Dlaczego osoby neuroatypowe tak często tworzą pary między sobą?

Biologia, komunikacja i „dobór na tych samych falach”

W ostat­nich latach bada­nia popu­la­cyj­ne zaczę­ły poka­zy­wać zja­wi­sko, któ­re wie­lu ludzi intu­icyj­nie obser­wu­je w swo­im oto­cze­niu: oso­by z ADHD, auty­zmem (ASD) lub inny­mi for­ma­mi neu­ro­róż­no­rod­no­ści czę­ściej niż przy­pad­ko­wo two­rzą związ­ki z part­ne­ra­mi o podob­nym pro­fi­lu. Nie jest to wyłącz­nie kwe­stia śro­do­wi­ska, mody ani „inter­ne­to­wych baniek”. Coraz wię­cej danych wska­zu­je, że stoi za tym splot mecha­ni­zmów bio­lo­gicz­nych, psy­cho­lo­gicz­nych i społecznych.

Dobór asortatywny: nie zakochujemy się losowo

Psy­cho­lo­gia od daw­na zna zja­wi­sko dobo­ru asor­ta­tyw­ne­go — ten­den­cji do wybie­ra­nia part­ne­rów podob­nych do sie­bie pod wzglę­dem cech oso­bo­wo­ści, wykształ­ce­nia, sty­lu życia czy poglą­dów. Nowe bada­nia suge­ru­ją, że doty­czy ono tak­że cech neurorozwojowych.

Ana­li­zy ogrom­nych reje­strów popu­la­cyj­nych ze Skan­dy­na­wii, w tym badań opu­bli­ko­wa­nych w JAMA Psy­chia­try, poka­zu­ją, że part­ne­rzy z ADHD lub ASD wystę­pu­ją w parach istot­nie czę­ściej, niż wyni­ka­ło­by to z czy­ste­go przy­pad­ku. Współ­czyn­ni­ki podo­bień­stwa docho­dzą w nie­któ­rych ana­li­zach do ok. 0,4–0,5 — war­to­ści wyso­kiej jak na cechy psy­chicz­ne i porów­ny­wal­nej raczej z podo­bień­stwem poglą­dów poli­tycz­nych czy pozio­mu wykształcenia.

Co waż­ne, podob­ny efekt obser­wu­je się tak­że dla innych zabu­rzeń psy­chicz­nych, m.in. schi­zo­fre­nii czy uza­leż­nień. Ozna­cza to, że nie cho­dzi wyłącz­nie o ADHD czy autyzm, lecz o szer­szy mecha­nizm dobie­ra­nia się osób o zbli­żo­nym funk­cjo­no­wa­niu poznaw­czym i emocjonalnym.

Nie jest to więc „moda na dia­gno­zy”, lecz sta­ty­stycz­nie uchwyt­na prawidłowość.

Podwójna empatia: problem nie leży tylko po jednej stronie

Klucz do zro­zu­mie­nia tego zja­wi­ska daje tzw. teo­ria podwój­nej empa­tii. Zakła­da ona, że trud­no­ści komu­ni­ka­cyj­ne mię­dzy oso­ba­mi auty­stycz­ny­mi i neu­ro­ty­po­wy­mi nie wyni­ka­ją z defi­cy­tu jed­nej stro­ny, lecz ze zde­rze­nia dwóch odmien­nych sty­lów prze­twa­rza­nia infor­ma­cji społecznych.

Bada­nia poka­zu­ją, że:

  • oso­by neu­ro­aty­po­we lepiej rozu­mie­ją innych neuroatypowych,
  • komu­ni­ka­cja w parach o podob­nym neu­ro­ty­pie bywa bar­dziej bez­po­śred­nia i przewidywalna,
  • poczu­cie bycia zro­zu­mia­nym jest wyraź­nie wyższe.

To szcze­gól­nie widocz­ne w codzien­nych sytu­acjach: potrze­bie nagłe­go wyco­fa­nia się, wraż­li­wo­ści sen­so­rycz­nej, trud­no­ści z pla­no­wa­niem czy „cha­otycz­nym” sty­lem myśle­nia. Dla part­ne­ra o podob­nym funk­cjo­no­wa­niu nie są to zacho­wa­nia dziw­ne ani zagra­ża­ją­ce — sta­ją się neu­tral­nym ele­men­tem rzeczywistości.

W takich rela­cjach czę­sto zani­ka koniecz­ność tzw. masko­wa­nia, czy­li ukry­wa­nia obja­wów i dopa­so­wy­wa­nia się do norm neu­ro­ty­po­wych. A brak masko­wa­nia ozna­cza mniej­sze zmę­cze­nie psy­chicz­ne i więk­szą autentyczność.

Nadawanie na tych samych falach”

Z per­spek­ty­wy codzien­ne­go doświad­cze­nia zwią­zek dwóch osób neu­ro­aty­po­wych bywa opi­sy­wa­ny jako rela­cja, w któ­rej „wresz­cie ktoś rozu­mie bez tłu­ma­cze­nia”. Wspól­ne są nie tyl­ko trud­no­ści, ale tak­że styl myślenia:

  • szyb­kie sko­ja­rze­nia i dygre­syj­ność (czę­ste w ADHD),
  • inten­syw­ne zain­te­re­so­wa­nia i głę­bo­ka kon­cen­tra­cja (typo­we dla ASD),
  • wyso­ka wraż­li­wość sensoryczna,
  • nie­stan­dar­do­we spo­so­by regu­la­cji emocji.

To nie ozna­cza, że takie rela­cje są łatwe — mogą być bar­dzo inten­syw­ne i wyma­ga­ją­ce — ale czę­sto ofe­ru­ją coś, cze­go bra­ku­je w parach mie­sza­nych: poczu­cie bycia „u siebie”.

Genetyka: wspólne podłoże ADHD i autyzmu

Na pozio­mie bio­lo­gicz­nym zwią­zek mię­dzy ADHD a ASD jest coraz lepiej udo­ku­men­to­wa­ny. Bada­nia geno­mo­we typu GWAS wska­zu­ją, że oba zabu­rze­nia współ­dzie­lą część warian­tów gene­tycz­nych. Sza­co­wa­na kore­la­cja gene­tycz­na wyno­si oko­ło 0,3–0,4, a w nie­któ­rych pod­ty­pach auty­zmu — zwłasz­cza dia­gno­zo­wa­ne­go póź­niej — może być jesz­cze wyższa.

Ozna­cza to, że:

  • ADHD i autyzm nie są cał­ko­wi­cie odręb­ny­mi zjawiskami,
  • ist­nie­je kon­ti­nu­um cech neurorozwojowych,
  • u czę­ści osób wystę­pu­je pro­fil mie­sza­ny (tzw. AuDHD).

Gdy dwo­je part­ne­rów o podob­nych pre­dys­po­zy­cjach gene­tycz­nych zakła­da rodzi­nę, zwięk­sza się praw­do­po­do­bień­stwo prze­ka­za­nia tych cech potom­stwu. Nie jest to deter­mi­ni­stycz­ne „dzie­dzi­cze­nie zabu­rze­nia”, lecz kumu­la­cja tzw. ryzy­ka poligenicznego.

To jeden z powo­dów, dla któ­rych w nie­któ­rych rodzi­nach obser­wu­je się wie­le osób neu­ro­aty­po­wych w kolej­nych pokoleniach.

Czy naprawdę jest nas coraz więcej?

Czę­sto poja­wia się pyta­nie, czy wzrost licz­by dia­gnoz ozna­cza epi­de­mię neu­ro­róż­no­rod­no­ści. Bada­nia bliź­niąt i ana­li­zy popu­la­cyj­ne suge­ru­ją, że ogól­ny poziom cech ADHD i ASD w popu­la­cji jest sto­sun­ko­wo sta­bil­ny.

Wzrost dia­gnoz wyni­ka głów­nie z:

  • więk­szej świa­do­mo­ści społecznej,
  • lep­szych narzę­dzi diagnostycznych,
  • posze­rze­nia kryteriów,
  • dia­gno­zo­wa­nia osób wcze­śniej pomi­ja­nych (np. kobiet, dorosłych).

Jed­no­cze­śnie dobór asor­ta­tyw­ny może pro­wa­dzić do lokal­nej kon­cen­tra­cji tych cech — w rodzi­nach, śro­do­wi­skach zawo­do­wych czy krę­gach spo­łecz­nych. Meta­fo­rycz­nie moż­na mówić o „enkla­wach neu­ro­róż­no­rod­no­ści”, w któ­rych okre­ślo­ny styl funk­cjo­no­wa­nia sta­je się normą.

Nie ozna­cza to, że jako gatu­nek „sta­je­my się bar­dziej auty­stycz­ni”. Raczej prze­sta­je­my być rów­no­mier­nie rozproszeni.

Ewolucyjny sens podobieństwa

Z punk­tu widze­nia ewo­lu­cji dobór part­ne­rów podob­nych do sie­bie może mieć funk­cję adap­ta­cyj­ną. Rela­cje wyma­ga­ją ogrom­nej ilo­ści współ­pra­cy, komu­ni­ka­cji i prze­wi­dy­wal­no­ści. Podo­bień­stwo zmniej­sza kosz­ty psy­chicz­ne tej współpracy.

W przy­pad­ku osób neu­ro­aty­po­wych ozna­cza to często:

  • mniej­sze poczu­cie odrzucenia,
  • więk­szą tole­ran­cję na nie­stan­dar­do­we zachowania,
  • wyż­sze poczu­cie bezpieczeństwa,
  • moż­li­wość bycia auten­tycz­nym bez cią­głej kon­tro­li siebie.

To nie „błąd sys­te­mu”, lecz natu­ral­ny mecha­nizm two­rze­nia wię­zi tam, gdzie poro­zu­mie­nie jest najłatwiejsze.

Między romantycznym mitem a naukową rzeczywistością

Idea „brat­nich dusz” może brzmieć poetyc­ko, ale w świe­tle badań ma tak­że bar­dzo przy­ziem­ne pod­sta­wy bio­lo­gicz­ne i psy­cho­lo­gicz­ne. Zako­chu­je­my się nie tyl­ko w oso­bo­wo­ści czy wyglą­dzie, lecz tak­że — pośred­nio — w sty­lu dzia­ła­nia mózgu dru­giej osoby.

W rela­cjach osób neu­ro­aty­po­wych to, co dla oto­cze­nia bywa trud­no­ścią, może stać się wspól­nym języ­kiem. Nie dla­te­go, że pro­ble­my zni­ka­ją, lecz dla­te­go, że prze­sta­ją wyma­gać cią­głe­go tłumaczenia.

Osta­tecz­nie więc podo­bień­stwo neu­ro­bio­lo­gicz­ne nie jest ani pato­lo­gią, ani przy­pad­kiem. To jeden z wie­lu spo­so­bów, w jakie ludzie poszu­ku­ją kogoś, przy kim mogą funk­cjo­no­wać z mniej­szym wysił­kiem — i z więk­szym poczu­ciem bycia rozumianym.

Zostaw odpowiedź