.

Dopóki rodzic chce bardziej niż dziecko — nic się nie zmieni
Motywacja działa jak mięsień.
Jeśli ktoś inny ciągle podnosi ciężary za nas, ten mięsień po prostu zanika.
Kiedy rodzic:
- przypomina,
- ponagla,
- kontroluje,
- poprawia,
- organizuje,
- pilnuje każdego kroku,
dziecko nie musi używać własnej motywacji.
Bo silnik już pracuje.
Problem w tym, że to nie jest silnik dziecka.
Wbudowany napęd, który się wyłącza
Dzieci mają wrodzony system motywacji.
Biologiczny. Naturalny. Wewnętrzny.
Chcą:
- próbować,
- uczyć się,
- sprawdzać swoje możliwości,
- doświadczać wpływu.
Ten system działa najlepiej wtedy, gdy dziecko:
- ma wybór,
- czuje sprawczość,
- widzi sens,
- doświadcza konsekwencji.
Kiedy jednak dorosły staje się zewnętrznym napędem, wewnętrzny system motywacji… przechodzi w tryb uśpienia.
Nie dlatego, że dziecko jest leniwe.
Tylko dlatego, że nie musi się uruchamiać.
Im bardziej pchasz, tym większy opór
To mechanizm znany z fizyki i psychologii.
Im więcej nacisku — tym większy opór.
Rodzic zwiększa kontrolę, bo „dziecko nic nie robi”.
Dziecko robi coraz mniej, bo nie ma już przestrzeni na własne decyzje.
I tak powstaje błędne koło:
- rodzic staje się menedżerem życia dziecka,
- dziecko staje się biernym wykonawcą (albo buntownikiem),
- relacja zaczyna kręcić się wyłącznie wokół obowiązków.
Zamienić popychanie na informowanie
Czasem wystarczy bardzo drobna zmiana języka.
Zamiast:
„Ubieraj się, bo zaraz wychodzimy!”
spróbuj:
„Za pół godziny wychodzimy.”
I… wyjdź z pokoju.
To nie jest obojętność.
To oddanie odpowiedzialności.
Dziecko dostaje informację i przestrzeń, żeby:
- zaplanować czas,
- podjąć decyzję,
- poczuć wpływ.
A wpływ buduje poczucie kompetencji i samoocenę.
Pytania zamiast poleceń
Podobnie z nauką.
Zamiast:
„Idź odrabiać lekcje”
lepiej zapytać:
„Kiedy planujesz je zrobić?”
To jedno pytanie:
- uruchamia myślenie,
- przenosi odpowiedzialność,
- pokazuje zaufanie.
Jeśli dziecko nie zrobi lekcji — pojawiają się konsekwencje.
Naturalne. Niekoniecznie przyjemne.
I tu pojawia się najtrudniejsza część dla dorosłych:
👉 nie wygłaszać wykładu
👉 nie mówić „a nie mówiłam”
👉 nie ratować w ostatniej chwili
Bo konsekwencja działa tylko wtedy, gdy dziecko może jej doświadczyć.
Na początku bywa gorzej
To bardzo ważne:
jeśli rodzic długo był „silnikiem”, po jego wyłączeniu może być chaos.
Dziecko:
- testuje granice,
- sprawdza, czy naprawdę oddajesz stery,
- popełnia błędy.
To nie regres.
To proces uczenia się.
Z czasem:
- napięcie spada,
- kłótnie się zmniejszają,
- pojawia się więcej rozmów o tym, co naprawdę ważne: relacjach, zainteresowaniach, świecie dziecka.
Kontrola niszczy relację, zaufanie ją buduje
Im więcej kontroli:
- tym więcej oporu,
- tym mniej rozmowy,
- tym więcej walki o władzę.
Im więcej zaufania:
- tym więcej odpowiedzialności,
- tym więcej motywacji wewnętrznej,
- tym lepsza relacja.
Dzieci nie potrzebują rodziców, którzy będą za nie żyć.
Potrzebują dorosłych, którzy odważą się zrobić krok w tył, żeby dziecko mogło zrobić krok do przodu.
Motywacja rodzi się tam, gdzie jest wybór
Nie da się wychować dziecka, które chce, jeśli przez całe dzieciństwo było tylko zmuszane.
Motywacja nie rośnie w atmosferze presji.
Rośnie w poczuciu wpływu, zaufania i odpowiedzialności.
Czasem największym wsparciem nie jest to, co robimy dla dziecka.
Tylko to, z czego świadomie rezygnujemy.
Słowa mają szczególną moc. O wychowaniu dzieci neuroatypowych bez ranienia i bez rezygnacji z granic

Rodzicielstwo dziecka neuroatypowego wymaga uważności na wielu poziomach.
Nie tylko na zachowanie, emocje czy potrzeby sensoryczne, ale także na słowa, które do dziecka kierujemy. Dla dzieci w spektrum autyzmu czy z ADHD słowa dorosłych często mają większą wagę, są odbierane dosłownie, głęboko i zapamiętywane na długo.
To, co mówimy, może regulować.
Ale może też przeciążać, zawstydzać i zwiększać napięcie.
Dziecko neuroatypowe słyszy inaczej
Dzieci neuroatypowe często:
- gorzej filtrują bodźce,
- silniej reagują emocjonalnie,
- trudniej regulują napięcie,
- bardziej dosłownie interpretują komunikaty.
Dlatego zdania typu:
- „Przestań się tak zachowywać”
- „Znowu robisz problem”
- „Inne dzieci potrafią”
nie są dla nich motywujące.
One nie mobilizują — one zwiększają lęk i poczucie bycia „nie takim”.
Dziecko nie uczy się wtedy, jak sobie poradzić.
Uczy się, że jest problemem.
Wsparcie nie oznacza zdejmowania odpowiedzialności
Rodzice dzieci neuroatypowych bardzo często stoją przed trudnym dylematem:
czy wspierać — czy wymagać?
W rzeczywistości zdrowe wychowanie to jedno i drugie.
Wsparcie to:
- dostosowanie oczekiwań do możliwości dziecka,
- pomoc w regulacji emocji,
- rozumienie trudności neurologicznych.
Ale wychowanie to także:
- uczenie odpowiedzialności,
- doświadczanie konsekwencji,
- stawianie granic.
Chronienie dziecka przed każdą frustracją może przynieść ulgę „tu i teraz”, ale długofalowo:
- obniża poczucie sprawczości,
- utrudnia samodzielność,
- wzmacnia lęk przed światem.
Konsekwencje, które uczą – a nie ranią
Dzieci neuroatypowe szczególnie potrzebują przewidywalności.
Konsekwencje muszą być:
- jasne,
- logiczne,
- zapowiedziane wcześniej,
- spokojnie egzekwowane.
To nie jest kara.
To informacja o świecie.
Zamiast:
„Zawsze wszystko psujesz”
lepiej:
„Widzę, że to było dla ciebie trudne. Umówmy się, co zrobimy następnym razem.”
Dziecko uczy się wtedy:
- że błędy są częścią nauki,
- że trudność nie definiuje jego wartości,
- że ma wpływ na to, co się wydarzy dalej.
Dorośli jako regulatorzy – modelowanie ma ogromne znaczenie
Dzieci neuroatypowe bardzo często:
- uczą się przez obserwację,
- przejmują strategie regulacji od dorosłych,
- wyczuwają napięcie emocjonalne w domu.
Jeśli dorosły:
- reaguje impulsywnie,
- nie przyznaje się do błędu,
- komunikuje się z pozycji złości lub lęku,
dziecko uczy się tego samego — nawet jeśli słyszy inne słowa.
Wartości zamiast presji na „normalność”
Rodzice dzieci neuroatypowych często doświadczają presji, by „przystosować” dziecko do świata neurotypowego.
To prowadzi do komunikatów:
- „Musisz się postarać bardziej”
- „Tak się nie zachowuje”
- „Inni jakoś dają radę”
Tymczasem wartości, które naprawdę wspierają rozwój, to:
- szacunek do różnorodności,
- odpowiedzialność adekwatna do możliwości,
- uczciwość wobec własnych granic,
- umiejętność proszenia o pomoc.
Dziecko, które czuje się akceptowane, chętniej się uczy.
Dziecko, które czuje się oceniane, zaczyna się bronić.
Bliskość bez „kolesiostwa”
W relacji z dzieckiem neuroatypowym łatwo wpaść w skrajności:
- albo nadmiernej kontroli,
- albo całkowitego wycofania z roli wychowawczej.
Bliskość nie polega na byciu „kumplem”.
Polega na byciu bezpiecznym, przewidywalnym dorosłym.
Dziecko potrzebuje:
- empatii i granic,
- zrozumienia i struktury,
- relacji i odpowiedzialności.
Słowa, które zostają na długo
Dzieci neuroatypowe często pamiętają:
- konkretne zdania,
- ton głosu,
- reakcje dorosłych w momentach trudnych.
Te słowa stają się później:
- ich wewnętrznym dialogiem,
- sposobem mówienia do siebie,
- miarą własnej wartości.
Dlatego warto się zatrzymać i zapytać:
czy moje słowa regulują — czy zwiększają napięcie?
czy uczą — czy ranią?
Bo słowa naprawdę mają moc.
Szczególnie w świecie dziecka, które i tak codziennie mierzy się z większą ilością wyzwań niż inni.
Style przywiązania – jak uczymy się być w relacji
Przywiązanie nie jest cechą. Jest strategią.
Styl przywiązania to nie „typ osobowości”, nie diagnoza i nie wyrok na całe życie.
To zestaw strategii, których uczymy się bardzo wcześnie, aby utrzymać bliskość z opiekunem i zadbać o własne bezpieczeństwo emocjonalne.
Każde dziecko chce jednego:
być widziane, chronione i ważne.
To, jak próbuje to osiągnąć, zależy od tego, jakie doświadczenia relacyjne były dostępne.
Skąd biorą się style przywiązania?
Teoria przywiązania (John Bowlby) zakłada, że dziecko:
- rodzi się z biologiczną potrzebą bliskości,
- obserwuje, jak opiekun reaguje na jego sygnały,
- na tej podstawie tworzy wewnętrzne przekonania:
- „Czy świat jest bezpieczny?”
- „Czy mogę liczyć na innych?”
- „Czy moje potrzeby są ważne?”
Mary Ainsworth, badając relacje dzieci z opiekunami, zauważyła, że dzieci w podobnie stresujących sytuacjach reagują bardzo różnie — i że te reakcje są logiczne, jeśli spojrzeć na wcześniejsze doświadczenia.

Styl bezpieczny – „mogę być blisko i mogę być sobą”
Jak powstaje?
Gdy opiekun jest:
- w miarę przewidywalny,
- wystarczająco responsywny,
- dostępny emocjonalnie (nie idealny).
Czego dziecko „uczy się” o świecie?
- „Moje emocje mają sens”
- „Mogę prosić o pomoc”
- „Bliskość jest bezpieczna”
Jak to wygląda w dorosłości?
- względna swoboda w bliskości i autonomii,
- zdolność do regulacji emocji w relacji,
- większa elastyczność w konfliktach.
Styl bezpieczny nie oznacza braku trudności, tylko większą zdolność powrotu do równowagi.
Styl lękowo-ambiwalentny – „muszę być głośny, żeby mnie zauważono”
Jak powstaje?
Gdy opiekun:
- bywa dostępny, ale niekonsekwentnie,
- reaguje raz ciepło, raz chłodno,
- sam jest przytłoczony emocjonalnie.
Strategia dziecka:
👉 zwiększyć sygnał
więcej płaczu, napięcia, czujności.
Przekonania relacyjne:
- „Bliskość jest niepewna”
- „Muszę się starać, żeby mnie nie zostawiono”
- „Moje emocje są zbyt duże”
W dorosłości:
- silna potrzeba bliskości,
- lęk przed odrzuceniem,
- trudność z regulacją emocji w relacji.
To nie „nadwrażliwość” — to adaptacja do niepewności.
Styl unikający – „lepiej nie potrzebować”
Jak powstaje?
Gdy opiekun:
- reaguje chłodno lub zadaniowo,
- zawstydza emocje („nie przesadzaj”),
- nagradza samodzielność kosztem bliskości.
Strategia dziecka:
👉 wyłączyć sygnały
nie prosić, nie pokazywać, radzić sobie samemu.
Przekonania relacyjne:
- „Na innych nie można liczyć”
- „Potrzeby są problemem”
- „Bliskość kosztuje”
W dorosłości:
- dystans emocjonalny,
- trudność w proszeniu o pomoc,
- silna potrzeba kontroli i autonomii.
To nie chłód — to ochrona przed rozczarowaniem.
Styl zdezorganizowany – „chcę bliskości i jednocześnie się jej boję”
Jak powstaje?
Gdy opiekun jest:
- źródłem bezpieczeństwa i zagrożenia jednocześnie,
- nieprzewidywalny, przerażający lub przerażony,
- sam nieuregulowany emocjonalnie.
Doświadczenie dziecka:
- brak spójnej strategii,
- chaos emocjonalny,
- silne napięcie w relacji.
W dorosłości:
- intensywne relacje,
- szybkie zmiany między bliskością a ucieczką,
- trudności z regulacją emocji i granic.
To styl, który najczęściej wymaga wsparcia terapeutycznego, bo wiąże się z wysokim kosztem psychicznym.
Ważne: style przywiązania nie są sztywne
Współczesne badania (m.in. Mikulincer & Shaver) pokazują jasno:
- styl przywiązania może się zmieniać,
- korektywne doświadczenia relacyjne mają realny wpływ,
- terapia, bezpieczne relacje, uważne rodzicielstwo — budują bezpieczeństwo nawet po trudnym starcie.
Nie pracujemy nad „zmianą stylu”.
Pracujemy nad bezpieczeństwem, regulacją i relacją.
Co to oznacza dla rodziców i terapeutów?
- Dziecko nie manipuluje — ono komunikuje.
- Trudne zachowania są strategią przetrwania.
- Największą zmianę przynosi:
- przewidywalność,
- regulacja dorosłego,
- ciekawość zamiast oceny.
Przywiązanie nie mówi, kim jesteśmy.
Mówi, czego nauczyliśmy się w relacjach — i czego możemy się nauczyć na nowo.
Kiedy rodzic powinien pomyśleć o wsparciu dla dziecka?

Rodzice bardzo często zastanawiają się, czy zachowanie ich dziecka mieści się „w normie”, czy może jest sygnałem, że potrzebne jest wsparcie. To zupełnie naturalne — rozwój dziecka nie przebiega liniowo, a okresy skoków rozwojowych czy trudnych emocji zdarzają się w każdej rodzinie.
Są jednak sytuacje, które mogą wskazywać, że dziecko doświadcza trudności, z którymi samo nie jest w stanie sobie poradzić. Wczesna reakcja rodzica może w takich chwilach realnie zmienić dalszy rozwój dziecka i poprawić jakość życia całej rodziny.
Poniżej znajdziesz najczęstsze sygnały, które warto potraktować jak zaproszenie do konsultacji — spokojnej, informacyjnej i bez presji diagnozy.
1. Trudności w kontakcie i komunikacji
Dziecko:
- unika kontaktu wzrokowego,
- ma trudności, by rozpocząć lub utrzymać rozmowę,
- mówi bardzo mało, niewyraźnie lub rozwój mowy wyraźnie odbiega od rówieśników.
2. Wycofywanie się lub silne lęki
Dziecko:
- zamyka się w sobie,
- unika kontaktu z ludźmi,
- boi się nowych sytuacji,
- reaguje lękiem w prostych, codziennych okolicznościach,
może wysyłać sygnał o przeciążeniu emocjonalnym lub braku poczucia bezpieczeństwa.
3. Kłopoty z regulacją emocji
Dziecko:
- często się złości,
- płacze „bez powodu”,
- łatwo się frustruje i długo nie może się uspokoić,
to może oznaczać, że ma trudności z regulacją emocji.
4. Opóźnienia w rozwoju społecznym i komunikacyjnym
Opóźnienie mowy, trudności w zabawie z rówieśnikami, niezrozumienie zasad społecznych, chroniczne konflikty lub izolowanie się — to sygnały, że rozwój dziecka może przebiegać inaczej i potrzebuje ono indywidualnego wsparcia.
5. Zmiany w zainteresowaniach lub zachowaniu
Jeśli dziecko:
- traci radość z rzeczy, które kiedyś lubiło,
- wycofuje się z aktywności,
- zaczyna zachowywać się agresywnie, impulsywnie lub przeciwnie — staje się ciche i nieobecne,
może to oznaczać, że przeżywa trudny okres, stres, przeciążenie lub kryzys emocjonalny.
6. Trudności szkolne, koncentracja, pobudzenie
Dziecko, które:
- ma kłopoty z nauką,
- nie może się skupić,
- jest stale w ruchu albo przeciwnie — wydaje się nieobecne,
- łatwo się rozprasza i szybko traci motywację,
— może doświadczać trudności poznawczych, emocjonalnych lub neurobiologicznych.
Dlaczego nie warto czekać?
Wizyta u psychologa nie oznacza od razu diagnozy czy „szufladkowania”.
To przede wszystkim:
- rozmowa,
- zebranie informacji,
- przyjrzenie się funkcjonowaniu dziecka,
- wskazówki, jak wspierać je na co dzień.
Im szybciej rodzic zareaguje, tym łatwiej pomóc dziecku wrócić do równowagi, wzmocnić jego umiejętności i zmniejszyć stres w rodzinie.
Nie jesteś sam
Współczesne dzieci żyją w świecie pełnym bodźców, presji, ciągłych zmian. Nic dziwnego, że czasem potrzebują wsparcia — tak samo jak dorośli.
Zgłoszenie się po pomoc nie jest oznaką słabości.
To wyraz troski, odwagi i odpowiedzialności.
A czasem to tylko jeden krok, który otwiera drogę do spokoju, zrozumienia i lepszego funkcjonowania — dla dziecka i całej rodziny.
Zaburzenia opozycyjno-buntownicze: gdy zachowanie dziecka jest wołaniem o pomoc, a nie „buntem dla buntu”

W ostatnich latach diagnoza zaburzeń opozycyjno-buntowniczych (ODD) stała się wyjątkowo częsta, szczególnie u dzieci i nastolatków ze spektrum autyzmu oraz ADHD.
Jednak coraz więcej specjalistów zaczyna podkreślać, że ODD nie jest autonomicznym „zaburzeniem osobowości dziecka”, ale zbiorem objawów, które powstają na skutek przeciążenia, cierpienia, braku wsparcia i chronicznego stresu.
W praktyce klinicznej ODD często nie jest „problemem dziecka”, tylko komunikatem o trudnościach w całym systemie rodzinnym i edukacyjnym. To nie zachowania „z opozycji” są problemem, lecz to, skąd one się biorą.
ODD to objaw
To, co na pierwszy rzut oka wygląda na bunt, manipulację czy „robienie na złość”, jest bardzo często:
- próbą odzyskania kontroli, gdy dziecko czuje się bezradne,
- mechanizmem obronnym wobec zbyt wysokich wymagań,
- reakcją na nieustanne niezrozumienie,
- wyrazem frustracji, której nie potrafi inaczej nazwać,
- konsekwencją odrzucenia rówieśniczego,
- odpowiedzią na przeciążenie sensoryczne,
- formą samoregulacji, która jest niewłaściwie odczytywana.
Nie ma dziecka, które „rodzi się buntownikiem”.
Są tylko dzieci, które w pewnym momencie przestają mieć zasoby, by współpracować.
Dlaczego ODD tak często pojawia się obok ASD i ADHD?
Dzieci neuroatypowe żyją w permanentnym napięciu — nie dlatego, że mają „trudny charakter”, ale dlatego, że świat, w którym funkcjonują, bardzo często:
- jest za głośny, zbyt szybki, zbyt intensywny sensorycznie,
- wymaga elastyczności, która wykracza poza ich możliwości,
- jest pełen niejasnych zasad społecznych,
- wielokrotnie je karze, zamiast uczyć,
- oczekuje od nich „normalności”, której nie są w stanie udźwignąć.
W takim świecie nawet spokojne dziecko może zacząć reagować wybuchowo, unikać zadań, odmawiać współpracy, krzyczeć, sprzeciwiać się — bo gdzieś musi znaleźć ujście napięcie, które narasta tygodniami, miesiącami czy latami.
Dla wielu dzieci opór staje się ostatnią granicą autonomii, jedynym sposobem na powiedzenie:
„To dla mnie za dużo.
Nie rozumiem.
Nie dam rady.
Pomóżcie mi.”
Tyle że nikt tych słów nie słyszy — bo z zewnątrz widać tylko „złe zachowanie”.
ODD zawsze ma swoją historię — i zawsze zaczyna się od kryzysu
Prawie za każdym razem, gdy specjalista zagląda pod powierzchnię zachowania dziecka diagnozowanego jako ODD, odkrywa tło, które wygląda bardzo podobnie:
- narastające konflikty w rodzinie,
- przewlekły stres dziecka,
- przemoc rówieśniczą lub odrzucenie społeczne,
- chroniczne przebodźcowanie,
- nieadekwatne wymagania w szkole,
- brak rozumienia potrzeb sensorycznych i emocjonalnych,
- nieustanne porównywanie z rówieśnikami,
- karanie za zachowania, których dziecko nie umiało kontrolować.
ODD nie pojawia się w próżni.
ODD pojawia się w systemie, który jest przeciążony.
To dlatego prawdziwe leczenie nie polega na „naprawianiu zachowania”, lecz na:
- przywróceniu dziecku poczucia bezpieczeństwa,
- zrozumieniu i nazwaniu jego potrzeb,
- zmianie środowiska,
- obniżeniu wymagań,
- nauczeniu dorosłych uważności na sygnały stresu,
- odbudowaniu relacji,
- redukcji przeciążeń sensorycznych,
- przywracaniu dziecku wpływu i sprawczości.
Gdy zaczyna się kryzys w relacji — zaczyna się opór
Dziecko, które czuje się:
- ignorowane,
- niesłyszane,
- ciągle krytykowane,
- stale porównywane,
- zawstydzane,
- przeciążone,
- odcięte od własnych emocji,
- niechronione przez dorosłych,
zaczyna walczyć — ale ta walka nie jest wymierzona przeciwko dorosłemu.
To walka o siebie.
O swoje granice. O godność. O prawo do bycia tym, kim jest.
Bunt to często rozpaczliwe próby zachowania resztek autonomii tam, gdzie wszystko inne zostało już zabrane.
Opozycyjność to komunikat, nie cecha charakteru
W tym ujęciu ODD staje się jasnym sygnałem:
„Coś jest nie tak.
Zobacz mnie.
Zrozum, zanim ocenisz.”
Najważniejszym krokiem jest więc zmiana perspektywy z „co jest z dzieckiem?” na „co dziecko próbuje nam powiedzieć?”.
Gdy dziecko czuje się wysłuchane, wspierane i rozumiane, a jego środowisko jest dostosowane do potrzeb — opór zaczyna znikać. Nie dlatego, że dziecko „nauczyło się grzeczności”, lecz dlatego, że przestało walczyć o przetrwanie.
Co z tego wynika?
- ODD to efekt, nie przyczyna.
- Zmiana zachowania dziecka zaczyna się od zmiany otoczenia dorosłych.
- Zrozumienie neuroatypowości to klucz, bez którego każda interwencja będzie tylko gaszeniem pożarów.
- Buntujące się dziecko najczęściej nie buntuje się „przeciwko komuś”, lecz dla siebie.
- Leczenie ODD nie polega na dyscyplinowaniu — polega na odbudowywaniu relacji.
Słowa mają moc. O tym, jak dorośli kształtują świat wewnętrzny dzieci
Słowa nie są neutralne.
Nie są tylko dźwiękiem ani informacją. Dla dziecka są mapą świata, instrukcją tego, kim jest, czego może się po sobie spodziewać i jak wygląda relacja z innymi ludźmi.
To, co mówimy do dzieci — i jak to mówimy — może je wzmacniać, ale może też ranić, zawstydzać i ograniczać. Czasem na lata. Czasem na całe życie.
Dziecko uczy się świata przez dorosłego
Dzieci nie rodzą się z gotowym rozumieniem zasad, wartości czy odpowiedzialności. One uczą się ich w relacji. Najpierw poprzez obserwację, później poprzez rozmowę, a jeszcze później — poprzez doświadczenie konsekwencji.
Rodzic nie jest tylko opiekunem. Jest:
- modelem reagowania na trudności,
- przewodnikiem po emocjach,
- pierwszym autorytetem,
- tłumaczem świata.
Jeśli dorosły mówi: „nic się nie stało”, kiedy dziecko czuje, że stało się bardzo dużo — uczy je wątpić w swoje przeżycia.
Jeśli słyszy: „zawsze coś zepsujesz” — uczy się, że porażka to jego tożsamość, a nie doświadczenie.
Ochrona czy wychowanie?
Wielu rodziców chce chronić swoje dzieci. To naturalne. Problem pojawia się wtedy, gdy ochrona zastępuje wychowanie.
Chronienie dziecka za wszelką cenę:
- przed frustracją,
- przed konsekwencjami,
- przed dyskomfortem,
- przed odpowiedzialnością
może sprawić, że dziecko:
- nie uczy się regulować emocji,
- nie uczy się naprawiać błędów,
- nie doświadcza sprawczości,
- nie wie, że ma wpływ na rzeczywistość.
Odpowiedzialność nie rodzi się z karania, ale z doświadczania skutków własnych działań w bezpiecznych warunkach.
Rolą dorosłego nie jest zdejmowanie konsekwencji, tylko towarzyszenie w ich przeżywaniu.
Konsekwencje to nie kara
Kara zawstydza.
Konsekwencja uczy.
Konsekwencja mówi: „Twoje działanie miało skutek, porozmawiajmy o nim”.
Kara mówi: „Zrobiłeś coś złego, więc teraz ty jesteś zły”.
Dzieci, które uczą się odpowiedzialności, słyszą komunikaty w rodzaju:
- „Co możemy z tym teraz zrobić?”
- „Jak następnym razem możesz zareagować inaczej?”
- „Widzę, że było trudno. Jednocześnie to było twoje zadanie.”
To język, który buduje sprawczość, a nie lęk.
Modelowanie postaw – najważniejsza lekcja
Dzieci robią nie to, co im mówimy, ale to, co widzą.
Jeśli dorosły:
- nie bierze odpowiedzialności za swoje błędy,
- obwinia innych,
- reaguje impulsywnie,
- nie przeprasza,
dziecko uczy się dokładnie tego samego — nawet jeśli słyszy „ładne” słowa.
Modelowanie to także sposób mówienia o innych:
- o nauczycielach,
- o partnerze,
- o instytucjach,
- o sobie samym.
Dziecko słyszy więcej, niż nam się wydaje. I zapamiętuje więcej, niż byśmy chcieli.
Wartości nie są wykładem
Wartości nie przekazuje się przez moralizowanie ani wykłady.
Przekazuje się je:
- przez codzienne decyzje,
- przez sposób reagowania na trudne sytuacje,
- przez to, czy dorosły jest spójny.
Dziecko uczy się uczciwości, gdy widzi uczciwość.
Uczy się szacunku, gdy doświadcza szacunku.
Uczy się granic, gdy granice są jasne i stabilne.
Gdzie kończy się bliskość, a zaczyna „kolesiostwo”?
Bliskość z dzieckiem jest ważna. Relacja oparta na zaufaniu jest fundamentem.
Ale dziecko nie potrzebuje kolegi. Potrzebuje dorosłego.
Kiedy dorosły:
- unika stawiania granic, żeby „być lubianym”,
- rezygnuje z odpowiedzialności wychowawczej,
- obciąża dziecko swoimi emocjami,
relacja przestaje być bezpieczna.
Dorosły może być ciepły, empatyczny i bliski — i jednocześnie stawiać granice.
To właśnie granice dają dziecku poczucie bezpieczeństwa.
Słowa, które zostają
Nie pamiętamy wszystkich rozmów z dzieciństwa.
Ale pamiętamy:
- jak się przy kimś czuliśmy,
- czy byliśmy widziani,
- czy wolno nam było popełniać błędy.
Słowa mają moc.
Mogą stać się wewnętrznym głosem, który wspiera.
Albo takim, który krytykuje i rani.
Dlatego warto się czasem zatrzymać i zapytać:
Jakim głosem mówię do dziecka — i jakim głosem ono będzie mówić do siebie?
Nastawienie, które zmienia wszystko. O koncepcji Carol Dweck i jej znaczeniu dla dzieci
Czy dzieci rodzą się z określonymi zdolnościami, czy mogą je rozwijać? Czy sukces zależy od talentu, czy raczej od wysiłku i sposobu myślenia o własnych możliwościach? Na te pytania od lat odpowiada prof. Carol Dweck, psycholożka z Uniwersytetu Stanforda, której badania nad nastawieniami umysłowymi (mindset) całkowicie zmieniły podejście do edukacji i rozwoju dzieci.
Jej koncepcja jest jednocześnie prosta i rewolucyjna. Pokazuje, że to, w co wierzy dziecko na temat swoich zdolności, ma ogromny wpływ na to, jak działa, jak reaguje na trudności i jak uczy się w codziennym życiu.
Czym jest koncepcja Carol Dweck?
Dweck wyróżnia dwa podstawowe rodzaje nastawień umysłowych:
1. Nastawienie stałe (fixed mindset)
Dziecko wierzy, że:
- inteligencja jest stała,
- zdolności są czymś „wrodzonym”,
- albo jestem dobry, albo nie — i niewiele mogę z tym zrobić.
Warto zauważyć, że takie przekonanie nie musi być świadome. Czasem powstaje z pozornie niewinnych komunikatów:
- „Jesteś geniuszem!”
- „Masz talent, innym tego brakuje.”
- „Nie każdy jest dobry z matematyki.”
Choć brzmią pozytywnie, mogą sprawić, że dziecko zacznie unikać wyzwań, by nie stracić w oczach dorosłych statusu „zdolnego”.
2. Nastawienie na rozwój (growth mindset)
Dziecko wierzy, że:
- może się rozwijać,
- wysiłek ma sens,
- błędy są źródłem informacji,
- nowe umiejętności powstają dzięki praktyce.
To nastawienie nie zakłada, że każdy może wszystko — raczej, że granice rozwoju są szerokie, a wytrwałość ma znaczenie.

Dlaczego nastawienie umysłowe jest tak ważne?
Badania Dweck i jej zespołu pokazują, że dzieci z nastawieniem na rozwój:
1. Czują większą motywację
Nie boją się wysiłku. Wiedzą, że rozwój to proces.
Ucznia z nastawieniem na rozwój częściej usłyszysz mówiącego:
- „Jeszcze tego nie umiem, ale się nauczę.”
2. Lepiej radzą sobie z trudnościami
Zamiast poddawać się, szukają strategii.
Rozumieją, że trudność nie oznacza braku zdolności — tylko konieczność praktyki.
3. Chętnie podejmują wyzwania
Zadania trudne nie są zagrożeniem, lecz okazją do rozwoju.
Dzieci z nastawieniem stałym częściej unikają wyzwań, bo mogą „wypaść gorzej”.
4. Traktują błędy jako część procesu
Dziecko z nastawieniem na rozwój nie myśli:
- „Pomyliłam się — jestem głupia.”
Myśli raczej: - „Co mogę poprawić następnym razem?”
Dzięki temu uczy się szybciej i czuje się bezpieczniej w sytuacjach wymagających wysiłku.
Skąd u dzieci biorą się te nastawienia?
Badania Dweck wskazują jednoznacznie: nastawienie umysłowe kształtuje środowisko, szczególnie komunikaty dorosłych.
Przykłady:
Pochwała skupiona na cechach
„Ale jesteś mądry!”
→ wzmacnia nastawienie stałe
Pochwała procesu
„Dużo ćwiczyłaś — i widać efekty.”
→ wzmacnia nastawienie na rozwój
Dzieci uczą się obserwując, jakie znaczenie dorośli nadają błędom, porażkom, wysiłkowi.
Jak wspierać nastawienie na rozwój?
1. Chwal wysiłek, nie wrodzone zdolności
- „Widzę, że się nie poddałaś.”
- „Bardzo starannie nad tym pracowałeś.”
2. Używaj słowa „jeszcze”
- „Jeszcze tego nie umiesz — ale się nauczysz.”
3. Normalizuj błędy
- „Błąd znaczy, że twój mózg pracuje i się uczy.”
4. Rozmawiaj o strategiach, nie tylko o wynikach
- „Co ci pomogło?”
- „Czego spróbujesz następnym razem?”
5. Ucz, że mózg jest plastyczny
Badania neuropsychologiczne potwierdzają: ćwiczenie zmienia mózg.
To może być dla dziecka zaskakująco wyzwalająca informacja.
Koncepcja Carol Dweck przypomina nam, że sposób, w jaki dzieci myślą o swoich umiejętnościach, ma ogromne znaczenie dla ich emocji, wytrwałości i motywacji. Nastawienie na rozwój pomaga im:
- uczyć się bez lęku,
- radzić sobie z porażkami,
- odważniej podejmować wyzwania,
- budować zdrowe poczucie skuteczności.
A dorosłym daje ważną wskazówkę:
To, jak mówimy do dzieci o ich wysiłku, ma moc kształtowania ich przyszłości.
Empatia u osób w spektrum autyzmu – co naprawdę o niej wiemy?
W przestrzeni publicznej często można spotkać się z opinią, że osoby w spektrum autyzmu „nie posiadają empatii”. To krzywdzący mit, który nie tylko nie zgadza się z badaniami naukowymi, ale także utrudnia wzajemne zrozumienie. Aby zrozumieć, skąd bierze się to nieporozumienie, warto wiedzieć, że empatia nie jest jedną umiejętnością, lecz zestawem kilku różnych procesów.
Rodzaje empatii
W literaturze wyróżnia się co najmniej kilka jej aspektów: empatię poznawczą (cognitive empathy), empatię afektywną/emocjonalną (affective empathy), empatię somatyczną, oraz współczucie/empatię motywacyjną (compassionate concern). Każda z tych sfer angażuje nieco inne procesy psychiczne i neurobiologiczne.
Empatia poznawcza — zdolność do rozumienia tego, co myśli i czuje inna osoba.
Empatia afektywna — automatyczne współodczuwanie emocji drugiej osoby (np. smutek innej osoby wywołuje u mnie wzruszenie).
Empatia somatyczna — natychmiastowe „odbicie” doznań przez układy neuronalne (często opisywane w kontekście „neuronów lustrzanych”).
Współczucie (compassion) — motyw prowadzący do pomocy, kiedy widzimy cierpienie.
Badania pokazują, że u wielu osób z autyzmem trudniejsza bywa empatia poznawcza (rozumienie stanów umysłu), natomiast empatia afektywna często pozostaje zachowana — a czasem jest nawet nadmierna. To znaczy, że wiele osób autystycznych czuje emocje innych (albo reaguje silnie na ich cierpienie), ale ma trudność ze zrozumieniem „co druga osoba myśli i dlaczego” — szczególnie w dużym hałasie społecznym, niedoprecyzowanej komunikacji lub w relacjach z osobami neurotypowymi.
Jeśli ktoś nie wychwytuje sygnałów (bo trudniejsza jest dla niego empatia poznawcza), może nie zareagować tak, jak oczekuje otoczenie — i bywa to mylnie interpretowane jako brak empatii.
Większość ludzi kieruje się intuicyjnymi kodami społecznymi: tonem głosu, mimiką, kontekstem sytuacji. U osób w spektrum te sygnały mogą być mniej czytelne, dlatego:
- trudniej im zgadnąć, co czują inni,
- mogą reagować w sposób nietypowy lub spóźniony,
- część emocji okazują inaczej niż osoby neurotypowe.
To jednak nie brak empatii, tylko inne jej mechanizmy.
Zjawisko „podwójnej empatii”: problem nie leży tylko po jednej stronie
W 2012 r. Damian Milton zaproponował koncepcję Double Empathy Problem, która zmienia narrację: trudności w porozumieniu między osobą autystyczną a neurotypową są dwustronne. To tzw. teoria podwójnej empatii.
Zakłada ona, że:
- osoby w spektrum i osoby neurotypowe funkcjonują według innych kodów komunikacyjnych,
- obie strony mają trudności, by zrozumieć perspektywę drugiej,
- trudności wynikają z różnic, a nie z deficytów jednej grupy.
Czyli problem nie polega na tym, że osoba w spektrum „ma za mało empatii”, lecz na tym, że komunikacja działa inaczej w dwóch różnych neurotypach.
Co to oznacza w praktyce?
- Osoba w spektrum może głęboko przeżywać emocje innych, ale nie wiedzieć, jak je właściwie okazać.
- Może nie zauważyć czyjegoś stanu emocjonalnego, ale jeśli zostanie o nim poinformowana — reaguje troską i zaangażowaniem.
- Może wydawać się „chłodna”, ponieważ używa mniej mimiki lub ma ograniczony kontakt wzrokowy — co nie ma nic wspólnego z brakiem odczuwania.
- Z kolei osoby neurotypowe mogą nie rozumieć sposobu komunikowania emocji przez osobę w spektrum — i również błędnie to interpretować.
Empatia jest, tylko wygląda inaczej
Osoby w spektrum odczuwają empatię — często w bardzo głębokim i intensywnym wymiarze emocjonalnym.
To, co bywa wyzwaniem, to:
- rozpoznanie cudzych emocji (empatia poznawcza),
- indywidualne różnice w sposobach komunikowania,
- i wzajemne niezrozumienie wynikające z odmiennych stylów społecznych.
Dlatego warto patrzeć na empatię nie jak na jeden „poziom”, ale jak na złożony proces, w którym osoby w spektrum mogą mieć zarówno mocne strony, jak i obszary wymagające wsparcia — dokładnie tak, jak każdy z nas.
Jak rozpoznać prawdziwe potrzeby dziecka?
Każdy rodzic chce dobrze. Chcemy wspierać nasze dzieci, chronić je, dawać im to, co najlepsze. Ale tam, gdzie pojawia się troska i miłość, pojawia się też ryzyko pomyłki. To normalne — jesteśmy ludźmi, mamy swoje emocje, swoje doświadczenia i swój lęk o przyszłość dziecka.
W pracy z potrzebami dziecka widzimy jednak dwie szczególnie niebezpieczne pułapki:
projekcję oraz potrzeby pozorne.
1. Pułapka projekcji: kiedy patrzymy na dziecko przez własne emocje
Wpadamy w nią wtedy, gdy zaczynamy przypisywać dziecku swoje własne potrzeby.
Dzieje się to szczególnie łatwo, gdy:
- jesteśmy zmęczeni, przeciążeni,
- część naszych własnych potrzeb od dawna czeka na zaspokojenie,
- dziecko jest od nas zależne i możemy nieświadomie „dopasowywać” je do tego, czego sami chcemy.
Przykład:
Rodzic, który sam źle wspomina wystąpienia publiczne, może uznać, że dziecko „nie potrzebuje występować”, zamiast sprawdzić, czy ono naprawdę czuje lęk, czy może zwyczajnie potrzebuje wsparcia i treningu.
Przykłady z życia:
„Moje dziecko potrzebuje być najlepsze w klasie”
Często mówi to rodzic, który sam nie mógł spełnić swoich ambicji.
Dziecko zaczyna żyć pod presją, choć jego prawdziwą potrzebą może być odpoczynek, równowaga i poczucie, że jest wystarczające, nawet jeśli nie błyszczy.
„Moje dziecko musi mieć dużo znajomych”
Być może rodzic sam był samotny i nie chce, by historia się powtórzyła.
A dziecko introwertyczne może realnie potrzebować kontaktu z jedną bliską osobą — i to jest w porządku.
Projekcja jest niebezpieczna, bo zagłusza to, co naprawdę dziecko przeżywa. Zamiast wspierać je w rozwoju, nieświadomie pchamy je w kierunku, który do niego nie pasuje.
2. Potrzeby pozorne: gdy sygnał pochodzi z objawu, nie z dziecka
Druga pułapka pojawia się wtedy, gdy zaczynamy mylić potrzeby wynikające z rozwoju z tymi, które wynikają z objawów zaburzenia lub kryzysu.
Potrzeby pozorne to te, które wyglądają jak potrzeby, ale tak naprawdę płyną z objawów, nie ze zdrowej części dziecka.
Przykłady z życia dorosłych są bardziej znane:
- Osoba w depresji wygląda, jakby „potrzebowała” leżeć w łóżku.
- Osoba w silnym lęku „potrzebuje” unikać tego, czego się boi.
- Osoba z OCD „potrzebuje” kolejnej kompulsji.
Ale u dzieci wygląda to podobnie — tylko subtelniej.
Widać to szczególnie u dzieci neuroatypowych (z ADHD, autyzmem, zaburzeniami lękowymi), gdzie emocje bywają silne, a reakcje mogą wydawać się jednoznaczne — choć wcale takie nie są.
Dziecko:
- w lęku nie potrzebuje unikać,
- w przebodźcowaniu nie potrzebuje samotności przez cały dzień,
- w złości nie potrzebuje, by poddawać się jej w każdym momencie,
- w smutku nie potrzebuje, by świat się wokół niego zatrzymał.
To są potrzeby pozorne — realne dla dziecka „tu i teraz”, ale nie wspierające jego rozwoju.
Przykłady dziecięcych potrzeb pozornych:
Dziecko z lękiem społecznym
Może mówić, że „potrzebuje zostać w domu”, bo szkoła wywołuje niepokój.
To nie realna potrzeba — to potrzeba pozorna, którą generuje lęk.
Dziecko z zaburzeniami sensorycznymi
Może wydawać się „potrzebuje całkowitej ciszy i braku bodźców”, choć jego rozwój wymaga stopniowego oswajania się z różnymi dźwiękami.
Dziecko z obniżonym nastrojem
Może twierdzić, że „potrzebuje siedzieć samo w pokoju”, choć izolacja tylko pogłębia spadek nastroju.
Dziecko z unikającym stylem radzenia sobie
Może mówić, że „potrzebuje, żeby mama zrobiła to za niego”, choć realnie potrzebuje nauki tolerowania trudności i małych kroków do samodzielności.
Dlaczego tak ważne jest rozróżnianie potrzeb realnych od pozornych?
Zaspokajając potrzeby pozorne, wzmacniamy objaw, a nie dziecko.
- Wzmacniamy lęk, gdy pozwalamy unikać.
- Wzmacniamy wycofanie, gdy zgadzamy się na izolację.
- Wzmacniamy zależność, gdy robimy coś za dziecko, mimo że potrafi.
To nie jest wsparcie — choć bywa podszyte troską i dobrymi intencjami.
Realna pomoc to taka, która wspiera zdrowienie i rozwój.
Jak odróżnić realną potrzebę od potrzeby pozornej?
Możesz zadać sobie cztery pytania:
1. Czy to, czego chce dziecko, wspiera jego rozwój czy tylko redukuje dyskomfort?
Prawdziwa potrzeba → wspiera rozwój.
Potrzeba pozorna → daje chwilową ulgę, a potem szkodzi.
2. Czy to, czego chce dziecko, jest powtarzalne i sztywne?
Im sztywniejsze zachowanie („tylko tak i nigdy inaczej”), tym większa szansa na potrzebę pozorną.
3. Jak czuje się dziecko po spełnieniu tej „potrzeby”?
- Lepiej, stabilniej, bardziej samodzielnie? → prawdziwa potrzeba
- Bardziej wycofane, zależne, przestraszone? → potrzeba pozorna
4. Czy to pragnienie pojawia się tylko wtedy, gdy dziecko jest w silnej emocji?
Potrzeba pozorna rodzi się z objawu.
Prawdziwa potrzeba — z człowieka.
Jak mówić do dziecka, żeby wspierać realne potrzeby?
Zamiast wzmacniać potrzeby pozorne, można powiedzieć:
Do dziecka unikającego szkoły z powodu lęku:
„Widzę, że szkoła jest dla ciebie trudna. Nie chcę, żebyś cierpiał, ale unikanie sprawi, że lęk będzie tylko rósł. Pomogę ci zrobić to krok po kroku.”
Do dziecka, które chce się izolować:
„Rozumiem, że masz ochotę być sam, bo tak podpowiada ci smutek. Ale ciało i mózg potrzebują ludzi i ruchu, żeby czuć się lepiej. Zróbmy dziś mały krok.”
Do dziecka kompulsyjnego (np. wielokrotne sprawdzanie):
„Wiem, że czujesz silną potrzebę to zrobić. To uczucie pochodzi z lęku, nie z ciebie. Jestem obok i pomogę ci wytrzymać.”
Do dziecka z niską wiarą w siebie:
„Rozumiem, że chciałbyś, żebym zrobiła to za ciebie, bo boisz się błędu. Ale twoja prawdziwa potrzeba to nauczyć się krok po kroku, że dasz radę.”
Czego naprawdę potrzebują dzieci?
Dzieci potrzebują:
- regulacji emocji, nie unikania,
- kontaktu, nie izolacji,
- odwagi w małych dawkach, nie wyręczania,
- wsparcia dorosłego, który rozróżnia czego wymaga rozwój, a czego domaga się objaw.
To my, dorośli, musimy umieć odróżnić realne potrzeby od potrzeb pozornych.
Bo to od tego zależy, czy wspieramy rozwój — czy wzmacniamy to, co dziecku przeszkadza.
Czy terapia z osobami z zaburzeniami narcystycznymi ma sens?
Wokół zaburzeń narcystycznych narosło wiele mitów. Jeden z najczęstszych brzmi: „Narcyz się nie zmieni”, „narcyzi nie chodzą na terapię” albo „to nieuleczalne”. Takie podejście nie tylko zniechęca osoby, które zmagają się z trudnościami narcystycznymi, ale też odbiera im nadzieję na zmianę. Tymczasem współczesna psychoterapia – i neurobiologia – mówią coś zupełnie innego.
Osobowości się nie ‘leczy’, ale można je zmieniać
Przede wszystkim warto zrozumieć, że zaburzenia osobowości nie są chorobą, która pojawia się w dorosłości. Nie da się „zachorować” na zaburzenie narcystyczne w wieku 40 lat, tak jak nie da się go „wyleczyć” w sensie medycznym. Osobowość kształtuje się we wczesnym dzieciństwie i w okresie nastoletnim, tworząc pewien trwały szkielet funkcjonowania.
Osobowość można uelastyczniać.
Można poszerzać repertuar strategii radzenia sobie.
Można łagodzić to, co sztywne i bolesne.
Można uczyć się nowych reakcji i redukować te, które prowadzą do cierpienia.
I to właśnie jest cel terapii.
Neurobiologia: mózg naprawdę może się zmieniać
Badania nad neuroplastycznością pokazują, że doświadczenia korektywne – czyli takie, które są odmienne od wcześniejszych, powtarzalnych i często krzywdzących wzorców relacyjnych – wpływają na połączenia neuronalne. Szczególnie wzmacniają się połączenia między hipokampem a korą przedczołową, odpowiedzialnymi za regulację emocji, refleksję i rozumienie siebie.
To nie dzieje się jednorazowo.
Zmiana wymaga powtarzalnych doświadczeń, często przez wiele miesięcy, a czasem lat. Ale jest możliwa – i dobrze udokumentowana.
Czego realistycznie można oczekiwać?
Terapia osoby z narcystycznymi wzorcami funkcjonowania nie polega na tym, by wykorzenić osobowość i stworzyć nową. Celem jest uelastycznienie sztywnych schematów, tak aby:
- pojawiały się rzadziej,
- były słabsze,
- trwały krócej,
- nie niszczyły życia osoby ani jej relacji.
Czy dawny wzorzec może się odzywać? Tak – zwłaszcza w stresie, zmęczeniu czy przeciążeniu emocjonalnym. Ale to, co kluczowe: z czasem nie ma już takiej mocy, by dominować czy prowadzić do cierpienia.
W terapii osoba uczy się:
- rozpoznawać momenty, w których stary mechanizm się uruchamia,
- kierować uwagę inaczej,
- korzystać ze zdrowszych sposobów regulacji,
- rozumieć własne emocje i potrzeby,
- budować bardziej satysfakcjonujące relacje.
To ogromny krok w stronę zmiany, nawet jeśli „zaburzenie” nie znika całkowicie.
Dlaczego mit o „braku nadziei” jest szkodliwy?
Narracja „narcyz się nigdy nie zmieni” opiera się często na złej definicji narcyzmu, doświadczeniach osób skrzywdzonych oraz społecznej złości wobec zachowań narcystycznych. Jednak takie podejście:
- stygmatyzuje osoby, które chciałyby podjąć terapię,
- utrudnia im zrozumienie własnych trudności,
- zniechęca terapeutów do pracy z tą grupą pacjentów,
- utrwala fałszywe przekonanie, że pewne osoby są „poza zasięgiem pomocy”.
Tymczasem psychoterapia zaburzeń osobowości – w tym narcystycznych – należy dziś do dobrze opisanych i skutecznych form pracy.
A więc… czy terapia ma sens?
Tak. Choć nie w sensie „wyleczenia” z czegoś, co nie jest chorobą.
Terapia ma sens, bo pozwala:
- zbudować zdrowszą, bardziej adaptacyjną formę osobowości.
- zmniejszyć cierpienie,
- poprawić funkcjonowanie,
- ulepszyć relacje,
- zwiększyć elastyczność emocjonalną,
- nauczyć się nowych sposobów radzenia sobie,
Karty Psychoedukacyjne: Spektrum Autyzmu — dla młodzieży i dorosłych
Karty „Spektrum Autyzmu” zostały stworzone jako narzędzie do psychoedukacji osób w spektrum autyzmu oraz ich bliskich, terapeutów i specjalistów. Pomagają lepiej zrozumieć różnorodność doświadczeń autystycznych, nazywać potrzeby oraz budować samoświadomość.
Zestaw opisuje ważne obszary funkcjonowania – od mocnych stron, przez przetwarzanie sensoryczne, po komunikację i regulację emocji.
Dla kogo są przeznaczone?
- osób dorosłych i nastolatków w spektrum autyzmu,
- rodziców i partnerów osób neuroatypowych,
- psychologów, terapeutów, pedagogów, coachów,
- grup wsparcia, TUS dla młodzieży i dorosłych, konsultacji indywidualnych.

<span class=„caps”>KARTY</span> <span class=„caps”>ADHD</span> – <span class=„caps”>ZROZUMIEĆ</span> I <span class=„caps”>WSPIERAĆ</span> — dla dzieci i młodzieży
15 kart tematycznych (objawy i cechy ADHD)
1 karta z instrukcją i pomysłami na wykorzystanie
Każda karta przedstawia jedną cechę lub objaw ADHD – np. trudność z koncentracją, impulsywność, nadmierną energię, zapominanie, emocjonalność czy potrzebę ruchu.
Na każdej karcie znajdują się cztery części:
CECHA ADHD
– opis typowego zachowania lub trudności, które dziecko może u siebie zauważać.
Z CZEGO TO WYNIKA
– krótkie, zrozumiałe wyjaśnienie, że te zachowania nie są „złośliwe” ani „niegrzeczne”, tylko wynikają ze sposobu, w jaki działa mózg dziecka z ADHD (np. z trudności w regulacji uwagi, emocji czy hamowaniu reakcji).
CO POMAGA
– konkretne wskazówki, jak dziecko i dorosły mogą sobie radzić w tej sytuacji.
(np. ustalone rytuały, sygnały przypominające, przerwy ruchowe, wsparcie dorosłego w planowaniu).
CO DOBREGO Z TEGO WYNIKA
– pozytywna strona danej cechy – pokazuje, że ADHD to nie tylko trudności, ale też mocne strony: kreatywność, spontaniczność, pasja, wrażliwość, energia.

<span class=„dquo”>„</span>Czego Potrzebuję? — Karty Potrzeb i Strategii”
Karty pomagają dzieciom (i dorosłym, którzy z nimi pracują) zrozumieć związek między emocjami, potrzebami i sposobami działania. Przeznaczone są dla dzieci w wieku powyżej 6 lat, do pracy indywidualnej, grupowej lub rodzinnej (TUS, konsultacje psychologiczne, terapia).Dzięki nim dziecko może odkryć:
czego naprawdę potrzebuje w danej sytuacji,
jakie strategie pomagają tę potrzebę zaspokoić,
a także które zachowania tylko pozornie pomagają, ale nie rozwiązują problemu.
Rozwijają:
- świadomość emocji i potrzeb,
umiejętność samoregulacji,
- kompetencje społeczne i komunikacyjne,
- refleksję nad własnymi reakcjami.
Zestaw składa się z 3 rodzajów kart. Każda karta ma kolor i symbol. Pomagają dziecku odpowiedzieć na pytanie:
„Czego teraz potrzebuję?”
„O co tak naprawdę chodzi w tej sytuacji?”
KARTY POTRZEB przedstawiają uniwersalne potrzeby człowieka.
KARTY STRATEGII WSPIERAJĄCYCH wskazują działania, które pomagają zaspokoić potrzebę w sposób konstruktywny i bezpieczny.
KARTY STRATEGII MAŁO WSPIERAJĄCYCH to sposoby radzenia sobie, które chwilowo obniżają napięcie, ale nie pomagają w dłuższej perspektywie.
Dzięki nim dziecko może zrozumieć swoje zachowania bez oceny – jako próby poradzenia sobie, które można zastąpić lepszymi.

Narcystyczne zaburzenia osobowości a trauma relacyjna – co dziś wiemy?
Coraz więcej badań sugeruje, że między narcystycznym zaburzeniem osobowości a traumą relacyjną istnieją pewne podobieństwa neurobiologiczne. Nie oznacza to jednak, że jedno automatycznie prowadzi do drugiego.
1. Podobieństwa w działaniu mózgu
Badania neurobiologiczne pokazują, że zarówno u osób po traumie relacyjnej, jak i u osób z osobowością narcystyczną, mogą występować podobne zmiany, m.in.:
- nadreaktywne ciało migdałowate (związane z lękiem, wrogością i impulsywnością),
- osłabione działanie kory przedczołowej (odpowiedzialnej za regulację emocji),
- różnice dotyczące hipokampa,
- zaburzenia w systemach neuroprzekaźników (np. serotoniny, noradrenaliny, endogennych opioidów).
Warto jednak podkreślić: większość tych badań ma charakter korelacyjny, co oznacza, że trudno ustalić, co jest przyczyną, a co skutkiem.
2. Czy osobowość narcystyczna to zawsze efekt traumy relacyjnej?
To zbyt duże uproszczenie.
Choć trauma relacyjna może zwiększać ryzyko zaburzeń osobowości, nie każde dziecko po traumie rozwija narcyzm czy borderline. Trauma może prowadzić też do:
- PTSD lub Complex PTSD,
- zaburzeń dysocjacyjnych,
- problemów z tożsamością,
- trudności w regulacji emocji bez szerszej zmiany osobowości.
Osobowość narcystyczna to konkretny wzorzec funkcjonowania, który wynika nie tylko z traumy, ale też z określonego stylu wychowania i tego, jak wyglądały kluczowe relacje dziecka z opiekunami.
3. Rola rodziny i specyfika środowiska
W wielu historiach osób z narcyzmem pojawia się połączenie dwóch elementów:
- deprywacji emocjonalnej (brak czułości, brak realnego zainteresowania dzieckiem),
- jednoczesnego idealizowania jakiejś cechy dziecka (np. talentu, urody, inteligencji).
Rodzic – często sam o cechach narcystycznych – może „pompować” tę wyjątkową cechę, budując wokół niej całą tożsamość dziecka. W efekcie:
- rozwija się fałszywe ja oparte na osiągnięciach,
- realne potrzeby pozostają niewidoczne.
4. Znaczenie relacji rówieśniczych
Ciekawym elementem, który pojawia się w badaniach i obserwacjach klinicznych, jest to, że niektóre dzieci później rozwijające narcyzm:
- były bardzo utalentowane (sport, muzyka, nauka),
- wyróżniały się wyglądem lub intelektem,
- często były odbierane jako „lepsze” lub „starsze duchem”,
- doświadczały zazdrości, wykluczania lub etykietowania („zarozumiały”, „stary malutki”).
To również mogło wzmacniać poczucie izolacji i sprawiać, że dziecko coraz bardziej budowało swoją wartość wokół tego, za co było podziwiane.
5. Dwa oblicza narcyzmu: wielkościowy i wrażliwy
W dorosłości ten wzorzec może rozwijać się na dwa sposoby:
Narcyzm wielkościowy
- wysoka potrzeba sukcesu,
- szybkie rozpoczynanie kariery już jako nastolatek,
- dynamiczne zdobywanie osiągnięć,
- silne dążenie do bycia najlepszym.
Narcyzm wrażliwy
- poczucie bycia outsiderem,
- wycofanie społeczne,
- ukrywane poczucie wyjątkowości połączone z lękiem,
- doświadczenie chronicznego niespełnienia.
Oba typy mają wspólny rdzeń: kruchą samoocenę zależną od zewnętrznej aprobaty.
Co w dzieciństwie sprzyja rozwojowi narcystycznych zaburzeń osobowości?
Rozwój narcystycznych zaburzeń osobowości najczęściej wiąże się z określonym typem relacji dziecko–rodzic. Kluczowy problem nie polega na „przesadnym rozpieszczaniu”, ale na głębokiej deprywacji emocjonalnej, ukrytej pod pozorną dbałością czy wysokimi wymaganiami.
1. Aprobata warunkowa zamiast miłości
Rodzic wchodzi w relację z dzieckiem z gotowym oczekiwaniem, jakie ono ma być, co ma osiągać i w jaki sposób się zachowywać.
- Kiedy dziecko spełnia te oczekiwania – dostaje uwagę i aprobatę.
- Kiedy ich nie spełnia – doświadcza krytyki, dystansu lub wręcz emocjonalnego zniknięcia rodzica.
Dla dziecka jest to dramatyczny komunikat:
„Jestem widziany tylko wtedy, gdy spełniam warunki.”
W praktyce oznacza to brak doświadczenia bezwarunkowej miłości, akceptacji i bliskości – fundamentów zdrowego rozwoju.
2. Brak czułości i emocjonalnego odzwierciedlenia
W wielu historiach osób z zaburzeniem narcystycznym pojawia się podobny wzorzec:
- rodzic nie przytulał,
- nie mówił, że kocha,
- nie interesował się uczuciami dziecka,
- nie reagował na smutek, lęk czy porażki.
Dziecko nie doświadcza więc bycia widzianym jako osoba z wewnętrznym światem przeżyć.
Uczy się, że jego emocje są nieważne lub „niechciane”.
3. Dziecko jako „wystawa” rodzica
Często jeden z rodziców sam ma rysy narcystyczne. Wtedy dziecko staje się przedłużeniem jego ego – wizytówką, którą można pochwalić się przed światem.
Rodzic mówi:
- „Proszę zobaczyć, jak pięknie gra na skrzypcach.”
- „Posyłamy go do najlepszych szkół.”
Nie pyta jednak, czy dziecko:
- chce grać,
- lubi tę aktywność,
- czuje się szczęśliwe.
W centrum zawsze jest rodzic, nie dziecko.
4. Uprzedmiotowienie i brak podmiotowości
W takim domu dziecko funkcjonuje instrumentalnie – jest używane do potwierdzania wartości dorosłego.
Nie liczą się jego emocje, potrzeby czy ograniczenia.
Dziecko jest:
- „grzeczne”,
- ciche,
- niewidoczne,
- lub przeciwnie – perfekcyjnie przygotowane, „najlepsze”, zawsze błyszczące.
W obu przypadkach jego autentyczność zostaje wyparta, bo nie ma na nią miejsca.
5. Powstanie „fałszywego ja”
Opisane doświadczenia prowadzą do stworzenia tego, co Kernberg i Winnicott nazywają fałszywym self.
- To właśnie ta idealna, wykreowana część osobowości dostaje od rodzica aprobatę.
- Prawdziwe „ja” – kruche, wrażliwe, ludzkie – zostaje głęboko ukryte.
Dorosły z zaburzeniem narcystycznym:
- nie wie, kim jest bez osiągnięć,
- boi się porażki jak unicestwienia,
- walczy o podtrzymanie wizerunku,
- ma ogromny lęk przed byciem niewystarczającym.
6. Poczucie pustki i dramat relacyjny
Ponieważ dziecko nie zostało przyjęte jako ono samo, tylko jako projekt rodzica – w dorosłości pozostaje poczucie pustki, wstydu i niebycia.
To powoduje:
- trudność w bliskości,
- brak dostępu do własnych uczuć,
- powtarzanie tego samego schematu wobec innych i wobec własnych dzieci,
- używanie osiągnięć lub perfekcji jako jedynego źródła wartości.
Paradoksalnie – osoby te czasem potrafią okazać czułość… psu lub małemu dziecku, bo te relacje nie zagrażają ich kruchym strukturom psychicznym.
7. Brak alternatywnego modelu relacji
Jeśli drugi rodzic jest:
- nieobecny,
- wycofany,
- pasywny,
- emocjonalnie niezdolny do wsparcia,
dziecko nie ma żadnego zdrowego punktu odniesienia. Dorasta, nie wiedząc, jak wygląda:
- bliskość,
- wzajemność,
- empatia,
- akceptacja bez warunków.
Podsumowanie
Zaburzenia narcystyczne nie rodzą się z nadmiaru miłości – wręcz przeciwnie. Powstają tam, gdzie dziecko doświadczyło:
- głębokiej deprywacji emocjonalnej,
- warunkowej akceptacji,
- uprzedmiotowienia,
- braku odzwierciedlenia i czułości,
- konieczności budowania fałszywego ja,
- funkcjonowania jako projekt lub wizytówka rodzica.
To doświadczenie sprawia, że w dorosłości osoba narcystyczna desperacko walczy o aprobatę, bo tylko ją zna – i tylko wtedy czuje, że istnieje.
Kompensacja autystyczna: niewidzialny wysiłek, który pozwala przetrwać — ale nie pozostaje bez kosztów
W ostatnich latach coraz więcej mówi się o maskowaniu autystycznym — o wysiłkach, jakie osoby w spektrum podejmują, aby ukrywać swoje cechy i zachowywać się tak, jak oczekuje od nich otoczenie. Badania Livingston i Happé (2019) pokazały, że strategie kompensacyjne mogą istnieć „poniżej powierzchni zachowania”, umożliwiając autystom funkcjonowanie w świecie neurotypowym pomimo realnych trudności społecznych czy komunikacyjnych.
Jednak obok tego naukowego rozumienia kompensacji istnieje jeszcze inna forma, którą wiele osób autystycznych rozpoznaje w swoim życiu — i którą można określić jako nadmierny wysiłek wkładany w to, aby mimo trudności pozostać akceptowanym, lubianym, zatrudnialnym czy „wystarczająco dobrym”.
To nie próba ukrycia objawów.
To próba zrekompensowania ich konsekwencji.
I to właśnie o tej, codziennie obecnej kompensacji warto mówić głośno.
Maskowanie a kompensacja — dlaczego to nie to samo?
W badaniach Livingston & Happé kompensacja oznacza głównie strategie intelektualne, które pomagają ukrywać deficyty społeczne:
- zapamiętywanie skryptów rozmów,
- logiczne analizowanie sytuacji społecznych,
- zastępowanie instynktu rozumowaniem.
To część maskowania.
To narzędzie, aby wyglądać na bardziej neurotypowego, niż się jest.
Tymczasem w ujęciu, o którym tu piszemy, kompensacja to coś zupełnie innego.
To nie ukrywanie cech.
To próba nadrobienia ich konsekwencji, aby nie stracić pracy, relacji czy akceptacji, często kosztem siebie samego.
W tej wersji kompensacji osoba autystyczna:
- nie udaje, że nie ma trudności,
- ale robi za dużo, by je „wynagrodzić”,
- tak jakby mówiła światu: „Wiem, że jestem inna, ale postaram się być przydatna, wartościowa, niezastąpiona. Nie odrzucajcie mnie.”
To forma desperackiej strategii przetrwania w świecie, który nie jest dostosowany do autystycznego sposobu bycia.
Jak objawia się kompensacja autystyczna?
1. W relacjach osobistych
To działania, które mają utrzymać sympatię i akceptację innych, nawet gdy wymagają ogromnego wysiłku:
- oferowanie nadmiernej pomocy, usług, pieniędzy, czasu, przestrzeni,
- bycie „zawsze dostępym”, nawet kosztem energii i zdrowia,
- tkwienie w toksycznych relacjach i związkach,
bo „i tak trudno znaleźć kogoś, kto mnie zaakceptuje”, - podejmowanie ryzykownych zachowań wśród nastolatków, aby „nie być dziwnym”.
To nie jest brak granic.
To strach przed odrzuceniem i próba zrównoważenia swojej odmienności.
2. W pracy i edukacji
Kompensacja bardzo często objawia się jako „nadmiarowe kompetencje”:
- zdobywanie kolejnych kursów, certyfikatów i dyplomów,
- robienie więcej niż inni, aby zasłużyć na akceptację przełożonych,
- wyręczanie współpracowników lub branie na siebie zbyt wielu projektów,
- obsesyjne uczenie się działania firmy, by w razie problemów móc być „niezastąpionym”.
Autyści często mówią:
„Jeśli nie potrafię się sprzedać na rozmowie, muszę mieć coś, czego nie da się zignorować: wiedzę, kwalifikacje, rzetelność.”
Nadmiar wiedzy bywa pasją, ale bywa też tarczą obronną.
3. W codziennym funkcjonowaniu
Często kompensacja łączy się z cechami autystycznymi:
- intensywne zainteresowania popychają do zdobywania wiedzy,
- trudności w ocenie ryzyka mogą zwiększyć gotowość do ryzykownych zachowań,
- potrzeba przewidywalności może skutkować braniem „zbyt dużo na siebie”, by uniknąć chaosu.
Granica między pasją a kompensacją bywa bardzo cienka.
Dlaczego autystyczna kompensacja bywa niezbędna — ale też wyniszczająca?
Plusy
- umożliwia zdobycie pracy i utrzymanie stabilności finansowej,
- daje poczucie sprawczości i niezależności,
- bywa sposobem na realizację pasji i rozwój,
- ułatwia nawiązywanie relacji i unikanie odrzucenia.
To nie jest tak, że kompensacja to samo zło.
W świecie niedostosowanym do neuroróżnorodności to często jedyna dostępna strategia przetrwania.
Minusy — i to poważne
Kompensacja ma jednak ogromną cenę:
1. Przepracowanie i chroniczne przeciążenie
Robienie „trzy razy więcej” niż inni prowadzi do:
- wypalenia,
- zaburzeń lękowych,
- depresji,
- spadku samooceny.
2. Finanse pod napięciem
Inwestowanie w kursy i studia, które nie przekładają się na realne możliwości awansu, może obciążać budżet i zwiększać poczucie niepewności.
3. Toksyczne relacje i wykorzystywanie
Osoby autystyczne, które nadmiernie dają z siebie w relacjach, są bardziej narażone na:
- manipulację,
- przyjaźnie jednokierunkowe,
- związki, w których są wykorzystywane.
4. Wypalenie autystyczne
Tak jak maskowanie, kompensacja prowadzi do:
- wyczerpania sensorycznego,
- utraty funkcjonalności,
- zaniku zainteresowań,
- regresu umiejętności.
To cena za „dopasowanie się” do świata, który rzadko daje coś w zamian.
Dlaczego kompensacja jest tak powszechna?
Bo autyści funkcjonują w rzeczywistości, która:
- premiuje powierzchowną socjalność,
- oczekuje elastyczności i umiejętności autopromocji,
- nie rozumie różnic sensorycznych i poznawczych,
- wymaga, by wartościowy człowiek był „łatwy w obsłudze”.
W takim świecie osoby autystyczne często czują, że muszą robić więcej, lepiej i bezbłędnie, żeby mieć to, co inni mają „za darmo”: pracę, relacje, akceptację.
Czy kompensacja może być zrównoważona?
To trudne, ale możliwe — pod pewnymi warunkami:
- Jeśli kompensacja wynika z pasji i ciekawości – może budować poczucie wartości.
- Jeśli wynika ze strachu przed odrzuceniem – zaczyna niszczyć.
- Jeśli to wybór – może dawać siłę.
- Jeśli to konieczność – może prowadzić do wypalenia.
Najważniejsze, by osoba autystyczna nie była w tym wszystkim sama — by mogła liczyć na bezpieczne relacje, dostosowaną pracę i przestrzeń, w której nie musi stale „wynagradzać światu swojego istnienia”.
Podsumowanie
Kompensacja autystyczna to niewidzialny wysiłek, który wielu autystów podejmuje każdego dnia. Jest czymś innym niż maskowanie: nie polega na ukrywaniu różnic, lecz na nadmiernym nadrabianiu ich konsekwencji.
Może pomagać funkcjonować — ale jej koszty emocjonalne, społeczne i zdrowotne bywają ogromne.
To, czego naprawdę potrzebujemy jako społeczeństwo, to nie autystyczna kompensacja, lecz autystyczna akceptacja — tak, by osoby neuroróżnorodne mogły żyć bez konieczności płacenia za to całym swoim zdrowiem.
Czym jest meltdown? Neurobiologiczne spojrzenie na przeciążenie i utratę regulacji
W sytuacjach silnego stresu każdy człowiek może odczuwać trudności z regulacją emocji. Jednak u części osób autystycznych takie przeciążenie przebiega inaczej – szybciej, intensywniej i bardziej gwałtownie. Nie wynika to z braku „silnej woli”, lecz z odmiennie funkcjonującego układu nerwowego. Zrozumienie tego mechanizmu pozwala na lepsze towarzyszenie, wspieranie i zapobieganie podobnym kryzysom.
Kiedy stres narasta – co dzieje się z układem nerwowym?
Wraz ze wzrostem lęku i przeciążenia zdolność regulowania emocji stopniowo maleje. U niektórych osób proces ten jest bardziej dynamiczny – aż dochodzi do punktu, w którym kontrola zostaje chwilowo utracona. Pomimo wszystkich prób opanowania sytuacji, ciało zaczyna reagować instynktownie.
Mogą pojawić się:
- płacz, krzyk,
- gwałtowne ruchy, chodzenie w tę i z powrotem,
- wybuchy złości,
- autoagresja lub zachowania samouspokajające na granicy bólu,
- nagłe „wyłączenie”, odcięcie emocjonalne.
Reakcje te nie są wybierane świadomie. To efekt intensywnego przeciążenia układu nerwowego, który działa w trybie „przetrwanie”.
Dlaczego tak się dzieje? Neurobiologiczny mechanizm przeciążenia
Ta reakcja często pojawia się w sytuacji, gdy rosną:
- wymagania zewnętrzne – presja, oczekiwania, zadania ponad zasoby,
- wrażliwość sensoryczna – hałas, światło, dotyk, tłum, zapachy,
- nieprzewidywalność otoczenia, która zwiększa poczucie zagrożenia,
- obciążenie poznawcze – trudności z szybkim przetwarzaniem informacji, łączeniem bodźców czy planowaniem.
Kiedy stresorów jest zbyt dużo, układ nerwowy zaczyna działać jak przeciążona instalacja elektryczna: zamiast płynnego przetwarzania pojawia się spięcie. Zjawisko to bywa nazywane meltdownem, czyli załamaniem sensoryczno-emocjonalnym.
W chwili przeciążenia następuje:
- gwałtowna utrata zdolności regulacji,
- przejęcie kontroli przez najstarsze ewolucyjnie części mózgu (m.in. ciało migdałowate),
- wyłączenie funkcji kory przedczołowej, odpowiedzialnej za ocenę sytuacji, logikę, planowanie i powściąganie impulsów.
W efekcie reakcja ma charakter mimowolny – jest fizyczna i emocjonalna jednocześnie.
Meltdown to nie atak złości. To neurologiczna reakcja na przeciążenie
Załamanie emocjonalne u osoby autystycznej często jest mylone z:
- „wybuchem złości”,
- „histeriami”,
- „brakiem wychowania”,
- „celowym zachowaniem”.
Tymczasem meltdown nie jest świadomą decyzją. To reakcja obronna organizmu, podobna do zbyt intensywnego alarmu bezpieczeństwa. Układ nerwowy mówi wtedy: „jest za dużo – nie dam rady przetworzyć więcej”.
Osoba w meltdownie nie manipuluje, nie próbuje zwrócić na siebie uwagi – ona walczy o regulację i poczucie bezpieczeństwa.
Co zwiększa ryzyko takiego załamania?
Najczęstsze czynniki to:
- chroniczny stres,
- kumulacja niewyrażonych emocji,
- przestymulowanie sensoryczne,
- brak przewidywalności lub nagłe zmiany,
- wyczerpanie,
- przeciążenie społeczne,
- zbyt wiele zadań naraz.
Często meltdown jest reakcją na „ostatnią kroplę”, podczas gdy realne przeciążenie narastało godzinami lub dniami.
Co może pomóc?
Skuteczne wsparcie nie polega na uciszaniu ani wymuszaniu zachowania „spokoju”. Pomocne mogą być:
- zapewnienie bezpiecznej przestrzeni (cisza, odizolowanie od bodźców),
- delikatna, jasna komunikacja bez presji,
- akceptacja emocji osoby w kryzysie,
- wsparcie sensoryczne (np. ciężki koc, ulubione przedmioty),
- unikanie logicznych rozmów w trakcie meltdownu,
- wracanie do analizy sytuacji dopiero wtedy, gdy układ nerwowy się uspokoi.
Prewencja jest równie ważna:
- dbanie o odpoczynek i przerwy,
- przewidywalność dnia,
- jasno określone granice i zasoby,
- redukcja bodźców,
- wsparcie w zarządzaniu stresem.
Załamanie to nie porażka – to sygnał o przeciążeniu
Załamanie nie oznacza słabości ani „niewłaściwego zachowania”. To manifestacja nadmiernego stresu, który przekroczył możliwości układu nerwowego. Zrozumienie tego mechanizmu pozwala reagować z empatią, a nie oceną.
Warto pamiętać:
osoby autystyczne nie potrzebują „treningu posłuszeństwa”, lecz dostosowanego, wspierającego środowiska i narzędzi regulacyjnych.
To, co na zewnątrz wygląda jak chaos, wewnątrz jest często desperacką próbą odzyskania równowagi.
Skuteczna psychoedukacja w neuroróżnorodności: jak pomagać, żeby naprawdę pomagać
Psychoedukacja jest jednym z najważniejszych elementów pracy z osobami neuroatypowymi — zarówno w gabinecie terapeutycznym, jak i w ramach wsparcia rodziny czy szkoły. Jednak aby była skuteczna, musi być dopasowana, elastyczna, motywująca i realistyczna.
Osoby neuroróżnorodne potrzebują czegoś więcej niż ogólnych porad. Potrzebują zrozumienia jak działa ich mózg, dlaczego reagują inaczej i jak mogą korzystać z własnych zasobów.
Poniżej opisane są cztery kluczowe zasady skutecznej psychoedukacji w neuroróżnorodności.
1. Psychoedukacja powinna uwzględniać indywidualny styl przetwarzania i odbioru informacji — dla jednych to będzie naukowe tłumaczenie, dla innych opis codziennych doświadczeń
W neuroróżnorodności nie istnieje „jedna właściwa forma” psychoedukacji.
Dla jednego osoby kluczowe będzie:
- poznać konkretne objawy,
- zrozumieć, co dokładnie „należy do ADHD”, a co wynika z przepracowania, stresu czy traumy,
- nazwać własne trudności i mocne strony.
Inna osoba poczuje ogromną ulgę dopiero wtedy, gdy zobaczy:
- jak działają szlaki dopaminowe,
- dlaczego jego mózg „skacze” albo „zamyka się”,
- dlaczego bodźce są przytłaczające,
- skąd biorą się trudności z planowaniem, przełączaniem uwagi lub elastycznością.
Osoby neuroróżnorodne mają bardzo różne style przetwarzania informacji.
Dlatego psychoedukacja może przybierać różne formy:
- graficzna (schematy, plansze, rysunki),
- konkretna (przykłady z życia, checklisty),
- doświadczeniowa (analiza codziennych sytuacji),
- poznawcza (model działania mózgu),
- emocjonalna (jak to wpływa na mnie, na relacje, na poczucie własnej wartości).
Najważniejsze pytanie, które powinien sobie zadać terapeuta:
„Czego ta konkretna osoba potrzebuje, aby lepiej zrozumieć siebie?”
Psychoedukacja nie może być standardem z prezentacji.
Musi być czyjaś.
2. Psychoedukacja musi być zgodna z wartościami — które mogą się zmieniać
Osoby neuroróżnorodne często funkcjonują w świecie, który nie został dla nich zaprojektowany. To rodzi presję: „musisz się dostosować”, „musisz robić jak inni”, „musisz to przełamać”.
Prawdziwie wspierająca psychoedukacja opiera się na pytaniu:
„Co jest dla Ciebie ważne?”
Dla niektórych priorytetem będzie:
- spokój sensoryczny,
- autonomia,
- relacje,
- rozwój zawodowy,
- wolność działania,
- kreatywność.
Dla innych — zupełnie coś innego.
Ale kluczowe jest to, że wartości mogą się zmieniać wraz z rozwojem, doświadczeniem i momentem życia.
Coś, co było priorytetem rok temu, dziś może już nie być aktualne.
Dlatego psychoedukacja musi zakładać elastyczność:
- „Co jest dla ciebie ważne TERAZ?”
- „Czy to wciąż jest aktualne?”
- „Jak wygląda twoja hierarchia wartości, kiedy masz więcej energii, a jak kiedy jesteś przeciążony?”
Zgodność z wartościami jest fundamentem autoregulacji i poczucia sensu.
W przeciwnym razie pojawia się przymus, bunt, unikanie lub poczucie klęski.
3. Psychoedukacja musi opierać się na motywacji — czyli bilans zysków, strat i wysiłku
Osoby neuroróżnorodne często mają wyjątkowo nieregularną lub specyficzną motywację — dopamina, przełączanie uwagi, stany przeciążenia czy hiperfokus mogą działać inaczej niż u większości populacji. Dlatego tradycyjne podejście „zrób to, bo tak trzeba” zwykle nie działa.
Skuteczna psychoedukacja opiera się na pytaniach:
- Co zyskujesz, kiedy to robisz? (korzyści osobiste, emocjonalne, zdrowotne, społeczne)
- Co tracisz, jeśli tego nie zrobisz? (realne konsekwencje, nie moralizowanie)
- Co jest łatwe i przyjemne? (zasoby, talenty, rutyny, preferencje sensoryczne)
- Co jest trudne, ale ważne? (obszary wysiłku, które mają sens, bo prowadzą do wartości)
Taka analiza pomaga uniknąć:
- presji z zewnątrz,
- zadań bez sensu,
- szkodliwego perfekcjonizmu,
- ciągłego przeciążenia.
Zamiast tego tworzy poczucie sprawczości i realizmu:
„Wiem, po co to robię i wiem, gdzie to jest w moim życiu”.
4. Psychoedukacja powinna być dostosowana do tego, co jest osiągalne tu i teraz
Neuroróżnorodne osoby bardzo często słyszą komunikaty, które nie mają pokrycia w ich realnych zasobach:
- „Musisz tylko bardziej się postarać”.
- „Zorganizuj się lepiej”.
- „Wystarczy wstać wcześniej”.
- „Wyłącz rozpraszacze”.
- „Miej więcej motywacji”.
Takie hasła nie tylko nie pomagają — one szkodzą.
Budują poczucie winy, porażki i „zepsucia”.
Skuteczna psychoedukacja:
- bierze pod uwagę poziom energii,
- uwzględnia sensorykę,
- uwzględnia funkcjonowanie wykonawcze,
- dopasowuje strategie do rzeczywistych możliwości,
- nie obiecuje cudów ani nagłych zmian,
- szanuje tempo i zasoby osoby.
Psychoedukacja musi być zakotwiczeniem, a nie listą zadań.
Psychoedukacja nie ma zmieniać osoby neuroatypowej w neurotypową.
Ma pomagać jej żyć w zgodzie ze sobą, rozumieć siebie i korzystać z własnych zasobów.
Neuroatypowość a osobowość: kiedy biologia spotyka środowisko
Coraz więcej badań zwraca uwagę na silny związek między neuroatypowością a rozwojem zaburzeń osobowości. Statystyki są jednoznaczne: nawet do 50% osób neuroatypowych spełnia kryteria diagnostyczne co najmniej jednego zaburzenia osobowości, a występowanie tych zaburzeń jest u nich nawet pięciokrotnie częstsze niż w populacji neurotypowej. Zrozumienie, dlaczego tak się dzieje, pozwala lepiej dostrzec, że problem nie leży w samej neuroatypowości, lecz w niedopasowaniu między biologią a oczekiwaniami środowiska.
Biologia a środowisko – dwa światy, które muszą nauczyć się współistnieć
Osobowość powstaje na styku dwóch elementów: tego, z czym przychodzimy na świat (temperament, neurobiologia, potrzeby sensoryczne i przetwarzania informacji) oraz tego, czego wymaga od nas otoczenie. Gdy te dwa światy są spójne, rozwój przebiega względnie harmonijnie.
Jednak u osób neuroatypowych ten „ punkt styku” bywa szczególnie trudnym miejscem. Ich układ nerwowy funkcjonuje inaczej — odbiera bodźce intensywniej lub słabiej, przetwarza informacje w odmienny sposób, inaczej reaguje na społeczne sygnały czy presję.
Kiedy środowisko oddala się zbyt daleko od biologii, człowiek zaczyna tworzyć liczne strategie przetrwania, które z czasem mogą stać się sztywnymi wzorcami osobowości. Te wzorce pierwotnie pełniły funkcję adaptacyjną, ale w dłuższej perspektywie zaczynają przynosić cierpienie.
Neuroatypowość w rodzinie – presja „uneurotypienia”
Paradoksalnie nawet w rodzinach, w których jedno z rodziców również jest neuroatypowe, presja asymilacji do świata neurotypowego może być ogromna. Nie wynika to z braku miłości czy zrozumienia, ale często z lęku, niewiedzy i doświadczeń własnego odrzucenia.
Rodzice — zarówno neurotypowi, jak i neuroatypowi — często słyszeli przez całe życie, że “trzeba się dostosować”, “nie wolno przesadzać”, “nie bądź przewrażliwiony/-a”. W dobrej wierze mogą więc próbować oszczędzić dziecku trudności, zachęcając je do „wtapiania się”, zamiast uczyć je rozumienia siebie i budowania życia w zgodzie z własną neurobiologią.
W efekcie nawet w domu dziecko:
- uczy się, że jego reakcje są „za duże” albo „niewłaściwe”,
- doświadcza warunkowej akceptacji,
- słyszy, że jego potrzeby są „zbyt wymagające” lub „niepraktyczne”,
- jest nadmiernie kontrolowane, by „nie robić problemów”,
- doświadcza unieważniania, a czasem również przemocy emocjonalnej — często nieintencjonalnej.
To właśnie w takich warunkach powstają sztywne mechanizmy, które po latach mogą przypominać cechy zaburzeń osobowości.
Świat nadmiaru – jak środowisko współczesne wyczerpuje zasoby
Współczesna rzeczywistość jest intensywna: hałaśliwa sensorycznie, szybka informacyjnie i przepełniona wymaganiami społecznymi. Dla osoby neuroatypowej każdy dzień może być jak bieg przez tor przeszkód, w którym maskowanie, dostosowywanie się i kontrolowanie reakcji pochłaniają większość zasobów.
W takim stanie:
- układ nerwowy znajduje się w chronicznym napięciu,
- reakcje emocjonalne stają się mniej elastyczne,
- trudniej jest regulować stres,
- pojawia się drażliwość, wyczerpanie, a niekiedy dysregulacja,
- strategie przetrwania sztywnieją, bo organizm nie ma przestrzeni na spontaniczność i odpoczynek.
To właśnie wyczerpanie biologicznych zasobów — nie cechy charakteru — często prowadzi do zachowań, które bywają błędnie interpretowane jako „manipulacyjne”, „nadwrażliwe”, „nieelastyczne” czy „dramatyczne”.
Zaburzenia osobowości jako reakcja, a nie wada
W tej perspektywie zaburzenia osobowości nie są „wadą charakteru”, lecz konsekwencją ciągłego niedopasowania i wieloletniego życia w trybie przetrwania.
To, co diagnozujemy jako „sztywne wzorce”, było kiedyś konieczną strategią — sposobem radzenia sobie z wymaganiami, które przekraczały możliwości układu nerwowego.
Gdy pozwolimy osobom neuroatypowym żyć w zgodzie z ich biologią, dawać im wsparcie zamiast presji, zrozumienie zamiast unieważniania, ich potrzeba takich strategii stopniowo się zmniejsza, a funkcjonowanie staje się bardziej elastyczne.
Co z tego wynika?
- Neuroatypowość nie jest ryzykiem sama w sobie — ryzykiem jest środowisko, które jej nie rozpoznaje i nie wspiera.
- Zrozumienie biologii własnego układu nerwowego może być kluczem do profilaktyki zaburzeń osobowości.
- Wsparcie rodzin, edukacja i psychoedukacja są niezbędne, aby przerwać międzypokoleniowy przekaz „musisz się dostosować, żeby przetrwać”.
Czy wbijanie w poczucie winy jest szkodliwe dla dziecka?
Poczucie winy jest emocją, która może pomagać w rozwoju odpowiedzialności – ale tylko wtedy, gdy jest zdrowe i adekwatne. Niestety, wielu dorosłych nieświadomie posługuje się wzbudzaniem winy jako metodą wychowawczą: „Zobacz, co przez ciebie zrobiłam”, „Zawiodłeś mnie”, „Przez ciebie mam teraz problem”.
Choć takie komunikaty mogą wydawać się skuteczne „tu i teraz”, w dłuższej perspektywie są dla dziecka wyjątkowo niszczące.
Poczucie winy niszczy poczucie własnej wartości
Dziecko regularnie słyszące, że coś robi „źle”, zaczyna zakładać, że nie potrafi zrobić nic wystarczająco dobrze.
W efekcie rośnie w nim przekonanie:
„Ze mną jest coś nie tak”.
To podkopuje wiarę we własne możliwości, inicjatywę i odwagę w eksplorowaniu świata.
Prowadzi do negatywnego obrazu siebie
Kiedy winę stosuje się jako narzędzie kontroli, dziecko nie myśli:
„Zrobiłem błąd.”
Zaczyna myśleć: „Jestem zły.”
To ogromna różnica. Błędy są częścią rozwoju, ale tożsamość kształtowana na przekonaniu o byciu „złym” pozostawia ślad na całe życie.
Uczy strachu, a nie odpowiedzialności
Wielu dorosłych sądzi, że poczucie winy „pomaga dziecku zrozumieć konsekwencje”. Jest odwrotnie.
Dziecko przytłoczone winą nie uczy się, jak naprawiać błędy – uczy się, jak ich unikać, by nie rozgniewać dorosłego.
Prowadzi to do:
- ukrywania trudnych sytuacji,
- kłamstw „żeby nie było awantury”,
- lęku przed podejmowaniem decyzji.
Utrudnia budowanie zdrowych relacji
Dzieci obarczane poczuciem winy w dorosłości często:
- przepraszają za wszystko,
- są nadmiernie uległe, aby nikogo nie rozczarować,
- albo wręcz przeciwnie – izolują się i nie ufają ludziom, bo relacje kojarzą im się z oceną i presją.
To zaburza poczucie bezpieczeństwa w kontaktach z innymi.
Hamuje ciekawość i samodzielność
Strach przed błędem jest jednym z największych wrogów rozwoju.
Dziecko, które boi się, że zostanie „winne”, przestaje:
- próbować nowych rzeczy,
- eksperymentować,
- szukać rozwiązań,
- podejmować inicjatywę.
A przecież dzieci uczą się głównie poprzez próby, błędy i ich analizę.
Tworzy toksyczne wzorce w dorosłości
Człowiek wychowany w atmosferze winy może jako dorosły:
- brać odpowiedzialność za emocje innych,
- angażować się w relacje, w których jest wykorzystywany,
- czuć się „złym człowiekiem” bez powodu,
- mieć problemy z asertywnością,
- odczuwać wstyd za sytuacje, na które nie ma wpływu.
To bardzo obciążające i często wymaga lat pracy terapeutycznej.
Zdrowa alternatywa: wspierające pokazywanie konsekwencji
Zamiast skupiać się na winie, warto pomagać dziecku:
- nazwać swoje emocje,
- zrozumieć sytuację,
- zobaczyć naturalne konsekwencje własnych działań,
- znaleźć rozwiązanie lub sposób naprawy.
Co to daje?
- tworzy bezpieczeństwo,
- buduje zaufanie do rodzica,
- pokazuje dziecku, że jego emocje są ważne,
- wspiera uczenie się odpowiedzialności bez lęku.
Warunek konieczny: rodzic musi być dorosły
Aby nie sięgać po poczucie winy jako narzędzie wychowawcze, rodzic sam musi:
- umieć regulować własne emocje,
- nie przerzucać swoich frustracji na dziecko,
- być świadomy własnych trudnych doświadczeń,
- umieć przyznać: „to moja reakcja, nie twoja wina”.
Dziecko nie może być odpowiedzialne za emocje dorosłego.
To dorośli mają być stabilni, przewidywalni i bezpieczni – nie odwrotnie.
Webinar o spektrum autyzmu
Terapia dziecka w spektrum autyzmu
Dziecko z diagnozą spektrum autyzmu rozwija się według innego algorytmu, odmiennego wzorca rozwojowego niż dziecko nieautystyczne.
Różnice dotyczą wzorców komunikacyjno-emocjonalnych. Dziecko inaczej koduje informacje oraz inaczej je przetwarza i komunikuje. Inaczej nie oznacza gorzej.
Przez wiele lat istniało przekonanie, że najlepsze, co można zrobić to nauczyć dzieci autystyczne funkcjonowania w świecie osób nieautystycznych. Miały się dostosować, przez to zwiększyć szansę na odnoszenie sukcesów społecznych.
Rozwój badań pozwolił nam zrozumieć, że problem jest bardziej złożony.
Nie każde dziecko rozwijające się w spektrum wymaga terapii, często potrzebne jest wsparcie.
Jak zatem mądrze wspierać dziecko w rozwoju?
Jeśli chcemy wspierać mądrze, to musi się to odbywać w zgodzie z potrzebami danego człowieka i poszanowaniem jego godności i praw. Nie każda osoba w spektrum jest w stanie obronić się przed przemocą czy też jasno wyrazić swoje potrzeby. Niezbędna jest wrażliwość i uważność.
Na pierwszym miejscu powinniśmy widzieć człowieka, nie autyzm.
Etykiety szkodzą. Powodują, że przestajemy się zaciekawiać, już wiemy. Skoro wiemy, to nie pytamy.
Niezwykle ważne dla osób w spektrum jest budowanie samoświadomości. Uczenie jak dane dziecko przeżywa różne rzeczy, co się dzieje z jego ciałem, jaki jest jego profil sensoryczny, co się z nim dzieje, gdy przeżywa emocje.
Niestety, nie mamy do tego gotowego skryptu. Nie wystarczy rozmawiać o sposobach, trzeba odkryć, jak jest u tego konkretnego dziecka. Wynika to z tego, że wśród osób autystycznych jest bardzo duże zróżnicowanie. Ile osób, tyle możliwości.
Przysłowia
Poniżej znajduje się pomoc terapeutyczna dla dzieci.
Złość, czy agresja
Poniżej znajduje się przygotowane przeze mnie ćwiczenie pomocne do nauki rozróżniania złości od agresji.
Fakt, czy wyolbrzymianie
Poniżej znajduje się przygotowane przeze mnie ćwiczenie on-line pomocne w pracy ze zniekształceniami poznawczymi.
Jak oni się czują?
Poniżej znajduje się przygotowane przeze mnie ćwiczenie on-line pomocne przy nauce rozpoznawania emocji.
Dziecięca złość
Do mojego gabinetu często trafiają rodzice zaniepokojeni agresywnymi zachowaniami dziecka. Opowiadają, że sobie nie radzą i nie rozumieją skąd w dziecku tyle złości. Wpadają w spiralę bezsilności i lęku. Podejmują kolejne działania, które tylko nasilają problem.
Złość jest odbierana jako coś negatywnego, a przecież jest to taka sama emocja, jak każda inna. Potrzebna i ważna. Przeżywamy ją wszyscy. Jest dla nas drogowskazem, że dzieje się coś, co narusza nasze granice, daje poczucie niesprawiedliwości lub skrzywdzenia. Niesie ze sobą ogromną energię, która ma pomóc w zmianie tej sytuacji. Ważne jest, aby umieć sobie z nią radzić, tak, aby nie krzywdzić innych. Niezwykle ważne jest, aby rozumieć z czego wynika.
To co widzimy, to agresywne zachowanie dziecka. Dziecko kipiące złością — bijące, przezywające, niszczące przedmioty. Warto zastanowić się jakie emocje towarzyszyły dziecku wcześniej? Z czym sobie nie poradziło, jak się czuło? To pozwoli nam lepiej je zrozumieć i skuteczniej pomóc.
Drugim pytaniem, które warto sobie zadać, to: Które potrzeby dziecka, być może, nie są zaspokajane, że przeżywa ono tyle trudnych emocji?
Ilustracja przedstawia niektóre z możliwości.

Prześledźmy również listę potrzeb.

Żadne dziecko nie chce być złe. Jeżeli pojawiają się trudne zachowania, to powinien być to dla nas sygnał, że dziecko nie umie sobie z czymś poradzić i potrzebuje naszego wsparcia. To naszą rolą — dorosłych, jest dotarcie do przyczyn i zapewnienie dziecku skutecznej pomocy.
Trening umiejętności społecznych

Dlaczego umiejętności społeczne są tak ważne?
Umiejętności społeczne to fundament funkcjonowania człowieka – zarówno w dzieciństwie, jak i w dorosłości. Można wręcz powiedzieć, że nie ma obszaru życia, w którym nie byłyby potrzebne. Badania pokazują, że osoby o wysokich kompetencjach społecznych:
- łatwiej nawiązują i utrzymują przyjaźnie,
- lepiej radzą sobie w związkach,
- odnoszą większe sukcesy zawodowe,
- są bardziej zadowolone ze swojego życia społecznego.
To umiejętności, które wpływają na jakość życia bardziej niż sama wiedza szkolna.
Jak rozwijają się umiejętności społeczne?
Typowe dziecko uczy się ich naturalnie – poprzez obserwację rodziców, rodzeństwa, rówieśników i sytuacji społecznych wokół niego. Proces ten:
- zaczyna się tuż po narodzinach,
- przebiega spontanicznie i nieprzerwanie,
- trwa aż do dorosłości.
Dziecko przygląda się temu, jak inni rozmawiają, proszą o pomoc, żartują, wyrażają emocje czy rozwiązują konflikty – i stopniowo zaczyna robić to samo.
Z czego wynikają trudności?
Gdy dziecko zachowuje się w sposób nieadekwatny albo nie przestrzega norm społecznych, często zakładamy, że zostało źle wychowane lub otrzymało niewłaściwe wzorce. Tymczasem nie zawsze przyczyna leży w środowisku.
Istnieje grupa dzieci, które – mimo dobrych wzorców i wspierających dorosłych – mają trudności z przyswajaniem wiedzy społecznej. Dzieci te mogą:
- nie rozumieć niepisanych zasad,
- mieć problem z odczytywaniem emocji innych,
- nie zauważać wskazówek niewerbalnych,
- interpretować sytuacje społecznie dosłownie,
- reagować nieadekwatnie do kontekstu,
- mieć trudność z przewidywaniem konsekwencji własnych zachowań.
Do zaburzeń, które zakłócają naturalny proces uczenia się umiejętności społecznych, należą m.in.:
- spektrum autyzmu (w tym zespół Aspergera),
- ADHD,
- trudności językowe i komunikacyjne,
- zaburzenia przetwarzania sensorycznego,
- niektóre zaburzenia rozwojowe i emocjonalne.
Bez wsparcia trudności te mogą pogłębiać się, prowadząc do wtórnych problemów – lęku, izolacji, zaniżonego poczucia własnej wartości czy konfliktów rówieśniczych.
Kluczowe umiejętności społeczne — co naprawdę trenujemy?
Umiejętności społeczne to szeroki zestaw kompetencji. Najważniejsze obszary, które zwykle ćwiczy się w TUS lub indywidualnej terapii, to:
1. Rozpoznawanie i rozumienie emocji
- nazywanie własnych emocji,
- zauważanie sygnałów z ciała,
- identyfikowanie emocji u innych,
- dopasowanie reakcji do sytuacji.
2. Komunikacja
- rozpoczynanie i podtrzymywanie rozmowy,
- zadawanie pytań,
- aktywne słuchanie,
- naprzemienność w dialogu,
- komunikaty „ja”.
3. Umiejętności relacyjne
- nawiązywanie kontaktów,
- współpraca, dzielenie się,
- budowanie przyjaźni,
- radzenie sobie z odrzuceniem, krytyką i presją rówieśniczą.
4. Samoregulacja i radzenie sobie
- kontrola impulsów,
- strategie radzenia sobie w trudnych sytuacjach,
- zarządzanie stresem i pobudzeniem,
- odraczanie gratyfikacji.
5. Rozwiązywanie konfliktów i podejmowanie decyzji
- analiza sytuacji,
- przewidywanie konsekwencji,
- szukanie rozwiązań,
- negocjowanie i ustalanie kompromisów.
6. Elastyczność poznawcza i społeczna
- akceptowanie zmian,
- dostrzeganie perspektywy innych,
- trzymanie się zasad, ale także rozumienie wyjątków.
Wszystkie te kompetencje mają bezpośredni wpływ na to, czy dziecko potrafi odnaleźć się w grupie, w szkole, w relacjach i w dorosłym życiu.
Czy da się coś zmienić?
Tak. Choć nie każde dziecko przyswaja wiedzę społeczną spontanicznie, każde może się jej nauczyć, jeśli zastosujemy odpowiednie metody. Współczesne programy terapeutyczne – takie jak TUS – wykorzystują:
- modelowanie zachowań,
- odgrywanie scenek,
- ćwiczenia z analizą sytuacji społecznych,
- trening rozpoznawania emocji,
- psychoedukację,
- naukę konkretnych strategii radzenia sobie,
- wzmacnianie pozytywne.
Dzięki temu dzieci z różnymi trudnościami mogą stopniowo budować kompetencje, które dla innych rozwijają się naturalnie.
Umiejętności społeczne nie są wrodzone – uczymy się ich.
Większość dzieci przyswaja je samoistnie, lecz część potrzebuje dodatkowego, systematycznego wsparcia. Odpowiednie metody terapii mogą wyrównać deficyty i sprawić, że młody człowiek:
- lepiej poradzi sobie w grupie,
- będzie budował satysfakcjonujące relacje,
- poczuje większą pewność siebie,
- sprawniej poradzi sobie w dorosłym życiu.
Trening Umiejętności Społecznych (TUS).
<span class=„caps”>ADHD</span> — wczesne objawy
ADHD
Zespół kinetyczny opisywany zgodnie z obowiązująca w Polsce klasyfikacją ICD-10 popularnie nazywany jest nadpobudliwością psychoruchową lub zgodnie z klasyfikacją amerykańską — ADHD (zespół zaburzeń uwagi z nadaktywnością (attention-deficit/hyperactivity disorder).
Zaburzenie to cechuje się trudnościami z koncentracją uwagi, nadruchliwością i impulsywnością w stopniu utrudniającym funkcjonowanie dziecka bądź w stopniu niewspółmiernym do jego rozwoju.
Diagnozę ADHD najczęściej stawia się między 6. a 9. rokiem życia dziecka. Objawy stają się wyraźne między 5. a 7. rokiem życia, ale bardzo często dopiero w szkole jest to zauważane głównie dlatego, że
wszystkie trzy objawy osiowe ściśle wiążą się temperamentalnymi cechami, które mają duży wpływ na relacje z otoczeniem.
Zwykle najwcześniej dostrzegana jest nadruchliwość. Dziecko jest bardziej ruchliwe od rówieśników,
nie jest w stanie usiedzieć na miejscu, nie potrafi spokojnie bawić się ani odpoczywać, wykonuje nerwowe ruchy rąk i/albo nóg, często jest nadmiernie rozgadane oraz hałaśliwe.
Są badacze, którzy twierdzą, że najwcześniejsze objawy ADHD można zauważyć już w łonie matki.
Już w okresie przedszkolnym zauważamy u dziecka zachowania impulsywne, wynikające z deficytów hamowania reakcji.
Dziecko nie jest w stanie powstrzymać się przed działaniem, wchodzi przez to w konflikty, łatwo się obraża, ma trudność z przystosowaniem do nowych sytuacji. Bodźce na które są narażone wywołują natychmiastową reakcję motoryczną i emocjonalną, bez względu na jej uzasadnienie w danej chwili.
Gdy dziecko trafia do szkoły na plan pierwszy wysuwają się problemy z koncentracją uwagi. U dziecka z ADHD trwałość uwagi jest bardzo mała, a przerzutność – nadmierna, co powoduje zmniejszoną zdolnością do koncentracji na jednym zjawisku przez dłuższy czas. Dziecko takie nie nie stosuje się do instrukcji, nie słucha uważnie. Ma trudność z zapamiętaniem co miało zrobić.
Otoczenie postrzega je często jako agresywne, bo nie mają problem z powstrzymaniem się od natychmiastowego zaspokajania potrzeb.
<span class=„caps”>ZABURZENIE</span> <span class=„caps”>OSOBOWOŚCI</span> typu Borderline — Borderline Personality Disorder
Wcześniej zaburzenia o objawach charakterystycznych dla nerwicy i psychozy nazywano: ukrytą schizofrenią, pseudoneurotyczną schizofrenią, schizofrenią ambulatoryjna albo charakterem psychotycznym.
Według DSM-IV zaburzenie osobowości borderline, to uogólniony wzorzec niestabilnych relacji interpersonalnych, wyobrażeń o sobie, uczuć współwystępujących z wyraźną impulsywnością, który pojawia się u jednostki w różnych kontekstach od okresu wczesnej dorosłości.
Dla zaburzenia borderline charakterystyczna jest duża różnorodność objawów. Często mówi się, że osoby takie balansują pomiędzy depresją, niepokojem i gniewem, którym reagują na najmniejszą nawet prowokację. Można powiedzieć, że ludzie ci w kontaktach interpersonalnych prezentują wzorzec funkcjonowania oparty o impulsywność i niestabilność. Jednocześnie wykazują nadmierną troskę o własny wizerunek i charakteryzuje je zmienny nastrój. Stanowi temu towarzyszy chroniczne uczucie pustki. Łatwo się nudzą i ciągle poszukują innych form aktywności.
Jednostki takie mają z reguły zaburzone i niestabilne poczucie tożsamości, a przez to ich kontakty z otoczeniem są niestałe i obciążone poczuciem zagrożenia. Ogromnie boją się odrzucenia i podejmują desperackie wysiłki, by tego uniknąć. Są bardzo niepewne siebie, co powoduje, że wciąż czują się przez otoczenie lekceważone. Prowadzi to często do słownych ataków na partnera lub nawet zagrożenia samobójstwem.
Statystyki pokazują, że od 8% do 10% osób z tej grupy umiera z powodu udanych prób samobójczych lub dokonuje poważniejszych ataków samookaleczenia, które często przynoszą im ulgę w odreagowaniu lęku i dysforii.
Osoby z zaburzeniami bordeline często zmieniają partnerów. Tworzą związki z początku wyidealizowane, które często kończą się gorzkim rozczarowaniem i żalem.
W bezwzględny sposób niszczą związki z innymi ludźmi, a jednocześnie towarzyszy im stałe uczucie pustki, bardzo źle znoszą samotność. Miewają wprawdzie epizody bycia opiekuńczymi i empatycznymi, ale idzie to w parze z oczekiwaniem wzajemności w postaci bezwarunkowego zaspokajania ich potrzeb i wymagań.
Czasem zdarza się, że osoby z borderline mają krótkie i przelotne epizody utraty kontaktu z rzeczywistością. Miewają wtedy urojenia, halucynacje, paranoiczne przeświadczenia, wypaczenie obrazu własnego ciała lub objawy dysocjacyjne, a nawet psychotyczne. Charakterystyczne jest również ponoszenie porażek w sytuacjach, które powinny zakończyć się sukcesem.
Osoby z borderline nie potrafią wykorzystać swoich talentów i posiadanych umiejętności. Wielu badaczy tej problematyki porównuje ich życie do nieustającej męki. Wiąże się to również z większym ryzykiem zaburzeń lękowych, wystąpienia zaburzeń nastroju w tym depresji oraz choroby afektywnej dwubiegunowej, zaburzeń odżywiania w tym anoreksji i bulimii, zespołu obsesyjno-kompulsywnego, zaburzeń pod postacią somatyczną, uzależnienia.
Wybrane teorie
Podstawowym pytaniem jakie stawiają sobie klinicyści jest czy u podłoża tego zaburzenia leżą specyficzne czynniki środowiskowe, biologiczne, społeczne decydujące o jej kształtowaniu się. Główne koncepcje dynamicznie rozwijające się na przestrzeni ostatnich lat skupione są na relacji z obiektem, psychologii self, koncepcji behawioralno-poznawczej i biospołecznej. Inni badacze biorą pod uwagę genetykę, neurobiologię, zaniedbanie i traumę w dzieciństwie.
Współczesne koncepcje psychoanalityczne
Lidia Cierpiałkowska w Psychologii zaburzeń podaje, że „Jedna z pierwszych klasyfikacji opierała się na zaobserwowanych różnicach w relacji pacjent analityk i proponowała rozróżnienie między czymś co Freud nazywał jako nerwicę opartą na przeniesieniu, a czymś nazywanym jako nerwicę nie opartą na przeniesieniu”. Do tej drugiej grupy można zaliczyć zaburzenia z pogranicza psychozy i nerwicy wobec których psychoanaliza była bezskuteczna.
Modele opisowe w psychoanalizie
Spośród proponowanych przez psychoanalityków opisów zaburzeń z pogranicza na poziomie deskryptywnym do najbardziej cenionych należy koncepcja Grinkera i jego współpracowników. Goldstein pisze, iż zespół Grinkera wyodrębnił cztery cechy ludzi z BDT, na podstawie których podzielono zaburzenia na cztery grupy szeregowane od kontinuum nerwic do psychoz. Wyróżnić tutaj możemy: złość, defekt w kontaktach interpersonalnych, brak spójności self, depresja.
Natomiast Gunderson zaproponował aktualną wersję symptomów zaburzeń z pogranicza. Należą do nich: niskie osiągnięcia, impulsywność, próby samobójcze, epizody psychotyczne, dobra socjalizacja połączona z nie znoszeniem samotności, zaburzone związki intymne.
Model konfliktu w koncepcji Kernberga
Cierpiałkowska w Psychologii zaburzeń podaje, iż „Model konfliktu zakłada, że zaburzenie borderline to pewnego rodzaju intrapsychiczna struktura obronna powstająca w dzieciństwie i związana z wadliwą integracją popędów, afektów i relacji z obiektem” .
Model deficytu
W tym modelu mamy doczynienia z założeniem, iż w strukturze osobowości istnieją takie niedostatki jak: uszkodzenie funkcji ego, defekty struktury self, brak stałości obiektu, dyfuzji tożsamości, rozszczepienia, braku zdolności do emocjonalnego wiązania się z obiektem. Tutaj, inaczej niż w modelu konfliktu osobowość z pogranicza nie jest zdeterminowana rozszczepieniem bo nie ma uwewnętrznionego dobrego obiektu. Powoduje to przeżywanie silnych przed porzuceniem co jest w tym wypadku najważniejsze, gdyż osoby z pograniczną osobowością mają duże problemy w kontaktach interpersonalnych. Model ten wykorzystywany jest do tworzenia zasad terapii osób z borderline polegający na wzmacnianiu siły ego, spójności self i poczucia bezpieczeństwa.
Koncepcje poznawczo-behawioralne
Generalnie według tych koncepcji każde zaburzenie osobowości charakteryzuje się zespołem nadmiernie rozwiniętych wzorców zachowania oraz zespołem wzorców niedostatecznie rozwiniętych. Występują tutaj także fałszywe przekonania o sobie i świecie wiążące się z negatywnymi emocjami. Zaburzenia osobowości typu borderline spowodowane są nieadekwatnymi oddziaływaniami środowiska, podtrzymywane neurotycznymi mechanizmami samoponiżania, karania i potępiania innych za trudne warunki życia.
Psychoewolucyjna koncepcja Becka
Beck twierdzi, że osobowość to zbiór strategii służących łagodzeniu konfliktu pomiędzy dążeniem do przeżycia i prokreacji, a wymaganiami otoczenia. Zaburzenie z pogranicza psychozy i nerwicy, podobnie jak każde inne tłumaczy jako indywidualnie odziedziczone i ukształtowane strategie wobec szybko zmieniających się warunków życia. Natomiast już same zaburzenia typu borderline tłumaczy biologiczną predyspozycją jednostki do niskiej tolerancji na stres oraz zniekształceniem poznawczym i historią uczenia się wzmocnień.
Biospołeczne koncepcje
Koncepcje biospołeczne rozwijane są przez dwa zespoły kierowane przez T. Millona oraz M. Linnehan.
Biospołeczny model M.Linnehan
Model ten zakłada wrodzone oraz społeczne przyczyny powstawania zaburzeń z pogranicza, które ujawniają się w postaci specyficznych wzorców zachowań. Te behawioralne wzorce Linehhan przedstawia na trzech dymensjach osi uwarunkowań społecznych:
- Emocjonalna podatność na zranienie vs. Unieważnienie afektu;
- Aktywna pasywność vs. pozorna kompetencja;
- Nieustający kryzys vs. Powstrzymywanie żałoby;
W późniejszym okresie Linnehan stwierdza, że pierwotną przyczyną zaburzenia borderline jest dysfunkcja w zakresie regulacji emocji, a pozostałe objawy stanowią rezultat nieprzystowawczych prób radzenia sobie jednostki z deficytem.
Biospołeczny model zaburzeń osobowości T. Millona
Biospołeczny model zaburzeń osobowości wywodzi się z teorii ewolucji i społecznego uczenia się. Wskazuje na współwystępowanie czynników biologicznych, psychologicznych i społecznych. Wedle teorii tej tworzenie się prawidłowej lub zaburzonej osobowości zależy od możliwości uczenia się i radzenia sobie ze stresem w różnych warunkach środowiska. Model osobowości w aspekcie tej teorii opisywany jest przez Millona na 3 dymensjach:
- Przyjemność- ból, gdzie przyjemność ma na celu poprawę jakości życia, a ból zorientowany jest na pokonanie czynników środowiskowych, które mogą tę jakość obniżyć;
- Bierność-aktywność, gdzie bierna orientacja to przystosowywanie się do wzmocnień występujących w jednej niszy ekologicznej. Aktywna orientacja zaś to tendencja do przekształcania i modyfikowania środowiska w poszukiwaniu nowych wzmocnień;
- Ja-inni, aby uniknąć wyginięciu organizmy rozwinęły strategie rozrodcze w biologii określane za pomocą liter R i K, gdzie R to tendencja do zachowań egoistycznych, samolubnych i niewrażliwych, zaś K to tendencja do zachowań opiekuńczych i zabiegających.
Ze względu na zależność od siły i pozycji poszczególnych komponentów Millon dzieli osobowość na 4 rodzaje:
a) Zrównoważone – zachowują równowagę między skrajnymi formami aktywności z 3 dymensji
b) Wykazujące niedobór – nie są zdolne do doświadczania lub działania skierowanego na osiągnięcie wszystkich 3 celów egzystencjalnych
c) Niezrównoważone – można umiejscowić na 1 z 3 krańców dymensji
d) Konfliktowe – zmagają się z ambiwalencją, tzn. dążą raz w jednym raz drugim kierunku na dymensji
Każde z zaburzeń osobowości Millon opisuje na 4 poziomach: behawioralnym, fenomenologicznym, intrapsychicznym i biopsychicznym.
Genetyczne przyczyny powstawania borderline
Jak wiemy osobowość jest po części dziedziczna więc wynika z tego, że osobowość pograniczna też powinna. Wedle medycyny istnieje wpływ genów na zaburzenie osobowości typu borderline. Jedno z większych badań nad bliźniętami wykazało, że jeżeli jedno z bliźniaków spełnia kryteria diagnostyczne borderline, to drugie ma 35% na ryzyko tej choroby.
Neurobiologia
W zaburzeniach osobowości z pogranicza ogromną rolę mają neuroprzekaźniki takie jak serotonina, noradrenalina i acetylocholina, GABA oraz glutaminian. W niektórych badaniach mózgu opisano zmiany w następujących obszarach układu czołowo-limbicznego osób z borderline: kora przednia zakrętu obręczy, kora czołowo-oczodołowa, kora przedczołowa grzbietowo-boczna, hipokamp, ciało migdałowate. W jednym z badań wykryto nieprawidłowy podstawowy metabolizm w obszarach przedczołowych. Obszary te prawdopodobnie odpowiadają za transmisję serotoninergiczna, a zmiany w tych obszarach mogą być związane z odhamowywaniem agresji i działaniami impulsywnymi. Wrońska podaje także, że u osób z borderline stwierdzono redukcję płatów czołowych i czołowo- oczodołowych oraz spadek stężenia markera integralności mózgu-kwasu acetyloasparginowego. Ponadto w innych badaniach opisano redukcję objętości hipokampa i ciała migdałowatego.
Zaniedbanie i trauma w dzieciństwie
Liczne badania wykazały silny związek pomiędzy wykorzystywaniem w dzieciństwie i rozwojem borderline. Wiele z tych osób podaje w wywiadzie wystąpienie wykorzystywania seksualnego, przemocy fizycznej lub psychicznej. Okazuje się, że pacjenci z borderline znacznie częściej niż w przypadku reszty populacji wskazują na słowne, fizyczne, emocjonalne i seksualne wykorzystywanie przez opiekunów obu płci.
BIBLIOGRAFIA
- L. Cierpiałkowska, Zaburzenie osobowości Borderline w: Psychologia zaburzeń osobowości, red. Lidia Ciepiałkowska, wyd. UAM, Poznań 2004
- Goldstein. G. Eda, Zaburzenia z pogranicza — modele kliniczne i techniki terapeutyczne, GWP, Gdańsk 2003
- D. Górska, Organizacja osobowości borderline w kontekście Kernberga teorii reakcji z obiektem, w: Współczesna psychoanaliza — teoria relacji z obiektem, red. L. Cierpiałkowska, J. Gościniak, wyd. Fundacji Humaniora, 2005
- A. Jakubik, Dylemat osobowości pogranicza, psychologia.edu.pl
- A. Jakubik: Zaburzenia osobowości. W: S. Dąbrowski, J. Jaroszyński, S. Pużyński (red.): Psychiatria. PZWL, Warszawa 1987a, t. 1, 230–248.
- A. Reber, Słownik psychologii, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2000
- A. Wrońska, Zaburzenia osobowości typu borderline, epidemiologia, etiologia, leczenie w: Psychiatria w praktyce ogólnolekarskiej, tom 7, nr.4, Via Medica, Gdańsk 2007
Wakacyjne obozowe wspomnienia
Obóz terapeutyczny Białka Tatrzańska — lipiec 2013 r.
Obóz terapeutyczny Sulęczyno — lipiec 2013 r.
Nie wylejmy dziecka z kąpielą, czyli o zamieszaniu wokół <span class=„caps”>ADHD</span>
Ostatnio dość głośno zrobiło się wokół rzekomego przedśmiertnego stwierdzenia przez doktora Eisenberga, iż ADHD nie istnieje.
Niestety, kolejny raz przekonujemy się, że ludzie mają ogromną potrzebę doszukiwania się sensacyjnych wiadomości, natomiast niezbyt chętnie je weryfikują.
Bardzo mnie, osobiście, poruszyły tego typu działania. Wiem ile trudu kosztuje rodziców wychowanie dziecka z ADHD, jak ciężka i długotrwała jest to praca. Poproszono nas o wypowiedz w tej sprawie.
Oto ona:
Co kilka-kilkanaście miesięcy wraca temat dr Eisenberga odpowiedzialnego za odkrycie ADHD, który ponoć tuż przed śmiercią przyznał, że to fikcyjna choroba. Jak środowisko specjalistów dziś odnosi się do takich rewelacji?
No cóż, istnieją środowiska w jakiś sposób zainteresowane podważaniem oficjalnych metod leczniczych. I zapewne to robią. Do tego mamy całkiem dużą grupę ludzi z paranoiczną podejrzliwością, którzy będą nieufnie patrzeć na każdy produkt, którego działania nie rozumieją. Tak samo jest ze szczepionkami. Rynek jest bardzo duży a zdesperowani rodzice wydadzą każde pieniądze mając nadzieję na szansę wyleczenia. Aby mieć dostęp do tych pieniędzy trzeba tylko podkopać zaufanie do medycyny.
Dodatkowym problemem jest to, że farmakoterapia wydaje się szalona! Mamy pozornie absurdalną sytuację, że dziecku nadpobudliwemu podajemy środek, który jest pobudzający. Czyli taki, który u dziecka przeciętnego wywołuje objawy podobne do ADHD. Gdzie tu sens, gdzie logika? Po prostu środek pobudzający stosowany typowo w przypadku ADHD „podkręca” bardziej ośrodek hamujący i w rezultacie pozwala dziecku (i dorosłemu) się wyciszyć.
W dodatku klasyczne środki uspokajające działają na ADHD’owców odwrotnie. Często stosowany przez psychiatrów lek o nazwie hydroxizinum daje u ADHD’owców wręcz katastrofalne efekty. Nie zmniejsza nadruchliwości i wyłącza rozsądek. Efekty bywają dramatyczne. A tak na koniec — Eisenberg nie był „odkrywcą” ADHD, pierwsze opisy są o kilkadziesiąt lat starsze niż opis Eisenberga.
Wreszcie są też pacjenci, mają konkretne objawy — nie ma tu chyba miejsca na fikcję?
Nie ma tutaj miejsca na fikcję, a całe zamieszanie wynika z nieudolnego i tendencyjnego przetłumaczenia omówień artykułów dr Eisenberga. Nawet nie sięgnięto do oryginalnych prac Eisenberga, bo były pisane po niemiecku. Ktoś w jednym z materiałów z rozbrajającą szczerością wyznał, że posługiwał się automatycznym tłumaczeniem tekstów!
ADHD istnieje i ma konkretne objawy zarówno u dzieci jak i u dorosłych. Tego typu komentarze wyrządzają ogromną krzywdę ludziom, którzy na co dzień muszą się zmagać z dużymi problemami. To, co dla nas jest oczywiste, oni muszą latami wypracowywać. Dodatkowo teraz każdy zapamięta jedynie głośny nagłówek, że ADHD nie istnieje, a mało kto wczyta się w dementujące to komentarze.
Zarzutem, który powraca wraz z rozmowami o fikcyjności ADHD jest chęć podniesienia zysków firm farmaceutycznych, ale , proszę mnie wyprowadzić z błędu jeśli jest inaczej — terapia farmakologiczna zwłaszcza u dzieci to chyba ostateczność i są inne metody leczenia, takie jak zajęcia terapeutyczne, a nawet odpowiednio dobrana dieta?
Oczywiście koncerny chcą maksymalizować zyski, tego nikt nie neguje. Ale jest konkurencja, ceny leków poszły mocno w dół, więc nie przesadzajmy z mafijnością koncernów.
Terapia farmakologiczna nie jest ostatecznością, bywa niezbędnym komponentem leczenia. Ale oczywiście wyłącznie połączona z odpowiednią psychoterapią i właściwymi metodami wychowawczymi. Farmakologia samodzielnie może nawet napsuć, tabletka nie wychowa dziecka. Wszelkie inne metody, czyli dieta, ziółka, suplementy mają wartość równą placebo. Są kompletnie nieskuteczne, ale za to bardzo kosztowne.
Jedno należy mocno podkreślić: samo leczenie farmakologiczne nie powinno mieć miejsca, bo jest tylko chwilowym środkiem zaradczym. Trwałe efekty dają jedynie połączone terapie.
Czy takie zarzucanie, iż mamy do czynienia z „fikcyjną chorobą” może mieć negatywne skutki?
Tak, może mieć dramatyczne skutki. Dzieci dotknięte ADHD mają często bardzo niską samoocenę. Można im ją podnieść przekonując, że ich niepowodzenia są wynikiem choroby a nie tym, że one są do niczego. Kolejna wrzutka „ADHD nie istnieje” powoduje natychmiast u tych dzieci katastrofalne zniżki samooceny i nasilenie objawów. Dodatkowo rodzice, którzy autentycznie kochają i troszczą się o swoje dzieci mogą zostać wtłoczeni w poczucie winy i zostać przekonani, że problemy ich pociech wynikają z błędów wychowawczych. Zdezorientowany, zaszczuty rodzic nie jest w stanie wychować szczęśliwego człowieka, ani w sposób właściwy pokierować jego przyszłością.
Dodatkowo, rodzice, który doświadczają bezsilności w kontaktach ze szkołą i ze specjalistami sami popadają w nerwice, depresje i fobie szkolne. Trzeba powiedzieć jasno i dobitnie: takie kampanie wywołują ludzie bez wyobraźni, którzy swoimi działaniami dewastują kruchą strukturę psychiczną dzieci dotkniętych ADHD. Dla rozładowania własnych fobii lub załatwienia interesów niszczą dzieci i ich rodziców.
Czy ludziom z ADHD w Polsce przysługują w ogóle jakieś przywileje , jak choćby szansa na przedłużony czas pisania egzaminu?
Diagnoza ADHD nic nie daje podczas egzaminów. Pozwala jedynie uzyskać zalecenia dla nauczycieli co do metod postępowania z dziećmi. Przy czym, według mnie, takie typowe zalecenia powinny być stosowane wobec wszystkich dzieci, a nie tylko wobec dzieci dysfunkcyjnych. I to jest dramat, bo szkoły wyspecjalizowały się w karaniu dzieci, a nie motywowaniu pozytywnym. Rezultaty znamy: obniżający się poziom nauczania, agresja w szkole. To są wszystko wyniki opresyjności metod szkolnych. Nie tylko dzieci z ADHD zasługują, żeby traktować je po ludzku. Dziecko z ADHD nie otrzymuje także zalecenia do nauki w klasie integracyjnej, a więc zwykle trafia do zwykłej, przeładowanej klasy, gdzie jeszcze trudniej jest mu skupić uwagę. To prosta droga do katastrofy.
ADHD to też skrót, którym ludzie żonglują coraz częściej. Wiele osób może już kojarzyć, że chodzi o pewne zaburzenia koncentracji, nadpobudliwość ruchową, ale nawet osoby, które są rodzicami dzieci u których podejrzewa się zespół ADHD często nie potrafią powiedzieć o co chodzi — to problem funkcjonowania mózgu?
Na pewno istnieją co najmniej 3 odmiany ADHD, przy czym objawy zewnętrzne wyglądają podobnie. Jedną z przyczyn jest problem w przetwarzaniu serotoniny — jednego z neuroprzekaźników. Często też u osób dotkniętych ADHD obserwuje się dysproporcje w wielkości niektórych części mózgu — te odpowiedzialne za ruchy dowolne są przerośnięte, inne, według badań G. W. Hynda i jego współpracowników z Uniwersytetu Georgia okazały się mniejsze. Obrazowo mówiąc ludzki mózg funkcjonuje na zasadzie homeostatu, czyli mechanizmu dążącego do stanu równowagi. Równowaga osiągana jest przez przeciwstawne mechanizmy dążące w przeciwnych kierunkach. Jeden inicjuje ruch a drugi go hamuje, jeden skłania nas do działania a inny do refleksji. Każdy ciągnie w swoją stronę. Wszystko jest w porządku, jeżeli te mechanizmy są w równowadze, problem zaczyna się wtedy, kiedy jeden z mechanizmów jest mniej niesprawny, wtedy drugi uzyskuje wyraźną przewagę. U ADHD’owców mechanizm hamowania jest nie do końca sprawny.
„Po prostu brak mu dyscypliny” — czy rodzice małych pacjentów często słyszą takie „diagnozy” od obcych osób?
Brak właściwej dyscypliny powoduje powikłania, ale nigdy nie powoduje powstania ADHD. W wychowaniu ADHD’owców i dzieci przeciętnych w zasadzie nie ma wyraźnych różnic. Każde dziecko potrzebuje wytyczonych granic, zdrowego zainteresowania i właściwej hierarchii w domu. Jeżeli cokolwiek z tych rzeczy jest zaburzone, to dziecko traci poczucie bezpieczeństwa i odwracają się role. Dziecko dąży do przejęcia władzy, bo wyczuwa brak takiej umiejętności u rodziców. Będzie starało się przywrócić ład tak, jak potrafi, na swój dziecięcy sposób.
I tu warto zaznaczyć, że dzieci z ADHD są dużo mniej odporne na błędy wychowawcze. Błąd rodzica, który w przypadku dziecka przeciętnego przeszedłby niezauważony, u ADHD’owca może skończyć się poważnymi problemami.
Jest wiele dzieci, które są ofiarami tzw. bezstresowego wychowania, jednak one nie mają ADHD, a są po prostu źle wychowane. Bezstresowo wychowane dziecko z ADHD rzeczywiście może sprawiać ogromne problemy.
Czy w takim razie tzw. „ostra” dyscyplina ‑czymkolwiek jest — może zmienić nadaktywne dziecko w skoncentrowanego ucznia?
Ostra dyscyplina w przypadku ADHD’owca ma zwykle skutek odwrotny do zamierzonego. Wyobraźmy sobie dziecko ze złamaną nogą, które za pomocą kar chcemy zmusić do biegania. Takie dziecko po prostu nie jest w stanie wykonać poleceń pomimo najlepszych chęci. Tak samo z ADHD’owcem, on nie jest w stanie się skoncentrować, siedzieć przy pulpicie i pisać. Nie jest, ponieważ ma pewien mechanizm mniej sprawny. I choćby nawet stać nad nim z batem, nie będzie w stanie usiedzieć spokojnie. Jeżeli dziecko będzie ostro dyscyplinowane lub bite, to być może w domu będzie mniej ruchliwe, ale za to w szkole z cała pewnością nasilą się zachowania agresywne. Dorosły stosujący przemoc okazuje swoją bezsilność, pokazuje dziecku co zrobić, gdy nie umie sobie poradzić inaczej. Dziecko bardzo szybko skorzysta z takiej nauki, bo jednak rodzic ma bardzo duży wpływ na postawę dziecka.
Mogą pojawić się również inne problemy związane z lękiem czy nawet depresją. Powstaje podstawowe pytanie: Czy chcemy mieć dziecko grzeczne, dobrze ułożone, czy kreatywne i szczęśliwe? Ważne jest, aby zaakceptować dziecko takie, jakie jest i pozwolić mu rozwijać swój potencjał, bo przecież to kreatywność jest motorem napędowym naszej cywilizacji. A największym atutem ADHD’owców jest właśnie kreatywność, w przeciwieństwie do systematyczności. Trud wychowawczy jaki ponoszą rodzice dzieci z ADHD jest ogromny, ale nie wolno nam marnować potencjału tkwiącego w tych dzieciach, dlatego my skupiamy się na pokazywaniu mocnych stron i zalet naszych podopiecznych. Rodzice przekonują się, że są metody, które się sprawdzają i codzienność wcale nie musi być taka uciążliwa. To prowadzi do wzajemnego zrozumienia i zmniejsza napięcia w rodzinie. Oczywiste jest, ze poprawia się wówczas również funkcjonowanie dziecka poza domem, a rodzic zaczyna śmielej patrzeć innym ludziom w oczy.
Jak wygląda świadomość tego czym jest ADHD i jak postępować z osobami, których dotyczy (w Polsce) — wie Pan coś na ten temat? Dużo jest miejsc, w których znaleźć można profesjonalistów , specjalistów, którzy pomogą osobom z syndromami sugerującymi takie zaburzenia i ich bliskim?
Nasza wieloletnia praca, zarówno poprzez Stowarzyszenie, a także portal ADHD.org.pl , jak i samopomocowe forum dla rodziców dzieci z ADHD przynoszą już efekty. Coraz więcej psychologów i psychiatrów już wie co to jest ADHD, jakimi lekami można wspomóc pacjentów, jakie rodzaje terapii są skuteczne. Staramy się docierać także do szkół i wszelkich placówek pracujących z dziećmi.
Z naszych obserwacji wynika, że w dużych miastach ze świadomością i dostępem do specjalistów jest już całkiem nieźle. W mniejszych ośrodkach nadal jest pustynia. Trafiają do nas po pomoc rodzice z dziećmi z odległych zakątków kraju. Oferujemy szkolenia, chętnie dojeżdżamy wszędzie tam, gdzie tylko jest potrzeba.
Odrębną sprawą jest brak w Polsce psychiatrów dziecięcych. Na cały kraj jest ich może około 20–30. Z konieczności dziećmi zajmują się psychiatrzy przygotowani do pracy z dorosłymi, co nie jest najlepszym rozwiązaniem, bo dzieci mają zupełnie inne potrzeby. W tej chwili już ten trend jest odwracany, ale miną lata zanim pojawią się nowe pokolenia psychiatrów dziecięcych i załatają istniejącą lukę. Nadal jest problem polegający na tym, że NFZ płaci tyle samo za wizytę dorosłego pacjenta i dziecka, podczas gdy dziecku trzeba poświęcić dużo więcej czasu, co czyni działalność psychiatry dziecięcego wyjątkowo nieopłacalnym hobby.
Niestety nadal funkcjonuje bardzo dużo mitów związanych z lekami i terapiami. Ale na wiele z nich nie mamy wpływu, krzewiciele terapii magicznych typu homeopatia czy ocet jabłkowy posługują się niedostępnymi dla nas sposobami myślenia.
Często zdarza się, że trafia do państwa rodzic z dzieckiem i mówi „ono na pewno ma ADHD”, tymczasem okazuje się, że jednak nie?
Do naszej Fundacji trafiają raczej rodzice, którzy przeszli już pewną drogę, mają doświadczenie z mniej lub bardziej trafnym diagnozowaniem. Czasem przychodzą rodzice zaniepokojeni nadruchliwością swojego dziecka, problemami w szkole. Staramy się ich właściwie pokierować, bo sami nie wystawiamy diagnoz honorowanych przez szkoły. Oferujemy im natomiast rozmaite zajęcia dla dzieci oraz warsztaty dla rodziców. W naszym bowiem przekonaniu, to praca z rodzicem jest kluczowa do osiągniecia sukcesu. Nasze oddziaływania na dziecko są ograniczone do kilku godzin w tygodniu, rodzic oddziaływuje na dziecko cały czas. Może wspierać lub niwelować nasze wysiłki. Ważne jest, aby to co robi wspierało pracę dziecka. Niestety znane są nam też przypadki rodziców, którzy w jakiś sposób próbują wymuszać diagnozę na psychiatrach. Tutaj zwykle niewiele możemy zdziałać.
Czy w takim razie ADHD można łatwo pomylić z innymi zespołami przypadłości?
To wszystko zależy od tego, kto diagnozuje. Ludzie, tacy jak my, od lat związani z dziećmi z ADHD i ich rodzinami mają już odpowiednie wyczucie, przez lata wypracowane metody, autorskie testy. Nie łatwo jest nas nabrać, bo trzeba wiedzieć, że nie bez znaczenia jest ogromna dostępność do wiedzy. Rodzic, który naczyta się fachowej literatury może bez problemu zasugerować lekarzowi, czy psychologowi problemy dziecka. Osoba bez doświadczenia może dać się zwieść.
Najczęściej ludziom wydaje się, że dziecko rozpuszczone, chamsko odzywające się, agresywne musi mieć ADHD. Stereotypowe skojarzenie mówi, że jeśli dziecko jest agresywne czy chamskie, to „na pewno ma ADHD”. To nie jest prawda, chamstwo nie jest objawem ADHD!
Często z ADHD współwystępują inne zaburzenia neurorozwojowe — najczęściej zespół Aspergera (ZA), ale także dysgrafia, dysleksja itp. Zespół Aspergera sprawia psychologom i psychiatrom dużo kłopotu, bo bywa, że oba zaburzenia współwystępują. Wówczas na pierwszy rzut oka najbardziej widoczne są objawy nadpobudliwości, czy zaburzenia koncentracji. To daje punkt zaczepienia i często kończy diagnostykę. Niejednokrotnie trafiały do naszej Fundacji na zajęcia terapeutyczne dzieci z diagnozą ADHD, a już po kilku spotkaniach mieliśmy pewność, że mamy pełnoobiawowy Zespół Aspergera. W Polsce mówi się o ZA od bardzo niedawna, jeszcze mało kto na pierwszy rzut oka zauważa jego cechy, z ADHD jest dużo łatwiej.
Jak się wyklucza występowanie u dziecka ADHD? czy w ogóle się da wykluczyć jednoznacznie?
Jednoznacznie wykluczyć lub potwierdzić jest bardzo trudno, choćby dlatego, że ADHD nie jest z natury swojej jednoznaczne. Są trzy objawy osiowe, które mogą występować z różnymi natężeniami. Możemy określać natężenie poszczególnych cech, ale tylko objawowo. Jednoznaczne testy polegające na badaniach EEG i MRI jeszcze są niedoskonałe albo drogie.
W zasadzie jedyną prawdziwie skuteczną metodą jest badanie mózgu post mortem, ale cóż, wtedy wynik badania nie jest już użyteczny…
Wakacyjne wspomnienia
Lato coraz bliżej. 🙂
W zeszłym roku bawiliśmy się doskonale, trochę wspomnień:
obóz terapeutyczny Sulęczyno 2012
http://2.suleczyno-2012.adhd.org.pl/index.php/Wakacyjne-wspomnienia
O życiu w zgodzie
W krainie Symbiozum były dwa królestwa Ludos i Bakterios.
W jednym żyła zamożna rodzina, która bardzo dbała o wszelkie wygody. Rodzice starali się, aby dzieci były wszechstronnie wykształcone, zapewniali im najlepszych nauczycieli. Dzieci były uczone sztuki walki i wszelkich mniej lub bardziej przydatnych umiejętności.
W drugim królestwie było bardzo dużo mieszkańców. Byli mali, wszędobylscy i uwielbiali proste, zwyczajnie życie. Ich dzieci biegały całymi dniami po okolicy.
Królestwa znajdowały się bardzo blisko siebie więc dzieci obu z nich spędzały czas razem. Często się kłóciły, dokuczały sobie, robiły mniej lub bardziej groźne psikusy. Niejednokrotnie dziecko z jednego lub drugiego królestwa przybiegało do mamy z płaczem, by ta opatrzyła mu rany na kolanach i łokciach. Żyli tak sobie w ciągłej niezgodzie jednak przyzwyczaili się do swojej obecności. Byli dla siebie pewną atrakcją.
Pewnego dnia tata-król z królestwa Ludos postanowił zrobić porządek z awanturami i płaczem swoich dzieci. Miał dość ciągłego zamieszania, hałasu i bieganiny dzieci Bakerios. Sprowadził do królestwa obce wojska, które były bardzo dobrze wyszkolone do walki z wszelkimi ludami. Król był z siebie bardzo dumny, bo wreszcie znalazł sposób na spokój w królestwie.
Podczas krwawej walki prawie wszyscy z królestwa Bakterios zginęli. Nieliczni, którzy przeżyli uciekli daleko, by uchroni się przed gniewem króla Ludosa. Byli bardzo smutni i przerażeni. Stracili swoich najbliższych, nie mogli zrozumie dlaczego, bo przecież niczego strasznego nie robili. Chcieli podobnie jak mieszkańcy Ludos żyć w swoim królestwie.
W Ludosie nastał spokój i nuda. Dzieciom nie chciało się już wychodzić na podwórko, bo nie mieli pomysłu na zabawę. Z dnia na dzień stawali się coraz bardziej leniwi i mniej sprawni. Coraz częściej dochodziło do konfliktów i bójek pomiędzy nimi. Król pomrukiwał wtedy srogo i przypominał, że nie chce żadnych awantur w swoim królestwie.
W tym czasie ocalali mieszkańcy Bakterios dotarli do krainy Mutantos. Bardzo szybko zaprzyjaźnili się z zamieszkującym ją ludem, bo mieli ze sobą wiele wspólnego. Okazało się, że mieszkańcy Mutanos znali zupełnie nowe techniki walki i chętnie przekazali Bakterios swoje umiejętności. Mieszkańcy Bakterios opowiedzieli nowym przyjaciołom o losie jaki ich spotkał. Ogromny gniew pojawił się na twarzy króla Mutantos. Nie mógł pogodzić się z taką niesprawiedliwością i zaproponował Bakterios pomoc w odzyskaniu królestwa.
Połączone, wyszkolone i niezwykle silne wojska obu ludów wyruszyły w kierunku królestwa Ludos.
Tymczasem w królestwie Ludos panował spokój i nikt nie szkolił się do walki. Król był przekonany, że pokonał wszelkich wrogów i już nic mu nie grozi. Spoglądał z zadowoleniem za okolicę. Młodzież zatraciła swoje umiejętności i całymi dniami kręciła się bez celu.
Wkrótce doszło do bitwy. Mieszkańcy Ludos zostali pokonani i tylko nieliczni, zahartowani wcześniej w boju, przeżyli. Trudno było jednak przewidzieć, czy rozzłoszczeni mieszkańcy połączonych sił Bakterios i Mutantos okażą litość i pozwolą im przeżyć. Tak oto okazało się, że dużo mniej groźni byli sami Bakterios, którzy nigdy nie stanowili dla Ludos śmiertelnego zagrożenia. Sprawiali wprawdzie czasem trochę kłopotów jednak dzięki nim życie w Ludos nie było takie nudne.
Fascynujące umysły — sawanci
Zespół sawanta (ang. Savant Syndrome) to niezwykła dysfunkcja mózgu, która polega na tym, że ludzie nim obdarzeni posiadają ponadprzeciętne zdolności. Na przykład, niektórzy sawanci dzięki doskonałej pamięci mechanicznej potrafią zapamiętać raz przeczytaną informację do końca życia.
Wśród sawantów jest bardzo wiele osób z autyzmem czy zespołem Aspergera. Dziecko, czy dorosły z tymi przypadłościami będący świadkiem jakiegoś wydarzenia jest w stanie, nawet po długim czasie, dokładnie określić czas, miejsce i okoliczności danego wydarzenia. Informacje przestawiane są bardzo precyzyjnie, z ogromną dbałością o szczegóły.
Potocznie uważa się, że sawant to upośledzony geniusz – nie potrafi poradzić sobie z najprostszymi czynnościami, jest zależny od pomocy innych, ale wykazuje niesamowite wręcz umiejętności intelektualne w jakiejś dziedzinie, np. muzyce, matematyce czy lingwistyce.
Co to jest zespół sawanta?
Słowo „sawant” pochodzi z języka francuskiego (fr. savant), co oznacza „uczony, mądry, biegły”. Po raz pierwszy użył tego określenia odkrywca zespołu Downa – John Langdon-Down. Opisał on w swoich pracach naukowych liczne przypadki współwystępowania ponadprzeciętnych zdolności z upośledzeniem umysłowym i w 1887 roku zaproponował pojęcie „idiota-sawant” (fr. savant idiot) – uczony głupiec.
Pierwsze wzmianki o zależności pomiędzy dysfunkcjami mózgu z genialnymi umiejętnościami pojawiły się jednak już 100 lat wcześniej w pracach Benjamina Rusha. Benjamin Rush pisał o zwykłym człowieku, który z jednej strony dysponował ograniczonymi umiejętnościami liczenia, a z drugiej prezentował ogromne zdolności matematyczne, np. bez problemu obliczał, ile sekund przeżyje człowiek w ciągu 60 lat, 12 dni i 11 godzin, uwzględniając lata przestępne. W dzisiejszych czasach określenia „zespół sawanta” używa się wobec osób, które przy poważnych zaburzeniach intelektualnych wykazują niebywałe zdolności umysłowe w konkretnej dziedzinie.
Co na to neurobiologia?
Badania dowiodły, że zespół sawanta występuję najczęściej u osób, które cierpią na zaburzenia autystyczne, szacuje się, że co 10 autysta to sawant. Ponadto ponadprzeciętne umiejętności mogą wykazywać także osoby upośledzone umysłowo, z urazami mózgu czy otępieniem umysłowym. Najczęściej syndrom sawanta ma charakter wrodzony. Wśród sawantów zdecydowanie przeważają mężczyźni. Świat nauki stara się wyjaśnić te dysproporcje płciowe w zespole sawanta i kieruje swoje podejrzenia w stronę wpływu testosteronu na rozwój mózgu w życiu płodowym.
Często słyszymy, że zespół sawanta to szczególny dar. Dzisiaj już wiemy, że nie należy rozpatrywać zespołu sawanta w kategorii choroby czy patologii, nie podlega zatem leczeniu. Można powiedzieć, że jest to szczególny stan umysłu charakteryzujący się współwystępowaniem deficytów poznawczych z genialnymi umiejętnościami. Pozornie zespół sawanta wydaje się być paradoksem, wybrykiem natury. Trudno zaakceptować fakt, że „głupiec” może być geniuszem, wydaje się to niedorzeczne.
Hipotezy naukowe próbują wyjaśniać fascynującą zagadkę sawantyzmu poprzez odwołanie się do plastyczności mózgu. Osoby upośledzone umysłowo mają najczęściej zaburzone funkcje zlokalizowane w lewej półkuli mózgu, odpowiedzialnej za logikę, sekwencje, porządek, hierarchizacje i zdolności językowe. Uszkodzenie lewej półkuli mózgu skutkuje większą aktywnością prawej półkuli w celu zrekompensowania utraconych funkcji. W wyniku tego wielu sawantów posiada wyjątkowe zdolności w takich dziedzinach jak muzyka, plastyka, rzeźba, gdyż prawa półkula, często określana jako intuicyjna, odpowiada właśnie za zdolności artystyczne. Za tego typu umiejętności i czynności u przeważającej liczby osób odpowiadają ośrodki zlokalizowane w prawej półkuli mózgu. Lewa półkula natomiast, przez wielu naukowców określana jako dominująca, uznawana jest za siedzibę przede wszystkim funkcji mowy oraz logicznego myślenia. Tego rodzaju obserwacje pozwalają przypuszczać, że tym co niedomaga u sawantów są właśnie funkcje umieszczone w lewej półkuli mózgu. Powstała również hipoteza, że ich prawa półkula dąży do skompensowania upośledzonych funkcji półkuli lewej i staje się dominująca.
Badania prowadzone na autystykach oraz sawantach, wykorzystujące testy neuropsychologiczne, pokazywały znaczne osłabienie funkcji uznawanych za lewopółkulowe. Hipoteza ta poparta została wynikami eksperymentu z użyciem techniki obrazowania pracy mózgu o nazwie SPECT, przeprowadzonego na autystycznym chłopcu o inicjałach DB. Chłopiec wspaniale rysował postacie z kreskówek, ale potrafił posługiwać się tylko jednym, konkretnym pisakiem. Obserwacje funkcjonowania jego mózgu wykazały zmniejszenie aktywności w lewym płacie skroniowym. Natomiast badania wykonane za pomocą rezonansu magnetycznego nie wykazały u tego chłopca żadnych patologii.
Inne badania przeprowadzone na grupie osób autystycznych i opublikowane w 1999 r. w czasopiśmie „Neurology” wykazały, iż mają one obniżony poziom serotoniny w lewej półkuli mózgu. To kolejne badania, które sugerują, że, że to właśnie lewa półkula jest głównym winowajcą. Możemy zatem wnioskować, że przyczyną syndromu sawanta jest upośledzenie funkcji lewej półkuli mózgu, co powoduje kompensacyjną zwiększoną aktywność półkuli prawej.
Czy zespół sawanta zawsze jest wrodzony?
Znane są przypadki, gdy w wyniku uszkodzenia lewej półkuli, powstały zdolności sawantyczne. Takim przykładem może być opisany przez T.L.Brinka przypadek zdrowego dziewięciolatka, u którego po postrzale pociskiem została uszkodzona lewa półkula i przez to stracił słuch i mowę oraz doznał prawostronnego porażenia ciała. W wyniku urazu rozwinęły się u niego niezwykłe zdolności mechaniczne, charakterystyczne dla osób z zespołem sawanta.
Także u starszych osób z objawami otępienia czołowo-skroniowego, którzy mieli uszkodzenia właśnie w lewej półkuli znanych jest kilka przypadków powstania nieprzeciętnych zdolności artystycznych. Powstaje zatem pytanie: Co powoduje upośledzenie lewej półkuli?
Problemem tym zajmowali się uczeni z Uniwersytetu Harvarda. Wysnuli oni hipotezę, iż główną winę ponosi testosteron — męski hormon płociowy. Lewa półkula mózgu potrzebuje więcej czasu, aby się w pełni rozwinąć. W okresie rozwoju płodowego jest ona zatem bardziej podatna na wpływ różnych szkodliwych substancji. Substancją taką może być właśnie testosteron. Jego duże dawki obmywają męski zarodek (dzięki temu m.in. jego mózg w przyszłości będzie myślał po męsku). Hipoteza ta rozwiązywałaby nie tylko zagadkę osób ze zdolnościami sawantycznymi, pozwala także lepiej zrozumieć, dlaczego u chłopców częściej występują zaburzenia takie jak dysleksja czy jąkanie się.
Jakimi niezwykłymi umiejętnościami mogą pochwalić się ludzie z zespołem sawanta?
Mimo trudności w życiu społecznym, sawanci wykazują genialne zdolności w takich dziedzinach, jak:
matematyka – potrafią dokonać ogromnych wyliczeń rachunkowych, odtworzyć długi ciąg liczb, precyzyjnie odmierzyć czas, podać dzień tygodnia, jaki przypadał konkretnej daty;
muzyka – dysponują talentami kompozytorskimi, potrafią bezbłędnie odtworzyć z pamięci zasłyszany wcześniej utwór, są wirtuozami gry na fortepianie czy innych instrumentach muzycznych;
plastyka – prezentują niezwykłe zdolności manualne i wizualne; bywają genialnymi malarzami i rzeźbiarzami,
lingwistyka – prezentują genialne zdolności językowe, uczą się z niewiarygodną szybkością gramatyki i słów języków obcych, sprawnie komunikują się nawet w kilkunastu językach świata; czasami niezwykłe zdolności lingwistyczne i opanowanie obcego języka może mieć charakter „pamięci bez pojmowania”.
Znani sawanci
Niewątpliwie najbardziej na całym świecie znanym sawantem jest Kim Peek. Mimo zaburzeń rozwoju, miał genialną pamięć, potrafił bezbłędnie recytować tysiące książek, umiał czytać, w kilka sekund, dwie strony na raz, zapamiętywał mnóstwo informacji, np. numery telefonów, kody pocztowe, daty, adresy, układy ulic, rozpoznawał utwory muzyczne ze słuchu.
Warto wymienić tutaj również urodzonego 1979 roku Daniela Paula Tammeta. Rodzice wspominają, że był płaczliwym i niespokojnym dzieckiem, a jedyną czynnością, która była w stanie go uspokoić to monotonne bujanie w niemowlęcym kojcu. W wieku kilku lat przeszedł atak epilepsji, po którym nastąpiły znaczne zmiany w jego mózgu. Po tym czasie Daniel wycofał się społecznie, a jego obsesją stała się matematyka. Dzisiaj wiemy, że cierpi on na bardzo rzadkie połączenie dwóch zaburzeń, zespołu Aspergera i synestezji.
Sawanci charakteryzują się nietypowymi umiejętnościami, ale zazwyczaj nie są w stanie wyjaśnić, jak ich umysł pracuje. Wspomniany powyżej autystyczny geniusz, Daniel, potrafi. Opisuje on obrazy pojawiające się w jego głowie podczas wykonywania skomplikowanych obliczeń matematycznych. Liczenie jednak to nie jedyny talent Daniela. Dane internetowe podają, że posługuje się on biegle 11 językami (angielski, francuski, niemiecki, hiszpański, fiński, litewski, rumuński, estoński, islandzki, walijski oraz Esperanto). Daniel stworzył również swój własny język — Manti, oparty na kombinacji estońskiego i fińskiego. I to właśnie głównie dzięki zdolnościom językowym, a konkretniej eksperymencie, w którym wziął udział, stał się sławny. Daniel wystąpił na żywo w telewizji, kiedy to podjął się nauczenia języka islandzkiego w tydzień. Jak wiadomo, język islandzki jest jednym z najtrudniejszych języków świata. Ku zaskoczeniu wszystkich, ostatniego dnia eksperymentu, rozmawiał na żywo z redaktorami w ich ojczystym języku.
Ocenia się, że około 10 procent ludzi z zaburzeniem autystycznym posiada takie wyjątkowe umiejętności, ale tylko 1 procent sawantów nie jest autystycznych. Można zastanawiać się dlaczego tak się dzieje?
Odpowiedzi na to pytanie naukowcy wciąż poszukują. Okazuje się, że wcale nie musi to być proste, ponieważ jak już wcześniej pisałam, badania mózgu przeprowadzone u sawantów pozwalają przypuszczać, że ich zdolności są związane z prawą półkulą mózgu, która w ich przypadku rekompensuje niedostatki lewej. Problem polega jednak na tym, że ludzie mający problem z rozumieniem i językiem mają uszkodzoną lewą półkulę, a Ci z deficytem prawej półkuli, mają problemy z pamięcią i zadaniami matematycznymi. Daniel jest ciekawym przypadkiem, ponieważ w jednym umyśle mieści się matematyczno-językowy geniusz, a dodatkowo autystyk. Daniel unika miejsc zatłoczonych, gdyż w nich jego niezwykły mózg zaczyna ’liczyć’, a każda niemożność wykonania jakiegokolwiek działania matematycznego wywołuje u niego dyskomfort.
Innym ciekawym przykładem opisywanych zdolności są bliźniacy John i Michael. Bracia nie potrafili funkcjonować bez pomocy innych ludzi, nie potrafili zadbać o swoje podstawowe potrzeby i nie nawiązywali spontanicznych kontaktów z innymi ludźmi. Wystarczyła im ich wzajemna obecność i skupianie się na swoich, dla otoczenia kompletnie dziwacznych, rytuałach. Lekarze klasyfikowali braci jako cierpiących na autyzm lub po prostu opóźnionych w rozwoju. John i Michael nie byli jednak zwykłymi upośledzonymi dziećmi. Przekonał się o tym wybitny amerykański neurolog Olivier Sacks, obserwując ze zdziwieniem ich dziwaczne rozmowy, które odbywali za pomocą… liczb pierwszych. Do generowania rekordowych liczb pierwszych używa się potężnych komputerów — są bowiem przydatne przy tworzeniu szyfrów. Tymczasem bliźniacy godzinami potrafili z widoczną przyjemnością przerzucać się naprawdę wielkimi liczbami pierwszymi. Oprócz owej niesamowitej zdolności John i Michael posiadali również wspaniałą pamięć. Gdy się ich poprosiło, to z niezwykłą precyzją opowiadali, jaka była pogoda i jak przebiegał dowolny dzień z ich życia od momentu skończenia czterech lat. Poza tym byli obdarzeni rewelacyjną wręcz zdolnością zapamiętywania dowolnie długich szeregów cyfr. Tym jednak, co przyniosło im największy rozgłos, była umiejętność określania dnia tygodnia jakiejkolwiek daty z 40 tys. lat wstecz i wprzód. Wystarczyło podać dowolną datę, aby dowiedzieć się jaki to był dzień tygodnia. Równie dobrze można ich było zapytać o 24 kwietnia 4567 r. Dzięki tej zdolności ochrzczono ich mianem „kalendarzowych kalkulatorów”. Bardzo ciekawe jest jednak to, poproszeni o przeprowadzenie nawet najprostszego dodawania czy odejmowania gubili się w odpowiedziach, tak jak się na ogół zdarza z ludźmi umysłowo upośledzonymi.
Inne znane przypadki sawantów:
Kim Peek potrafi wymienić nazwy wszystkich miast, autostrad przechodzących przez każde amerykańskie miasto, miasteczko i okręg — a także wszystkie numery kierunkowe, kody pocztowe oraz przypisane do nich sieci telekomunikacyjne i telewizyjne. Zna historię każdego kraju, każdego władcy, jego daty panowania, małżonka i historię. Rozpoznaje ze słuchu większość utworów muzycznych, podając jednocześnie datę i miejsce ich powstania oraz datę urodzenia i śmierci kompozytora. Mimo ogólnych zaburzeń rozwoju zna na pamięć 12 000 książek. Jego postać posłużyła w 1988 twórcom filmu Rain Man jako pierwowzór postaci Raymonda Babbita, którą odgrywał Dustin Hoffman.
Chory na porażenie mózgowe, niewidomy i wybitnie uzdolniony muzycznie — Leslie Lemke. Jego zdolności ujawniły się, gdy jako młodzieniec w wieku 14 lat usłyszał w telewizji koncert fortepianowy Piotra Czajkowskiego. Choć nigdy wcześniej nie grał na pianinie, zagrał następnie ten koncert z pamięci od początku do końca. Potrafi zagrać bezbłędnie kilka tysięcy utworów, a także te, które usłyszał po raz pierwszy.
Richard Wawro — malarz szkocki cierpiący na autyzm, tworzył niezwykłe poetyckie i odznaczające się niezwykłą precyzją dzieła malarskie. Jego obrazy trafiły m.in. do kolekcji Margaret Thatcher i Jana Pawła II. Wystawiał swoje prace w największych galeriach na całym świecie.
Z kolei Stephen Wiltshire, autystyczny artysta z niezwykłą pamięcią fotograficzną, potrafi narysować z pamięci całe miasto, łącznie ze szczegółami takimi jak ilość okien w budynkach, po zaledwie jednym locie helikopterem nad danym miastem.
Alonzo Clemons — niepełnosprawny i cierpiący na zaburzenia rozwojowe rzeźbiarz amerykański, w ciągu 20 minut potrafi uformować z wosku wierną podobiznę każdego zwierzęcia, które widział przez kilka lub kilkanaście sekund. Rzeźby Clemonsa są niezwykle realistyczne, ukazują każdy szczegół anatomiczny i doskonałe proporcje. Jego prace są wystawiane w galeriach sztuki w Kalifornii i całym USA.
Pomimo wielu niezwykłych zdolności sawanci mogą mieć problemy z czynnościami codziennymi, takimi jak: ubranie się, przygotowanie sobie posiłku, nawiązanie rozmowy z ludźmi itp.
Skąd sawanci wiedzą, jaki był danego dnia dzień tygodnia?
Szybkość z jaką odpowiadają na zadane pytanie oraz fakt, że często nie umieją wykonywać prostego dodawania i odejmowania ani wyjaśnić swojej metody obliczeń mogą sugerować, że pamiętają odpowiedź. Najczęściej są to osoby autystyczne, nierzadko przebywające w samotności. Można wysnuć hipotezę, że wiele czasu poświęcają na przeglądanie kalendarzy, co w połączeniu z ich ponadprzeciętną zdolnością zapamiętywania, daje takie właśnie rezultaty. Z drugiej strony, badania wskazują, że im dalsza jest data, tym więcej czasu potrzebują do namysłu. Niektórzy sawanci są też w stanie podać dzień tygodnia z zakresu lat tak dalekich, że niemożliwe jest, aby mieli okazję widzieć taki kalendarz. Być może więc to nie jest kwestia pamięci, tylko jednak obliczeń? Tę hipotezę popiera także popełnianie systematycznych błędów, wynikających z nieznajomości niektórych reguł kalendarza. Możliwe jest także, że pamiętają pewne reguły, jakim podlega kalendarz i na tej podstawie obliczają dzień tygodnia.
Badania pokazują, że niektórzy sawanci kalendarzowi korzystają z obliczeń, a inni opierają się tylko na pamięci. Możliwości bliźniaków, którzy nie mieli wystarczających zdolności arytmetycznych do obliczania dni tygodnia, a jednocześnie umieli odpowiedzieć na pytania z zakresu lat dużo dalszych niż dostępne im kalendarze, nadal jednak są dla mnie niezrozumiałe.
Ciekawe wyniki dały badania przeprowadzone przez inny zespół psychologów z pewnego londyńskiego instytutu. Wyszli oni z założenia, że jeśli sawanci rozwijają swoje zdolności poprzez odkrywanie reguł kalendarza, to ich zdolności powinny wzrastać wraz z wiekiem. W celu potwierdzenia swojej tezy znaleźli dwóch chłopców i zbadali ich zdolności kalendarzowe w odstępie dwóch lat. Jeden z nich podczas pierwszego badania miał 5 lat i 7 miesięcy. Chłopiec dobrze radził sobie w szkole, lubił bawić się z rówieśnikami. Nauczył się czytać już w wieku 4 lat i miał bardzo dobrą pamięć do wszelkich liczb, np. numerów rejestracyjnych, dat urodzeń, adresów. Drugi chłopiec miał 6 lat i 7 miesięcy, lubił bawić się ze znajomymi, ale też spędzać czas samotnie. Wyróżniał się umiejętnością dobrego skupiania i specyficznym zainteresowaniem datami, a nie ogólnie liczbami. Nauczył się czytać dopiero w szkole. Obaj chłopcy wypadali gorzej niż dorośli sawanci, ale duże lepiej, niż wynikałoby z prawdopodobieństwa zgadywania. Po dwóch latach, wbrew przewidywaniom badaczy, zdolności chłopców nie uległy poprawie. Jednocześnie obaj chłopcy byli mniej chętni do udzielania odpowiedzi. Na tej podstawie wysnuto wnioski, że zdolności sawantyczne nie mogą rozwinąć się u zwykłych, zdrowych ludzi, bo mogę one być jedynie czymś „zamiast”. Dopiero w momencie, gdy zwykłe funkcje mózgu są z jakiegoś powodu nieużywane, mogą rozwijać się sawantyczne zdolności. Dowodzi temu fakt, iż obaj chłopcy byli do pewnego czasu odcięci od innych. Jeden z nich do 3. roku życia nie słyszał, a drugi miał problemy ze wzrokiem. Jednak podczas dwuletniej przerwy, rozwinęli inne, typowe zainteresowania, takie które dzielą z rówieśnikami, np. piłka nożna, samochody. Chłopcy przyznali, że mieli poczucie, iż ich zdolności nie są normalne i nie chcieli, żeby dzieci w szkole cały czas pytały ich o daty.
Na bazie tego doświadczenia powstała teoria, że zdolności sawantyczne są czymś, co może rozwijać się tylko wtedy, kiedy nie są rozwijane inne, typowe zdolności. Potwierdzeniem tego może być także przypadek autystycznej Nadii, u której w wieku 3 lat ujawniły się niesamowite zdolności do rysowania, rzadko spotykane nawet u dorosłych. Nadia w pierwszych latach swojego życia, wypowiadała jedynie pojedyncze słowa i dopiero po siódmym roku życia, poprawiły się jej zdolności komunikacyjne. Jednocześnie jednak pogorszyły się jej zdolności do rysowania.
Zespół sawanta wciąż pozostaje tajemnicą ludzkiego umysłu. Najważniejsze jednak zdaje się to, że szczególne zdolności otwierają zupełnie nowe możliwości rehabilitacji chorego. Nieprzeciętne właściwości umysłu sawanta mogą być swego rodzaju metodą terapii dla osób z autyzmem, wokół których koncentruje się pomoc psychologiczna. Niebywałe zdolności mogą pomóc wyjść osobom z ich zamkniętego świata, usprawnić codzienne funkcjonowanie i polepszyć kontakty z innymi ludźmi.
Badania nad zespołem sawanta rodzą również inne fascynujące pytania. — Czy ludzie nim dotknięci posiadaliby nadal swoje niezwykłe umiejętności, gdyby nie doszło u nich do uszkodzenia układu nerwowego? Czy mogą się one w takim razie pojawić u normalnych, zdrowych osób?
Istnieją teorie, które mówią, że każdy z nas potencjalnie może posiąść niezwykłe talenty. Według nich tkwią one głęboko w naszych umysłach. Niestety, w trakcie rozwoju kulturowego straciliśmy dostęp do bardziej pierwotnych obwodów w naszych mózgach, które odpowiadają za rozwój owych zdolności. Upośledzenie umysłowe czy też autyzm w jakiś sposób zdejmują nadzór świadomości i umożliwiają talentom pełny rozkwit.
W październiku 1998 r. zostało opisanych pięć przypadków pojawiania się niezwykłych talentów u starszych ludzi z tzw. demencją czołowo-skroniową. Osoby te, wcześniej nie wykazujące szczególnych umiejętności, ani zaburzeń, wraz z rozwojem procesu degeneracyjnego — obejmującego przede wszystkim lewy płat skroniowy mózgu zaczęły wykazywać niesamowite zdolności artystyczne — potrafiły pięknie malować lub komponować. Niestety większość z nich przypłaciła nowo uzyskane uzdolnienia utratą lub zaburzeniami mowy oraz umiejętności społecznych. Był to jednak kolejny dowód na hamującą rolę lewego płata skroniowego w powstawaniu niepospolitych talentów.
Jak już wcześniej napisałam, innego zdania na temat możliwości obudzenia w każdym z nas uśpionych niezwykłych zdolności jest Darold Treffert. Według niego z sawantycznymi talentami najprawdopodobniej jest tak jak ze wszystkimi cechami występującymi w populacji. Są tacy, którzy nie mają ich prawie wcale, oraz tacy, którzy mają je bardzo rozwinięte. Najwięcej jest jednak ludzi przeciętnych o uśrednionych możliwościach. Teza Trefferta o nierównym rozkładzie nieprzeciętnych talentów w populacji może okazać się słuszna. Każdy z nas może oczywiście podejrzewać, że to właśnie on jest kimś szczególnie obdarzonym i drzemią w nim, ukryte, tłumione przez wyższe, bardziej społeczne piętra naszej umysłowości zdolności. Jednak aby się tym przekonać musielibyśmy się zdecydować na utratą części siebie na drodze ku poszukiwaniom ukrytego geniuszu. Zbyt niepewna to droga, by świadomie ją wybrać.
Bibliografia
Darold A. Treffert i Gregory L. Wallace „Wyspy geniuszu” w: Świat Nauki nr 8/2002
Oliver Sacks „Mężczyzna, który pomylił żonę z kapeluszem”
R. Cowan i wsp. „The development od calendrical skills” w: Cognitive Development nr 19/2004
R. Cowan i wsp. „The skills and methods of calendrical savants” w: Intelligence nr 31/2003
Pring, L., Hermelin, B., & Heavey, L. (1995). Savants, segments, art. and autism. Journal of Child Psychology and Psychiatry, 36, 1065–1076.
Mottron L., Dawson M., Soulie’res I. (2009). Enhanced perception in savant syndrome: patterns, structure and creativity. Philosophical Transactions of the Royal Society B: Biological ciences 364: 1385–1391.
Gdy trudno zrozumieć – ogólne wskazówki dla osób z trudnościami w zakresie kompetencji społecznych
Ludzie słabo rozumiejący relacje międzyludzkie często żyją z boku grupy. Nie oznacza to jednak, że zawsze jest to ich wybór i że jest im z tym dobrze. Niejednokrotnie jest bowiem tak, że bardzo chcą zrozumieć reguły rządzące światem społecznym jednak nie potrafią znaleźć skutecznej metody. Niestety, mało kto to dostrzega i podejmuje jakikolwiek wysiłek, by im w tym pomóc. Wynika to z wielu rzeczy, ale między innymi z tego, że nadal bardzo mało ludzi ma świadomość, jakiego typu są to trudności. Ludzie z zespołem Aspergera często nie potrafią określić swoich potrzeb lub wystarczająco jasno ich zakomunikować. Obawiają się, że zostaną odrzuceni, wyśmiani lub wykorzystani. Zamykają się wskutek tego w swoim małym światku i marzą o wsparciu, zrozumieniu i akceptacji.
Człowiek, któremu brakuje rozeznania w sytuacjach społecznych może czuć się traktowany jak osoba niedouczona, czy wręcz głupia. Nie oznacza to wcale, że taki jest. Prawdopodobnie nie potrafił dotąd zaprezentować swojego potencjału, a nieporadność w zachowaniach społecznych spowodowała przekonanie, że jest mniej sprawny intelektualnie.
Mając słabe umiejętności społeczne bardzo łatwo znaleźć się w sytuacji, gdy sprawi się komuś przykrość, urazi, chociaż nie ma się takiego zamiaru i na dodatek nie ma się pojęcia, jak to się stało.
Te i podobne sytuacje mogą doprowadzić do załamania, przekonania, że kompletnie nie pasujemy do tego świata lub rodzić poczucie winy za swoje nieudolne zachowanie. Czy powinniśmy jednak winić kogokolwiek za coś, co robił nieświadomie?
Warto uświadomić sobie, że obok wielu trudności istnieje bardzo wiele rzeczy, które ludziom z zespołem Aspergera mogą przychodzić dużo łatwiej niż innym. Mogą na przykład doskonale zapamiętywać fakty, mieć fotograficzną pamięć lub wybitny słuch muzyczny. Ich analizator wzrokowy może pracować dużo lepiej lub mogą mieć także wyjątkowy talent do programowania. To tylko kilka przykładów, a już widać jak wiele istnieje możliwości wykazania się.
Bardzo wiele zależy jednak od chęci i wiary w siebie. Sami możemy zdecydować, czy wolimy być osobą, która będzie pielęgnowała w sobie żal do świata, czy raczej zechcemy wziąć sprawy w swoje ręce i trochę nad sobą popracować.
Pracodawcy bardzo cenią sobie takie cechy jak punktualność, dokładność, uczciwość czy przestrzeganie terminów. Atutem może być również spokój i szczerość, to sprawia, że jesteśmy dla innych osobą niezwykle wiarygodną.
Fakt, że nie do końca rozumie się niuanse tekstów społecznych, może również działać na korzyść, bo nie łatwo kogoś takiego zastraszać, ani sprowokować jakimś niedomówieniem.
Główne trudności
Posługiwanie się językiem ciała dla jednych jest czynnością wrodzoną, a inni muszą uczyć się jej jak języka obcego. Mowa ciała to zarówno gest, jak i mimika twarzy, kontakt wzrokowy i ton głosu. Nie należy bagatelizować również ubioru. Oczywiście nie jest dobrze popadać w przesadę. Skupiając się jedynie na mowie ciała, utracimy spontaniczność i każdy kontakt z drugim człowiekiem będzie dla nas dodatkowym stresem.
Wyobraźmy sobie sytuację, że ktoś opowiada nam coś wzbudzającego emocje. Jeżeli nie odpowiemy mową ciała na mowę ciała tej osoby, możemy zostać posądzeni o brak empatii lub obojętność.
Jeżeli w przeszłości dochodziło do takich sytuacji, warto trochę nad tym popracować i być może, na początku odrobinę wyolbrzymić mowę ciała, aby podkreślić to, co chcemy przekazać, jednak bez przesady.
Mowa ciała i zachowania społeczne to także uprzejmość, słowa takie jak „przepraszam”, „proszę”, „dzięki”, „cześć”. Nie ma tutaj znaczenia, czy rzeczywiście mamy ochotę życzyć komuś miłego dnia, czy przeprosić. Może się zdarzyć, że wypowiedzenie tych słów będzie jakimś wysiłkiem, ale być może uprzejmość ma być staraniem. To trochę tak jak mycie się pod prysznicem bądź używanie dezodorantu. Czynności te mogą wymagać wysiłku, jednak bez wątpienia łatwiej rozmawia się z ludźmi, wiedząc, że jest się czystym i pachnącym. Zdarza się czasem, że nie zdajemy sobie sprawy z własnego nieprzyjemnego zapachu.
Człowiek, który reaguje podobnie jak inni, jest schludny i dobrze wygląda, nawet jeżeli zrobi coś niewłaściwego, zostanie to uznane za jednostkowy przypadek i nie pozostanie na dłużej w pamięci innych. Najbardziej przyciągają uwagę zachowania odbiegające od standardowych.
Ludzie nie lubią, jak przekraczamy ich granice prywatności. Dotyczy to także zbytniego przybliżania się w rozmowie, dotyku. Granice zależą od osoby, z którą rozmawiamy, od czasu i miejsca. Jeżeli podczas rozmowy zauważamy, że ktoś się od nas odsuwa, to znak, że zbliżyliśmy się za bardzo. Jeżeli na kimś nam zależy i chcielibyśmy tę znajomość pogłębić, powinniśmy dawać oraz odczytywać sygnały właściwie. Najogólniej mówiąc gesty tzw. otwarte i zwrócone w czyjąś stronę, oznaczają zainteresowanie, a gesty zamknięte i oddalające się od kogoś informują o chęci unikania.
Dodatkową trudnością może okazać się utrzymanie właściwego kontaktu wzrokowego. Jeżeli z kimś nie rozmawiamy, to najlepiej na daną osobę nie patrzeć. Nawet jeżeli myślimy inaczej, to ludzie jednak kątem oka widzą zazwyczaj, że na nich patrzymy. Mogą czuć się przez to niezręcznie i zacząć to z kimś innym komentować za naszymi plecami. Czasem trudno jest nam kontrolować spojrzenie, ale jeżeli zaczniemy zwracać na to uwagę, to szybko okaże się, że jest to możliwe.
Natomiast podczas rozmowy dobrze jest patrzeć na drugą osobę, gdyż patrzenie na kogoś przez mniej niż jedną trzecią czasu może prowadzić do wniosków, że jesteśmy bardzo nieśmiali lub nieszczerzy, szczególnie gdy rozglądamy się podczas rozmowy na boki. Patrzenie na całą czyjąś twarz przez więcej niż dwie trzecie czasu daje sygnał rozmówcy, że go lubimy, ale już patrzenie prosto w oczy jest sygnałem, że jesteśmy agresywni, zbyt pewni siebie.
Patrzenie na kogoś przez cały czas, utrzymywanie nieprzerwanego kontaktu wzrokowego, może oznaczać jedną z dwóch rzeczy: konfrontację (spojrzenie agresywne) lub pociąg fizyczny (spojrzenie intymne). Nie bez znaczenia jest tutaj jednak kultura, w której żyjemy, czy przebywamy. Warto przed wyjazdem zadać sobie trud i poznać podstawowe zasady.
Stały kontakt wzrokowy może nas także bardzo rozpraszać, gdy staramy się rozmawiać. Warto zatem pamiętać, aby ani nadmiernie się nie wpatrywać, ani też całkowicie nie unikać spojrzenia.
Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne
| Zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (OCD, obsessive-compulsive disorder), nazywane też są nerwicą natręctw.O zaburzeniach mówimy, gdy mamy do czynienia za uporczywymi nawrotami myśli lub obrazów i przymusem wykonywania różnych czynności. Obsesyjne stany umysłu prowadzą do czynności natrętnych, rytualnych. Najczęściej występują pod postacią ciągłego mycia rąk, przymusu liczenia, czy też lękiem przed zachorowaniem. Szacuje się, że dotyka ono około 2% ludności.Charakterystyczne dla schorzenia jest to, że w niektórych momentach pacjent rozpoznaje, że obsesje lub kompulsje są przesadne i nieracjonalne. Obsesje lub kompulsje wywołują złe samopoczucie, pochłaniają dużo czasu (ponad godzinę dziennie), często też przeszkadzają w wykonywaniu pracy zawodowej czy też w zwykłych, codziennych działaniach i kontaktach społecznych.Podłoże Za OCD odpowiada pobudzenia jądra ogoniastego, jednego z jąder podstawy mózgu, do którego docierają pobudzenia z kory oraz dopaminowe projekcje z brzusznego obszaru nakrywki i istoty czarnej śródmózgowia. Zespół Touretta będący organicznym schorzeniem mózgu jest przykładem takiej nieprawidłowości. Zespól Tourette’a został po raz pierwszy odnotowany już w 1825 roku. Swoja nazwę zawdzięcza francuskiemu neurologowi Gillesowi de la Tourette, który w 1885 roku opisał pierwszy przypadek. U osoby nim dotkniętej co jakiś czas pojawia się kilkuminutowy przymus wykonywania niezamierzonych ruchów, tików, czy wypowiadania obscenicznych słów (koprolalia). Najpierw pojawia się poczucie przymusu, potem ruchy ciała i okrzyki. Ruchy są wynikiem pobudzenia skorupy, która ma projekcje do kory przedruchowej w płacie czołowym. Charakterystyczną cechą zespołu Tourette’a jest częste zmienianie się rodzajów i intensywności tików. OCD i zespół Tourette’a są wynikiem braku kontroli wyuczonych działań. Ciekawostki Sa dowody, ze pisarz Samuel Johnson i amerykanski koszykarz Mahmoud Abdul – Rauf cierpieli na zespół Tourette’a. Na podstawie materiałów historycznych rozważa się, czy na zespół Tourette’a cierpieli cesarz rzymski Klaudiusz, car Rosji Piotr I Wielki, cesarz Francji Napoleon, Molier lub Mozart.
|
Joanna
Joanna żyła w wielkim mieście. Była piękną kobietą, której los od maleńkości nie oszczędzał i zgotował jej dość przykre dzieciństwo. Doświadczenia braku zaufania do ludzi odbiły się na niej w ten sposób, iż nie dostrzegała ani swojej urody, ani zalet, które zachwycały otoczenie i sprawiały, że wielu młodzieńców daremnie do niej wzdychało.
Dziewczyna patrząc na siebie wciąż widziała jakieś wady. Nieustannie szukała sposobu, by poprawić swój wizerunek lecz nigdy nie uzyskiwała stanu zadowolenia. Przez lata nabrała przekonania, że to w niej jest coś nie tak, skoro czuje się taka samotna. Znajomi patrzyli na nią z zachwytem jednak odbierali ją jako osobę niedostępną i przez to nie mieli odwagi okazać jej swojego zainteresowania.
To wszystko sprawiało, że Joanna czuła się coraz bardziej samotna i nieszczęśliwa. Wciąż sądziła, że nie jest godna miłości, przyjaźni, szacunku, że nie zasługuje na jakiekolwiek zainteresowanie.
Depresja Joanny pogłębiała się z roku na rok. Jej uroda nie gasła, tylko przyćmiewał ją coraz większy smutek i przygnębienie.
Pewnego dnia, gdy poczuła się całkowicie zrezygnowana popatrzyła na swoją twarz w lustrze. Stwierdziła, że to wszystko nie ma sensu, bo wciąż nie ma przy niej nikogo, komu mogłaby zaufać, zwierzyć się z myśli i marzeń. Jej starania o utrzymanie eleganckiego wyglądu, nienagannej sylwetki wcale nie sprawiały, że stawała się szczęśliwa.
Pomyślała wówczas, iż wolałaby już być mniej atrakcyjna, aby tylko doświadczyła uczucia szczęścia, aby znalazła przyjaciół i przestała czuć się samotna. Po jej policzkach spływały łzy, zaczęła zadawać sobie pytanie: Po co to wszystko? Jak dalej żyć?
Wkrótce Joanna ciężko zachorowała. Lekarze bardzo długo nie mogli odnaleźć przyczyny jej osłabienia. Bezskutecznie leczyli ją na co raz to inne schorzenia, zanim odkryli prawdziwą chorobę. Leżąc w szpitalnym łóżku Joanna miała dużo czasu na refleksje i przemyślenie swojego życia. Nie miała siły dbać o wygląd, o sylwetkę, modne stroje, a leki sprawiły, iż jej kształty znacznie się zaokrągliły. Przestawało mieć to jednak znaczenie. Joanna zaczęła zaprzyjaźniać się z innymi chorymi. Była zwyczajną, zatroskaną o los innych dziewczyną. Nikt nie widział w niej modnej, eleganckiej kobiety, dystans zaczął zanikać.
Wkrótce okazało się, że otacza ją coraz więcej ludzi, że ktoś nieustannie ją odwiedzał, dzwonił, troszczył się i dopytywał o jej zdrowie. Joanna nabierała sił i wracała do zdrowia. Na jej twarzy coraz częściej gościł uśmiech.
Pewnego dnia, przechadzając się korytarzami spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Nie była już tą co dawniej smukłą, modnie ubraną dziewczyną ze smutnymi oczami. Zobaczyła zwyczajną dziewczynę z nadwagą, zwichrzonymi włosami i promiennym spojrzeniem.
Przypomniała sobie wówczas siebie sprzed lat i wypowiadane do lustra słowa. Poczuła się szczęśliwa i uśmiechnęła się szeroko do siebie. Wreszcie odnalazła to, czego szukała.
Teoria umysłu — wprowadzenie
Teoria umysłu jest zdolnością do czytania w umyśle lub wiedzą o stanach mentalnych. W mózgu człowieka powstaje model służący do wyjaśniania i przewidywania zachowań własnych, a także innych ludzi. Chcąc wyjaśnić i przewidzieć rozmaite zachowania, odwołujemy się do intencji, uczuć, pragnień i przekonań, których nie potrafimy zobaczyć. Jednak jesteśmy przekonani i wnioskujemy o ich istnieniu i wpływie na zachowanie nasze oraz innych ludzi. Można zatem powiedzieć, że teoria umysłu to system pojęć i reguł, który pozwala ludziom przewidywać i wyjaśniać zachowania innych osób poprzez wykorzystywanie pamięci o nieobserwowalnych stanach umysłu tj. pragnieniach, przekonaniach, intencjach itp.
Teoria umysłu, czyli inaczej zdolność mentalizowania, jest niezwykle ważna dla poznania i funkcjonowania społecznego. Uważa się, że jest to automatyczna, naturalna zdolność człowieka. O tym jak jest ważna przekonujemy się analizując trudności w zakresie funkcjonowania społecznego pojawiające się u osób, które mają problemy z mentalizowaniem, między innymi u osób chorujących na schizofrenię.
Badaniami nad dziecięcą teorią umysłu zajmowali się niezależnie Henry Wellman, który użył terminu „teoria umysłu” badając metapoznanie i pisząc o dziecięcych koncepcjach poznania, oraz David Premack i Guy Woodruff, którzy posłużyli się tym terminem badając myślenie szympansów. Niezwykle szybko termin ten stał się popularny.
Już od urodzenia dzieci muszą się uczyć rozmaitych rzeczy o świecie. Potrafią tego dokonać, ponieważ ich mózgi są w stanie tworzyć kopie, albo inaczej mówiąc „reprezentacje” ludzi, przedmiotów i zdarzeń. Można zatem powiedzieć, że reprezentacje niejako „wprowadzają” świat do umysłu.
Prawidłowo rozwijające się dziecko w drugim roku życia potrafi pójść dalej i tworzyć reprezentację tego, co inni ludzie zamierzają zakomunikować.
Umysł człowieka tworzy nowe reprezentacje dzięki mechanizmowi, który „odłącza” reprezentacje od rzeczywistości. Odłączone reprezentacje nie są już kopiami świata. Można je z kolei połączyć z pragnieniami, myślami czy wspomnieniami innej osoby.
Zatem warunkiem rozwoju dziecięcej teorii umysłu jest rozumienie oraz zdolność do udawania, pozorowania (symulowania) – zabawy na niby.
Według A. M. Leslie istnieją trzy formy udawania:
- Substytucja przedmiotów
- Udawanie zmian budowy przedmiotu
- Wyimaginowane udawanie
W momencie odłączenia reprezentacje mogą już same stać się przedmiotem myślenia i gry wyobraźni. Jeżeli dziecko ma wystarczająco wiele doświadczeń, to mechanizm mentalizowania pozwala mu niewiarygodnie szybko uczyć się o przekonaniach i oszukiwaniu.
5‑letnie dziecko powinno już dysponować podstawami dojrzałej teorii umysłu.
Lektura na temat zespołu Aspergera
Codzienność dziecka z zespołem Aspergera okiem rodzica i terapeuty to rodzaj wyjątkowego poradnika napisanego przez osoby, które na co dzień pokonują wiele trudności związanych z opisanym problemem. Autorki, prywatnie mamy dzieci z zespołem Aspergera, przybliżają codzienne życie takich właśnie rodzin. Książka, obok bogatej wiedzy teoretycznej przekazanej w przystępny sposób, zawiera praktyczne porady zilustrowane licznymi przykładami zaczerpniętymi z prawdziwych doświadczeń i przeżyć rodziców dzieci z zespołem Aspergera.
Dlaczego on jest „taki dziwny” — czyli o dorosłych z <span class=„caps”>ZA</span>
Dlaczego on jest taki dziwny?
W codziennym życiu spotykamy bardzo różnych ludzi. Jednych natychmiast obdarzamy sympatią, u innych zauważamy, że nadają na kompletnie innych falach. Jedni są bardzo towarzyscy, otwarci na świat i ludzi, a inni stoją z boku i często nawet nie starają się włączyć do rozmowy.
Drażnią nas czasem ich niezrozumiałe reakcje, dziwactwa lub monotematyczność. Ich wypowiedzi często wydają się nieadekwatne do sytuacji i hierarchii społecznej, mogą na przykład odnosić się tak samo do kolegi i przełożonego. Bardzo rzadko jednak zastanawiamy, dlaczego ten człowiek zachowuje się właśnie tak, a nie inaczej. Zwykle bardzo szybko określamy ludzi różniących się od nas jako dziwaków lub odludków. Tworzymy stereotypy, które wprawdzie czasem pomagają, bo porządkują nam świat, jednak bardzo często zwyczajnie krzywdzą.
Może warto więc czasem zatrzymać gonitwę myśli i spokojnie przyjrzeć się człowiekowi, który jest obok nas? Bywa bowiem tak, że człowiek obok nas zatopiony jest w swoim świecie i nie za bardzo potrafi zrobić ruch, który dałby nam sygnał, że potrzebuje czegoś więcej. Być może jest pełen lęku albo zwyczajnie nadmiar bodźców powoduje, że chciałby schować się w jakimś cichym kącie.
Relacje międzyludzkie zwykle mają ogromny wpływ na nasze samopoczucie, na to, jak jesteśmy odbierani i wreszcie na to, co sami o sobie myślimy. Dlatego warto o nie dbać, tak w życiu codziennym — w pracy, szkole, jak i na polu prywatnym.
Gdy trudności dotyczą dzieci, to staramy się, pomagamy, rozumiemy… Jednak z tych dzieci wyrastają kiedyś dorośli. Trafiają do świata, który już nie jest już taki wyrozumiały, wymaga, by się dostosować.
Jeżeli dorosły z diagnozą spektrum autyzmu wyrósł w środowisku przyjaznym, dbającym o jego rozwój, to miał szansę na wypracowanie sobie strategii, które pozwalają poradzić sobie w neurotypowym świecie. Często bywa jednak tak, że dzieci, mimo swoich trudności, dorastają bez wsparcia i świadomości dorosłych, że można i należy im pomóc. Każdy z nas mógł się z kimś takim zetknąć.
Jak więc ułatwić sobie wzajemnie kontakty?
Ludzie z zespołem Aspergera nie odbiegają intelektualnie od większości społeczeństwa. Bardzo często też ich iloraz inteligencji jest powyżej przeciętnej. Niektóre osoby w spektrum autyzmu mają szczególne uzdolnienia. Dotyczy to jednak tylko tzw. sawantów, stanowiących około dziesięciu procent wszystkich osób z zespołem Aspergera.
Ludzie w spektrum autyzmu mogą być dobrymi pracownikami. Wykonują swoje obowiązki starannie i z dbałością o szczegóły. Są rzetelni i słowni. Jeśli już coś wykonują, to oddają się temu bez reszty.
Osoby w spektrum autyzmu mogą mieć natomiast kłopoty z umiejętnościami organizacyjnymi, niezależnie od wykazywanego poziomu inteligencji lub wieku. Dotyczy to przede wszystkim umiejętności zorganizowania imprezy, spotkania, zbiórki (np. pieniędzy czy przedmiotów). Mogą mieć na biurku idealny porządek lub wręcz przeciwnie — tonąć w stercie nieuporządkowanych papierów.
Problemem może być dla nich myślenie abstrakcyjne i pojęciowe. Unikajmy więc zadawania pytań niejasnych, opisowych, bądźmy tak konkretni, jak to tylko możliwe. Unikajmy wielomówstwa.
Należy uważać z przenośniami czy porównaniami. Jest wielce prawdopodobne, że tekst zostanie odebrany dosłownie, więc użycie idiomu może rodzić wiele nieporozumień.
Zwiększenia intensywności nietypowych lub trudnych do zaakceptowania zachowań, wskazuje prawdopodobnie na podniesienie poziomu stresu. Niekiedy stres jest powodowany przez uczucie utraty kontroli. Związane jest to często z koniecznością trzymania się planów i rytuałów. Jeśli jest coś raz zaplanowane, człowiek z ZA będzie próbował niewolniczo trzymać się ustaleń.
Mimika i inne społeczne wskazówki mogą nie zostać zrozumiane. Większość osób z autyzmem ma trudności z odczytywaniem wyrazu twarzy oraz mowy ciała.
Normalne poziomy natężenia bodźców słuchowych oraz wzrokowych mogą być postrzegane jako zbyt wysokie lub zbyt niskie. Dla niektórych osób w spektrum autyzmu nawet brzęczenie świetlówki może być ogromnie rozpraszające. Istotne są także bodźce węchowe, smakowe lub dotykowe. Irytację może wzbudzać poklepywanie po ramieniu, przytulanie, zapalanie ostrego światła itp.
Oceniając umiejętności, niczego nie powinniśmy być pewni. Gdy np. osoba w spektrum autyzmu jest „geniuszem” w dziedzinie algebry, może nie być w stanie obliczyć prostej reszty posługując się kasą sklepową. Osoba taka może mieć niewiarygodną pamięć związaną z przeczytanymi książkami, usłyszanymi przemówieniami czy statystykami, ale mimo to może nie być w stanie przypomnieć sobie drobiazgu. Nierównomierny rozwój umiejętności to cecha charakterystyczna dla autyzmu.
Jeśli mamy jakieś uwagi, trzeba o tym mówić konkretnie i bez obelg. Przekazanie komunikatu wprost da efekt pożądany, natomiast atakowanie i podteksty będą zapewne zignorowane lub spowodują brak zrozumienia.
Wielu ludzi z zespołem Aspergera ma problemy z rozpoznawaniem ludzi. Będą się raczej skupiali na jakichś charakterystycznych elementach np. stroju. Dlatego często w nowym miejscu ludzie bywają dzieleni najpierw na grupki, a dopiero potem rozpoznawani indywidualnie.
Dość zauważalny jest także brak kontaktu wzrokowego. Osoba taka może albo go unikać lub „wpatrywać się” w twarz rozmówcy. Często wykonuje przy tym nienaturalne ruchy, które rozpraszają drugą osobę podczas rozmowy.
Ludzie, którzy wydają nam się inni, mogą widzieć i odbierać świat na swój sposób. Sprawiają przez to wrażenie, że nie zważają na uczucia innych, mogą mówić lub robić rzeczy w sposób dla nas niemiły. Nie należy jednak zakładać, że chcą nas zranić lub zignorować. Być może zwyczajnie nie rozumieją naszych uczuć. Być może nawet swoich uczuć nie potrafią rozpoznać.
Każdy ma uczucia, nie każdy jednak potrafi połączyć odpowiedniego słowa z tym, co się dzieje w jego głowie. Człowiek z zespołem Aspergera ma emocje równie silne, jak każdy inny, tylko inne sytuacje mogą je generować.
Nie znając sposobu odbierania bodźców i nie rozumiejąc ich wpływu na funkcjonowanie możemy ulec stereotypowi, że mamy do czynienia z kimś pozbawionym emocji lub uczuć wyższych. Nie jest to prawdą. Po lepszym poznaniu okazuje się bowiem, że kocha, cierpi i przeżywa równie głęboko, jak my. Problemem jest jedynie brak umiejętności pokazania tego w sposób, do jakiego przywykliśmy. Podobnie jest z odbiorem. Nasze emocje nie są dla niego widocznie. Ne widzi uśmiechu w oczach, grymasu niezadowolenia czy oznak zniecierpliwienia. To dlatego między innymi, tak trudno jest mu aktywnie uczestniczyć w luźnej rozmowie.
Błędem jest próba zrozumienia człowieka, który jest inny od nas, na podstawie rozumienia siebie. Przecież sposób odbierania świata może być bardzo różny. Nie zakładajmy, że wiemy co się dzieje w umysłach innych, bo nie każdy odbiera i przetwarza informacje tak jak my. Otwórzmy nasze umysły na odmienność i nie dajmy się zwieść stereotypom.
Podmiot w psychoanalizie na podstawie książki Remigiusza Ryzińskiego „Rzecz niemożliwa – czyli fragmenty o pisaniu i kochaniu”
Psychologia podobnie psychoanaliza zajmuje się psychiką ludzką. Jednakże psychologia stara się uczynić z podmiotu ludzkiego obiekt naukowy, tym samym degradując człowieka i umartwiając niejako psychikę.
Psychologia próbuje uchwycić człowieka w kategoriach zachowania, zamierza tworzyć prawa rozwoju i klasyfikacje. Można powiedzieć, że dla psychologii człowiek jest istotą redukowalną do fizycznych praw natury.
Uważam, że nie warto jednak pozwolić na to, aby umknęło nam to co, co wprawdzie niewidoczne, ale za to szczególnie istotne.
Człowiek jest istotą złożoną. Freud wykazał, że obok tego co dostrzegamy istnieje jeszcze cała gama przeżyć ukrytych – podświadomych. Wywierają one ogromny wpływ na nasze zachowanie, decyzje, czy nawet poczucie szczęścia tudzież spełnienia. Mogą być powodem poważnych chorób, których źródła doszukujemy się zupełnie gdzie indziej.
Ego jest naszym centrum doświadczeń, to tam powstaje zderzenie popędu z nakazami społecznymi. Powstaje osobliwy konflikt sił. Tak wytworzona opozycja jest niejako konfliktem pomiędzy rozumem, a namiętnością. Ego będzie się broniło. Jednym z takich mechanizmów obronnych Ego, służących unieszkodliwianiu agresywnych seksualnych pragnień i minimalizowaniu cierpienia wynikającego z ich niezaspokojenia, jest sublimacja.
Sublimacja zapewnia wykorzystanie energii seksualnej do innej aktywności.
Polega ona na tym, że pewne nieświadome popędy oderwane od swych pierwotnych celów zostają włączone do osobowości w zmodyfikowanej formie jako jej składniki obdarzone pozytywną wartością społeczną. Zauważamy to w działalności altruistycznej. To jest najczęstsza metoda wysublimowania energii popędu seksualnego.
Dodatkowo może być wykorzystywana do rozwoju intelektualnego. Ego karmi się także sukcesem wynikającym na przykład z publikowania książek, przy czym znamienne jest, że to sam proces tworzenia jest niejako okresem zdobywania partnera, zachwytu i nadziei na obsadzenie obiektu. Zrealizowanie celu nie daje już tak dużej satysfakcji. Ego będzie poszukiwało nowego celu do obsadzenia.
Zagubiony nastolatek, czyli o zwiększonym ryzyku depresji u młodzieży z <span class=„caps”>ZA</span>
Zniechęcenie, smutek, szaro-bury świat. Z dnia na dzień coraz trudniej wstać z łóżka. PO jakimś czasie już nawet sama myśl, że trzeba wstać, ubrać się i wyjść do szkoły powoduje lęk. W głowie wirują myśli: „Jestem nic nie wart, nikt mnie nie rozumie, na pewno sobie nie poradzę, wyśmieją mnie”…
Z dnia na dzień izolacja pogłębia się. „Nikogo nie potrzebuję, niczego nie chcę”, świat staje się coraz bardziej obcy i minuta po minucie oddala się w niebyt. „Czy cokolwiek ma jeszcze sens? Po co mam żyć?”
Wejście w okres dojrzewania jest dla dziecka zespołem Aspergera podwójną trudnością. Z jednej strony dąży ono do budowania tożsamości, a z drugiej — zmaga się z ogromnymi problemami dotyczącymi kontaktów społecznych i przystosowania do grupy rówieśniczej. Koledzy odgrywają w życiu młodego człowieka coraz większą rolę. Dodatkowo, na skutek burzliwej przemiany w gospodarce hormonalnej, zaczyna dochodzić do konfliktów z dorosłymi, nawet, jeżeli nigdy wcześniej nie było takich problemów. Zaczyna brakować przestrzeni na swobodę, wszędzie jest obco i źle.
Nauczyciele w szkole mają dużo mniejsze możliwości na poznanie ucznia, najczęściej nie zauważają jego mocnych stron, natomiast skupiają się na coraz bardziej widocznych problemach z zachowaniem. Mogą podejrzewać ucznia o problemy emocjonalne lub brak motywacji.
Uczeń z ZA narażony jest na konflikt z nauczycielami i innymi uczniami dużo częściej niż przeciętny nastolatek. Brak świadomości jego specyficznych zachowań może rodzić nieporozumienia w zwykłych sytuacjach, reakcjach spontanicznych, takich jak pobyt na stołówce czy sali gimnastycznej.
Nastolatek z zespołem Aspergera nie dostrzeże bowiem sygnałów wskazujących na narastanie konfliktu. Reakcja może więc być gwałtowna i niezrozumiała.
Szczególnie trudny będzie tutaj okres nauki w gimnazjum. Jest to czas, gdy tolerancja rówieśnicza jest na bardzo niskim poziomie, natomiast nacisk na dostosowanie się do grupy — ogromny. Dziecko za wszelką cenę będzie szukało sposobu na dopasowanie się do grupy, i dlatego zrobi czasem bardzo dużo, by uzyskać aprobatę. Nie zagwarantuje mu to jednak akceptacji. Jego specyficzne zachowania mogą stać się powodem wyśmiewania i wystawiania go jako „ofiary” żartów. Często jednak czuje się przez grupę odepchnięty, szykanowany, a nawet prześladowany.
Trudności dotyczą także komunikacji. Nastolatek z ZA zwykle nie rozumie slangu młodzieżowego, nie ma świadomości mody młodzieżowej.
To wszystko powoduje, że ma on coraz większe poczucie wykluczenia, co z kolei bardzo szybko zaczyna przekładać się na kłopoty z zachowaniem. Dochodzi do wybuchów.
W naszej świadomości depresja na ogół kojarzy się ze smutkiem, apatią. Czasem, zwłaszcza w przypadku dzieci i młodzieży, bywa inaczej. Warto zainteresować się każdą zmianą w zachowaniu szczególnie taką jak np. arogancja, agresja czy abnegacja, obniżenie wyników w nauce oraz huśtawka nastrojów. Depresja może objawiać się również dolegliwościami fizycznymi, takimi jak bóle głowy czy brzucha. Zawsze jednak wywołuje tak silne cierpienie, że może odbierać nastolatkom nadzieję i sens życia, nierzadko prowadzi ich do myśli lub prób samobójczych.
W przypadku dziecka z diagnozą ZA czasem olbrzymią trudnością jest uchwycenie pierwszych symptomów. Jesteśmy przyzwyczajeni, że często zamyka się ono w swoim świecie. Nie budzi to naszego zdziwienia, bo nauczeni akceptacji dla takich zachowań, przyjmujemy je jako coś oczywistego. Tymczasem może być inaczej.
U młodzieży z ZA depresja zdarza się często. Powinna więc zaniepokoić nas każda zmiana zachowania: zaniedbywanie obowiązków, higieny osobistej, izolowanie się, przesiadywanie w ciemnym, zamkniętym pokoju, a nawet większa niż zwykle senność. Objawem może być także nasilenie lub pojawienie się nowych lęków i natręctw.
To rodzice najlepiej znają swoje dzieci, więc jeśli czujemy, że coś jest nie tak, nie wahajmy się powiedzieć o tym lekarzowi. Być może to, co dla nas wygląda jak niewielka zmiana w zachowaniu, jest przykrywką dla dramatu, który rozgrywa się w głowie naszego dziecka. Być może potrzebna jest natychmiastowa pomoc.
Jeżeli uda nam się wychwycić symptomy odpowiednio wcześnie, to możliwe jest, że wystarczy okazanie większego zainteresowania lub częstsze wizyty u terapeuty.
Jednak to lekarz psychiatra powinien zdecydować, jaka forma pomocy będzie odpowiednia. Nie należy czekać i liczyć na to, że zły nastrój, czy apatia same przejdą. Specjalista dużo szybciej zorientuje się, jak poważny jest problem i zdecyduje, czy należy włączyć leczenie farmakologiczne. Nie bójmy się tego — zaniedbanie może okazać się dramatyczne w skutkach.
Czasem depresja związana jest z okresem jesienno-zimowym. Wówczas wynika ona z niedostatecznej ilości światła dostarczanego do organizmu. Jeżeli zaobserwujemy, że nasze dziecko ma spadek nastroju zawsze w tym samym okresie, warto pomyśleć o doświetlaniu specjalnie do tego przystosowanymi lampami. Istotne jest, aby fototerapię rozpoczynać przed wystąpieniem spadku nastroju. Wówczas, ten prosty zabieg może pozwolić uniknąć leczenia farmakologicznego.
Na przebieg i występowanie depresji u nastolatków wpływają także społeczne wzorce zachowań. Dziewczynki mają dużo większe przyzwolenie społeczne na okazywanie słabości, płacz, zgłaszanie problemów. Dlatego szybciej i chętniej trafiają do specjalistów. Chłopcy nie potrafią na ogół rozmawiać o swoich emocjach, nie wypada im okazywać słabości.
W przypadku dziecka z ZA sytuacja jest o wiele trudniejsza, bo może ono nie umieć nazwać swoich emocji, nie ma ich świadomości. Będzie więc dążyło do jeszcze większego ustrukturyzowania świata, bo to jest jedyna droga, którą zna, a która jednocześnie sprawia, że czuje się bezpieczniej.
Ogromnie ważna jest tutaj także postawa rodziców. Jeżeli okazuje się, że nasze dziecko ma zdiagnozowaną depresję, to często zaczynamy się zastanawiać, gdzie popełniliśmy błąd, dlaczego to spotyka naszą rodzinę? Powoduje to niejednokrotnie wyrzuty sumienia, zaczynamy szukać winnych. Należy wówczas bardzo wyraźnie sobie powiedzieć — depresja nie jest karą za naszą nieudolność, jest chorobą, która przytrafiła się naszemu dziecku. Nie szukajmy winnych, skupmy się na pomocy.
Nie zapominajmy o podtrzymywaniu kontaktu z naszym dzieckiem. To, że zaczyna dorastać, daje ogromną pokusę, aby nareszcie skupić się bardziej na sobie. I nie ma w tym nic złego, właśnie do tego dążymy, chcemy wychować dziecko na osobę samodzielną i zaradną życiowo, oczywiście na miarę jego możliwości. Złe są skrajności. Niewłaściwa będzie nadopiekuńczość, ale niebezpieczne będzie także przysłowiowe rzucanie na głęboką wodę.
Każde dziecko potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, mądrego wsparcia i świadomości, że jest ktoś, do kogo można przyjść zawsze, kto nawet jak jest w tej chwili zajęty, to wyznaczy taki czas, w którym będzie skupiony tylko na dziecku i jego problemach. I pamiętajmy, to nie my mamy określać skalę problemu. To, co dla nas wydaje się błahostką, dla nastolatka może być dramatem. Wsłuchujmy się w to, co mówią nasze dzieci, czasem wśród całej długiej opowieści pada jedno krótkie zdanie, które jest kluczem do rozwiązania problemu. Jeżeli wyznaczamy czas dla dziecka, to niech to będzie czas autentyczny, a nie przepleciony obowiązkami domowymi. Dziecko musi wiedzieć, że jego problemy są dla nas ważne. Jeżeli bowiem poczuje się odtrącone w drobnej rzeczy, to czy będzie miało odwagę przyjść z poważną? Nie wiemy, co czuje, co myśli i nie próbujmy zgadywać, domyślać się. Pamiętajmy, że każdy patrzy na różne sprawy przez pryzmat swoich doświadczeń i tego, jak poradził sobie w podobnych sytuacjach. Nasze emocje i odczucia mogą być zupełnie inne. Nie bójmy się dopytać, co czuje, co myśli, stwórzmy mu bezpieczny świat.
Test na <span class=„caps”>ADHD</span>
Czy moje dziecko ma ADHD?

Wywiad przesiewowy – ADHD
Zaznacz odpowiedź i przejdź dalej:
0 – nie dotyczy 1 – czasami 2 – często 3 – bardzo często
Kontakt
mail: beata@grotowska.org.pl
Fundacja Savant
ul. Rolna 165a
tel. 535518035
Aktualności
- Kiedy nie trzeba nic naprawiać.O potrzebach kobiet w relacji z mężczyzną w świetle psychologii Kobieta wraca późnym popołudniem z pracy. Cały dzień spotkań, napięcie, presja terminów, a na koniec trudna rozmowa z przełożonym. Odkłada torbę, siada ciężko na kanapie i mówi tylko: „Mam dziś okropny dzień”. Partner natychmiast zaczyna analizować: może zmienić pracę, może porozmawiać z szefem, może wziąć … Czytaj dalej Kiedy nie trzeba nic naprawiać.
- Dlaczego osoby neuroatypowe tak często tworzą pary między sobą?Biologia, komunikacja i „dobór na tych samych falach” W ostatnich latach badania populacyjne zaczęły pokazywać zjawisko, które wielu ludzi intuicyjnie obserwuje w swoim otoczeniu: osoby z ADHD, autyzmem (ASD) lub innymi formami neuroróżnorodności częściej niż przypadkowo tworzą związki z partnerami o podobnym profilu. Nie jest to wyłącznie kwestia środowiska, mody ani „internetowych baniek”. Coraz więcej … Czytaj dalej Dlaczego osoby neuroatypowe tak często tworzą pary między sobą?
- Nastolatek nie jest nierozsądny. Jest wrażliwy na ludziPrzez długie lata sądzono, że ryzykowne zachowania nastolatków wynikają z braku dojrzałości, wiedzy albo rozsądku. Jeśli młody człowiek podejmował niebezpieczne decyzje, uznawano, że „nie myśli”. Badania Laurence’a Steinberga i Margo Gardner podważyły to przekonanie u samych podstaw. Nie pytali oni, czy nastolatki rozumieją ryzyko. Zapytali: w jakich warunkach ich zachowanie się zmienia.
- Dlaczego mózg osób z autyzmem może funkcjonować inaczej? Co mówią najnowsze badania o „sprzątaniu” synapsAutyzm jest złożonym zaburzeniem rozwojowym, które wpływa na sposób myślenia, przetwarzania informacji, komunikacji i relacji społecznych. Chociaż od lat wiadomo, że w autyzmie zmienia się funkcjonowanie sieci neuronalnych, to dopiero niedawno badania biologiczne zaczynają wyjaśniać, jakie mechanizmy na poziomie komórkowym mogą leżeć u podstaw tych różnic.
- Jak mózg „przewiduje” świat – i co to zmienia w relacjach z innymi1. Mózg nie widzi świata „takim, jaki jest” Choć często wydaje nam się, że po prostu widzimy i słyszymy rzeczywistość, w rzeczywistości mózg działa inaczej.Zanim dotrą do nas informacje ze zmysłów, mózg już tworzy przypuszczenia, co za chwilę zobaczy, usłyszy lub poczuje. Dopiero potem porównuje swoje przewidywania z tym, co faktycznie dociera z otoczenia. To podejście … Czytaj dalej Jak mózg „przewiduje” świat – i co to zmienia w relacjach z innymi
- Gdy dziecko kłamie — co tak naprawdę próbuje nam powiedzieć?Większość rodziców reaguje na kłamstwo dziecka napięciem, złością albo rozczarowaniem. Pojawia się myśl: „Skoro kłamie, to znaczy, że robi coś złego” albo „Nie mogę mu ufać”. Tymczasem badania psychologiczne pokazują coś znacznie bardziej złożonego: kłamstwo dziecka rzadko dotyczy wyłącznie prawdy i fałszu. Częściej dotyczy bezpieczeństwa, relacji i sposobu radzenia sobie z trudnymi emocjami. Kłamstwo jako … Czytaj dalej Gdy dziecko kłamie — co tak naprawdę próbuje nam powiedzieć?
- Uzależnienie od gier i internetu u dzieci i młodzieżyCo mówią badania i jak wygląda to w codziennym życiu rodzin Uzależnienie od gier komputerowych i internetu u dzieci i młodzieży nie pojawia się nagle ani bez ostrzeżenia. Badania nad Internet Gaming Disorder (IGD) pokazują, że jest to proces, w którym stopniowo dochodzi do zawężania funkcjonowania dziecka do świata cyfrowego.
- Co rodzice „niosą” ze swojego pokolenia do relacji z dzieckiemJak doświadczenia dorosłych kształtują wychowanie dzieci dziś Wychowanie dziecka nigdy nie odbywa się w próżni. Każdy rodzic wchodzi w relację z dzieckiem nie tylko ze swoją osobowością, ale także z doświadczeniami własnego dzieciństwa, normami kulturowymi i realiami społeczno-historycznymi, w których dorastał. Badania z zakresu psychologii rozwojowej jednoznacznie wskazują, że rodzicielstwo ma charakter międzypokoleniowy – to, … Czytaj dalej Co rodzice „niosą” ze swojego pokolenia do relacji z dzieckiem
- Trauma relacyjna – czym jest i jak wpływa na nasze życie?Trauma relacyjna to doświadczenie, które powstaje w relacjach z innymi ludźmi, najczęściej w dzieciństwie, w kontakcie z rodzicami lub opiekunami. Nie musi oznaczać jednego dramatycznego wydarzenia. Często rozwija się wtedy, gdy dziecko przez dłuższy czas doświadcza braku bezpieczeństwa, nieprzewidywalności, emocjonalnej niedostępności, przemocy lub chaosu w relacji z osobą, od której jest zależne. Jej skutki mogą … Czytaj dalej Trauma relacyjna – czym jest i jak wpływa na nasze życie?
- Czy moje dziecko ma ADHD?ADHD – Test przesiewowy Wywiad przesiewowy – ADHD Zaznacz odpowiedź i przejdź dalej: 0 – nie dotyczy 1 – czasami 2 – często 3 – bardzo często
- Maskowanie autystyczne – strategia przetrwania czy pułapka?Maskowanie, nazywane także kamuflażem, to proces — często częściowo świadomy, a czasem zupełnie automatyczny — polegający na przyjmowaniu określonej roli lub zachowań po to, by ukrywać pewne aspekty swojej osoby. U osób w spektrum autyzmu maskowanie może dawać poczucie bezpieczeństwa i ochrony przed odrzuceniem, krytyką czy niezrozumieniem. Jednocześnie niesie ono ryzyko utraty kontaktu z własnymi … Czytaj dalej Maskowanie autystyczne – strategia przetrwania czy pułapka?
- Czego naprawdę potrzebują dzieci? O obecności, która daje poczucie, że jestem ważnyCzy dzieci naprawdę uszczęśliwiają drogie zabawki, nowoczesne gadżety, najmodniejsze ubrania i egzotyczne wyjazdy? W świecie, w którym łatwo mierzyć miłość ilością prezentów, coraz częściej umyka to, co dla dziecka jest najważniejsze i najbardziej fundamentalne: bliskość, uwaga i obecność rodzica.
- Autyzm to nie jedna droga. O różnych biologicznych ścieżkach prowadzących do podobnych objawówCztery profile zamiast jednego spektrum
Beata Grotowska
Jestem psycholożką, psychoterapeutką, pasjonatką psychopatologii i neuropsychologii, zwolenniczką indywidualnego podejścia do każdego człowieka i całościowej opieki nad rodziną. Pracuję w podejściu integracyjnym.
Specjalizuję się w psychoterapii dzieci, młodzieży oraz osób dorosłych i rodzin. Mam duże doświadczenie w pracy z osobami w spektrum autyzmu (dawniej z zespołem Aspergera), ADHD i innymi wyzwaniami neurorozwojowymi.
Prowadzę psychoterapię dzieci, dorosłych i rodzin, udzielam konsultacji dla rodziców oraz nauczycieli, prowadzę szkolenia dla specjalistów, warsztaty dla rodziców i kadry pedagogicznej oraz grupy wsparcia dla rodziców. W latach 2012–2024 kilkukrotnie w ciągu każdego roku wyjeżdżałam z dziećmi i młodzieżą na obozy terapeutyczne.
Ukończyłam:
- jednolite studia magisterskie na kierunku psychologia ze specjalnością psychologia kliniczna
- 4‑letnie całościowe szkolenie psychoterapeutyczne integracyjno-systemowe Psychoterapia zintegrowana z uwzględnieniem systemowej terapii rodzin oraz pracy z dzieckiem i młodzieżą — akredytowane przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne w Szkole Psychoterapii Mabor (Aktualnie Dialog)
- roczne szkolenie podyplomowe z psychoterapii poznawczo-behawioralnej dzieci i młodzieży w Ośrodku Poza Schematami
- szkolenie wprowadzające do terapii par skoncentrowanej na emocjach EFT prowadzone przez Mentalia — Pracownia Terapii i Rozwoju
- roczne seminarium „Przywiązanie, neuronauka, terapia psychodynamiczna i psychoanaliza” prowadzone przez dr Żechowskiego
- cykl szkoleń w Akademii Różnorodności dotyczących pracy z osobami w spektrum autyzmu i z ADHD
.Dodatkowo szkoliłam się m.in. w zakresie:
- diagnozowania i prowadzenia psychoterapii dzieci i młodzieży z zespołem Aspergera, ADHD, zaburzeniami lękowymi, depresją, PTSD, niską samooceną, problemami z zachowaniem, zaburzeniami zachowania (u nastolatków), zaburzeniami odżywiania, tikami, OCD
- pracy z traumą relacyjną u dzieci i nastolatków
- wspierania rodziców w procesie terapii dzieci,
- pokonywania oporu nastolatka,
- dialogu motywującego,
- pracy z dzieckiem krzywdzonym,
- zachowań autoagresywnych u dzieci i młodzieży,
- zaburzeń integracji sensorycznej u dzieci,
- monitorowania rozwoju dziecka narzędziem M‑CHAT‑R/F,
- pracy psychoterapeutycznej z pacjentami z natręctwami,
- psychopatologii,
- Racjonalnej Terapii Zachowania,
- Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach,
- pracy z pacjentami z zaburzeniami preferencji seksualnej,
- pracy z pacjentami zgłaszającymi myśli samobójcze,
- stosowania leków w psychiatrii,
- pracy z dorosłymi pacjentami z diagnozą zespołu Aspergera,
- pracy z pacjentem z doświadczeniem traumy z dzieciństwa,
- pracy z pacjentem z poczuciem beznadziei,
- pracy z pacjentem, który doświadczył wykorzystania seksualnego,
- pracy z pacjentem „zajadającym stres”,
- pracy z traumą pierwszego typu.
Jestem współzałożycielką i prezeską Fundacji Savant, współautorką książki: „Codzienność dziecka z zespołem Aspergera okiem rodzica i terapeuty”, wyd. Harmonia, autorką artykułów o problemach dzieci i dorosłych z zespołem Aspergera.
Swoją pracę poddaję regularnej superwizji.
Pomoce
Złość, czy agresja
Emocje. Jak oni się czują?
Fakt, czy wyolbrzymianie.
pliki cookies
Strona jest oparta na silniku WordPress. WordPress zapisuje na Waszych komputerach pliki cookies/ciasteczka. Zapisuje i nie mam na to wpływu.
Ciasteczka przechowują informacje o bierzącej sesji. Czyli pozwalają na prawidłowe działania klawiszy typu „starsze posty” i jeżeli jesteście zalogowani pozwala na pamiętanie o tym fakcie. Do niczego innego więcej te pliki nie są wykorzystywane.
Możecie tak skonfigurować przeglądarkę, aby blokowała pliki cookie. Jednak w tym przypadku nie gwarantuję, że witryna będzie działać poprawnie. Procedura blokowania plików cookie zależy od rodzaju stosowanej przez użytkownika przeglądarki internetowej. Odpowiednie instrukcje można znaleźć w menu Pomoc lub odpowiednim menu używanej przeglądarki.
Jeżeli wchodzisz na tę stronę i nie masz zablokowanych plików cookie w przeglądarce jednocześnie zgadzasz się na zapisywanie tych plików na Twoim dysku.





