Kiedy dziecko dokucza, wyśmiewa i prowokuje. Co może się za tym kryć?

Ale jesteś dzidziusiem!”

Nie umiesz tego!”

Patrz­cie, jaki on jest głupi!”

Do tego śmiech, kie­dy inne dziec­ko zaczy­na się zło­ścić, stra­sze­nie, zacze­pia­nie, prze­chwa­la­nie się albo nama­wia­nie jed­nych dzie­ci prze­ciw­ko drugim.

Dla rodzi­ca takie zacho­wa­nie może być bar­dzo trud­ne. Szcze­gól­nie wte­dy, kie­dy dziec­ko dosko­na­le zna zasa­dy. Wie, że nie powin­no się z kogoś śmiać, potra­fi powie­dzieć, że dru­giej oso­bie może być przy­kro, a nawet prze­pro­sić. Mimo to przy kolej­nej oka­zji zno­wu robi coś podobnego.

Wte­dy łatwo pomy­śleć: „Ona robi to spe­cjal­nie”, „jest zło­śli­wa”, „bra­ku­je jej empatii”.

U dzie­ci z ADHD, a szcze­gól­nie u dzie­ci, u któ­rych ADHD współ­wy­stę­pu­je ze spek­trum auty­zmu, war­to jed­nak przyj­rzeć się temu zacho­wa­niu dokład­niej. Sam jego wygląd nie mówi jesz­cze, dla­cze­go się pojawiło.

Czy­taj dalej Kie­dy dziec­ko doku­cza, wyśmie­wa i pro­wo­ku­je. Co może się za tym kryć?

Od kontrolowania do odpowiedzialności. Jak rozwijać autonomię dziecka bez rezygnowania z granic

Jed­nym z częst­szych powo­dów, dla któ­rych rodzi­ce zgła­sza­ją się po pomoc, jest zda­nie: „On nicze­go nie zro­bi sam”. Trze­ba przy­po­mi­nać, pil­no­wać, nama­wiać, spraw­dzać. Powie­dzieć, kie­dy odro­bić lek­cje, przy­po­mnieć o stro­ju na WF, dopil­no­wać ple­ca­ka, zapy­tać, czy dziec­ko nauczy­ło się do spraw­dzia­nu. Nasto­la­tek potra­fi przez pół wie­czo­ru odkła­dać zada­nie, a kie­dy rodzic prze­sta­je naci­skać, oka­zu­je się, że zada­nie rze­czy­wi­ście nie zosta­ło wykonane.

W takiej sytu­acji łatwo dojść do wnio­sku: „On nie ma motywacji”.

Cza­sa­mi rze­czy­wi­ście pro­blem doty­czy moty­wa­cji. W pra­cy z dzieć­mi i nasto­lat­ka­mi war­to jed­nak wcze­śniej zadać inne pyta­nie: co spra­wia, że temu kon­kret­ne­mu dziec­ku trud­no jest roz­po­cząć dzia­ła­nie, utrzy­mać jego kie­ru­nek, zapla­no­wać kolej­ne kro­ki albo dopro­wa­dzić je do końca?

To waż­ne roz­róż­nie­nie. Dziec­ko może nie chcieć cze­goś zro­bić, ale może też chcieć i jed­no­cze­śnie mieć trud­ność z prze­ło­że­niem zamia­ru na dzia­ła­nie. Może nie rozu­mieć, cze­go wła­ści­wie się od nie­go ocze­ku­je. Zada­nie bywa zbyt trud­ne, odle­głe w cza­sie, nud­ne albo wywo­łu­je lęk przed poraż­ką. Cza­sem prze­szko­dą jest zmę­cze­nie, prze­cią­że­nie, trud­ność z prze­rwa­niem jed­nej aktyw­no­ści i roz­po­czę­ciem kolej­nej albo brak odpo­wied­niej stra­te­gii organizacyjnej.

Dopie­ro kie­dy spró­bu­je­my roz­róż­nić te sytu­acje, może­my sen­sow­nie zasta­na­wiać się nad tym, jakie­go rodza­ju wspar­cia dziec­ko potrzebuje.

Jest to szcze­gól­nie istot­ne wte­dy, gdy mówi­my o dzie­ciach neuroróżnorodnych.

Czy­taj dalej Od kon­tro­lo­wa­nia do odpo­wie­dzial­no­ści. Jak roz­wi­jać auto­no­mię dziec­ka bez rezy­gno­wa­nia z gra­nic

Niektórzy ludzie zawsze znajdą powód do narzekania. To nie zawsze kwestia charakteru

Kil­ka mie­się­cy temu pod­czas jed­nej z kon­sul­ta­cji usły­sza­łam zda­nie, któ­re zosta­ło ze mną na długo.

Wie pani, naj­bar­dziej boję się, że zaczy­nam być taki jak moja mama.

Zapy­ta­łam, co ma na myśli.

Zawsze mia­ła do wszyst­kie­go zastrze­że­nia. Jeśli świe­ci­ło słoń­ce, mówi­ła, że jest za gorą­co. Kie­dy padał deszcz – narze­ka­ła na pogo­dę. Jeśli ktoś jej pomógł, zasta­na­wia­ła się, co chce w zamian. Gdy coś się uda­ło, od razu szu­ka­ła tego, co mogło pójść lepiej. W dzie­ciń­stwie wyda­wa­ło mi się, że po pro­stu taka jest. Ostat­nio zła­pa­łem się na tym, że sam coraz czę­ściej reagu­ję podobnie.

To nie była roz­mo­wa o pesymizmie.

To była roz­mo­wa o nawykach.

Czy­taj dalej Nie­któ­rzy ludzie zawsze znaj­dą powód do narze­ka­nia. To nie zawsze kwe­stia cha­rak­te­ru

Dziecko w świecie internetu. Nie chodzi już tylko o czas przed ekranem

Jesz­cze kil­ka lat temu więk­szość roz­mów o dzie­ciach i nowych tech­no­lo­giach spro­wa­dza­ła się do jed­ne­go pyta­nia: ile cza­su spę­dza przed ekra­nem? Dziś wie­my, że to zbyt duże uprosz­cze­nie. Z per­spek­ty­wy psy­cho­lo­ga znacz­nie waż­niej­sze oka­zu­je się coś inne­go – w jaki spo­sób dziec­ko korzy­sta z inter­ne­tu, z kim tam prze­by­wa i czy doro­sły inte­re­su­je się jego cyfro­wym światem.

Czy­taj dalej Dziec­ko w świe­cie inter­ne­tu. Nie cho­dzi już tyl­ko o czas przed ekra­nem

Dziecko w wieku szkolnym. Co naprawdę zmienia się między 6. a 12. rokiem życia?

Jest taki moment w życiu rodzi­ca, kie­dy małe dziec­ko nagle prze­sta­je być takie małe. Samo­dziel­nie się ubie­ra, coraz spraw­niej czy­ta, ma wła­sne zda­nie i coraz czę­ściej mówi: „Ja sam”. Wie­le osób wła­śnie wte­dy odczu­wa ulgę. Naj­trud­niej­szy etap wyda­je się już za nimi.

Tym­cza­sem z per­spek­ty­wy psy­cho­lo­ga to dopie­ro począ­tek bar­dzo waż­ne­go okresu.

Mię­dzy szó­stym a dwu­na­stym rokiem życia nie zacho­dzą już tak spek­ta­ku­lar­ne zmia­ny jak w pierw­szych latach życia. Nie poja­wia­ją się pierw­sze kro­ki ani pierw­sze sło­wa. Roz­wi­ja się coś znacz­nie mniej widocz­ne­go, ale mają­ce­go ogrom­ny wpływ na przy­szłość – spo­sób myśle­nia, rozu­mie­nia sie­bie, budo­wa­nia rela­cji i radze­nia sobie z emocjami.

To wła­śnie wte­dy dziec­ko stop­nio­wo odkry­wa, że świat nie jest tak pro­sty, jak wyda­wa­ło się kil­ka lat wcześniej.

Czy­taj dalej Dziec­ko w wie­ku szkol­nym. Co napraw­dę zmie­nia się mię­dzy 6. a 12. rokiem życia?

Dlaczego nie każde dziecko uspokaja się w ten sam sposób?

W gabi­ne­cie bar­dzo czę­sto sły­szę od rodzi­ców: „Pró­bo­wa­łam już wszyst­kie­go. Mówi­łam, żeby się uspo­ko­ił, oddy­chał, poli­czył do dzie­się­ciu, ale nic nie dzia­ła”. Zwy­kle nie wyni­ka to z bra­ku zaan­ga­żo­wa­nia doro­słych. Prze­ciw­nie – więk­szość z nich napraw­dę chce pomóc swo­je­mu dziec­ku i się­ga po spo­so­by, któ­re powszech­nie uwa­ża się za skuteczne.

Pro­blem pole­ga na tym, że nie wszyst­kie dzie­ci regu­lu­ją emo­cje w taki sam spo­sób. Szcze­gól­nie u dzie­ci z ADHD, w spek­trum auty­zmu czy z trud­no­ścia­mi w prze­twa­rza­niu sen­so­rycz­nym układ ner­wo­wy funk­cjo­nu­je nie­co ina­czej. To, co jed­ne­mu dziec­ku przy­no­si uko­je­nie, u inne­go może oka­zać się nie­wy­star­cza­ją­ce, a cza­sem nawet nasi­lić napięcie.

Coraz wię­cej badań poka­zu­je, że regu­la­cja emo­cji nie zaczy­na się od sil­nej woli ani od umie­jęt­no­ści „opa­no­wa­nia się”. Jej fun­da­men­tem jest spo­sób funk­cjo­no­wa­nia ukła­du nerwowego.

Czy­taj dalej Dla­cze­go nie każ­de dziec­ko uspo­ka­ja się w ten sam spo­sób?

Meltdown, shutdown i autistic burnout – trzy różne reakcje na przeciążenie

Melt­down, shut­down i auti­stic bur­no­ut bywa­ją postrze­ga­ne jako „trud­ne zacho­wa­nia” lub brak radze­nia sobie z emo­cja­mi. Tym­cza­sem współ­cze­sna wie­dza poka­zu­je, że są to przede wszyst­kim róż­ne spo­so­by reago­wa­nia prze­cią­żo­ne­go ukła­du ner­wo­we­go. Nie wyni­ka­ją ze złej woli, mani­pu­la­cji czy bra­ku moty­wa­cji. Są pró­bą pora­dze­nia sobie z sytu­acją, któ­ra prze­kra­cza moż­li­wo­ści regu­la­cyj­ne organizmu.

Kie­dy poziom stre­su lub licz­ba bodź­ców sta­ją się zbyt duże, mózg prze­sta­je kon­cen­tro­wać się na ana­li­zo­wa­niu sytu­acji i poszu­ki­wa­niu naj­lep­szych roz­wią­zań. Prio­ry­te­tem sta­je się bez­pie­czeń­stwo. Reak­cje orga­ni­zmu uru­cha­mia­ją się auto­ma­tycz­nie – bez świa­do­mej decy­zji oso­by, któ­ra ich doświadcza.

Meltdown – kiedy napięcie znajduje ujście

Melt­down jest gwał­tow­ną reak­cją na prze­cią­że­nie. Naj­czę­ściej poja­wia się wte­dy, gdy przez dłuż­szy czas kumu­lu­ją się bodź­ce sen­so­rycz­ne, emo­cjo­nal­ne lub spo­łecz­ne, a moż­li­wo­ści ich regu­lo­wa­nia zosta­ją wyczerpane.

Z per­spek­ty­wy oto­cze­nia może wyglą­dać jak wybuch zło­ści, inten­syw­ny płacz, krzyk, pobu­dze­nie rucho­we czy utra­ta kon­tro­li nad zacho­wa­niem. Łatwo odnieść wra­że­nie, że dziec­ko reagu­je „prze­sad­nie” lub celo­wo eska­lu­je sytu­ację. W prak­ty­ce dzie­je się jed­nak coś zupeł­nie innego.

W cza­sie melt­dow­nu układ ner­wo­wy funk­cjo­nu­je w sta­nie wyso­kie­go pobu­dze­nia. Mózg odbie­ra sytu­ację jako zagra­ża­ją­cą lub nie­moż­li­wą do udźwi­gnię­cia, dla­te­go uru­cha­mia auto­ma­tycz­ne mecha­ni­zmy prze­trwa­nia. Jed­no­cze­śnie osła­bia się dzia­ła­nie struk­tur odpo­wie­dzial­nych za pla­no­wa­nie, kon­tro­lę zacho­wa­nia i logicz­ne myśle­nie. Z tego powo­du dziec­ko nie jest w sta­nie „uspo­ko­ić się na pole­ce­nie”, choć bar­dzo czę­sto samo chcia­ło­by odzy­skać kontrolę.

W takiej sytu­acji naj­więk­szym wspar­ciem jest ogra­ni­cze­nie bodź­ców, spo­koj­na obec­ność doro­słe­go i poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Krót­kie, pro­ste komu­ni­ka­ty zwy­kle poma­ga­ją bar­dziej niż tłu­ma­cze­nie, prze­ko­ny­wa­nie czy ana­li­zo­wa­nie zacho­wa­nia. Roz­mo­wę o tym, co się wyda­rzy­ło, war­to zosta­wić na moment, gdy układ ner­wo­wy wró­ci do równowagi.

Shutdown – kiedy organizm wycofuje się z działania

Shut­down jest mniej spek­ta­ku­lar­ny niż melt­down, dla­te­go bywa znacz­nie czę­ściej nie­zau­wa­ża­ny lub błęd­nie inter­pre­to­wa­ny. Zamiast sil­ne­go pobu­dze­nia poja­wia się wyco­fa­nie i ogra­ni­cze­nie aktywności.

Oso­ba może prze­stać mówić, uni­kać kon­tak­tu wzro­ko­we­go, spra­wiać wra­że­nie nie­obec­nej, mieć trud­ność z odpo­wia­da­niem na pyta­nia lub wyko­ny­wa­niem nawet pro­stych czyn­no­ści. Nie­kie­dy wyglą­da to tak, jak­by „zamy­ka­ła się w sobie” albo igno­ro­wa­ła otoczenie.

W rze­czy­wi­sto­ści jest to rów­nież reak­cja na prze­cią­że­nie. Orga­nizm ogra­ni­cza aktyw­ność po to, aby zmniej­szyć ilość napły­wa­ją­cych bodź­ców i chro­nić się przed dal­szym stre­sem. W takim sta­nie dostęp do mowy, myśle­nia czy podej­mo­wa­nia decy­zji może być wyraź­nie ograniczony.

Naj­bar­dziej pomoc­ne jest wte­dy usza­no­wa­nie potrze­by wyco­fa­nia. Naci­ska­nie, pona­gla­nie czy wie­lo­krot­ne zada­wa­nie pytań zwy­kle zwięk­sza obcią­że­nie. Znacz­nie lepiej spraw­dza­ją się cier­pli­wość, spo­koj­na obec­ność oraz dawa­nie pro­stych wybo­rów zamiast otwar­tych pytań wyma­ga­ją­cych duże­go wysił­ku poznawczego.

Autistic burnout – skutki długotrwałego przeciążenia

Auti­stic bur­no­ut róż­ni się od melt­dow­nu i shut­dow­nu tym, że nie jest krót­ko­trwa­łą reak­cją na kon­kret­ną sytu­ację. To stan roz­wi­ja­ją­cy się stop­nio­wo, czę­sto przez wie­le mie­się­cy lub nawet lat.

Naj­czę­ściej poja­wia się wte­dy, gdy oso­ba przez dłu­gi czas funk­cjo­nu­je ponad swo­je moż­li­wo­ści. Doty­czy to mię­dzy inny­mi cią­głe­go dosto­so­wy­wa­nia się do oto­cze­nia, masko­wa­nia trud­no­ści, życia w śro­do­wi­sku peł­nym nad­mia­ru bodź­ców czy nie­ustan­ne­go wysił­ku zwią­za­ne­go z wyma­ga­nia­mi społecznymi.

Bur­no­ut może obja­wiać się głę­bo­kim zmę­cze­niem, wyraź­nym spad­kiem ener­gii, więk­szą wraż­li­wo­ścią na bodź­ce, trud­no­ścia­mi z orga­ni­za­cją codzien­nych obo­wiąz­ków, pogor­sze­niem komu­ni­ka­cji czy częst­szym wystę­po­wa­niem melt­dow­nów i shut­dow­nów. Wie­le osób opi­su­je go jako utra­tę zaso­bów potrzeb­nych do wyko­ny­wa­nia czyn­no­ści, któ­re wcze­śniej nie spra­wia­ły więk­szych trudności.

Coraz wię­cej badań wska­zu­je, że auti­stic bur­no­ut jest zwią­za­ny z prze­wle­kłym stre­sem oraz dłu­go­trwa­łym masko­wa­niem cech auty­stycz­nych. Nie jest ozna­ką leni­stwa ani bra­ku odpor­no­ści psy­chicz­nej. Rege­ne­ra­cja zwy­kle wyma­ga nie tyl­ko odpo­czyn­ku, ale tak­że ogra­ni­cze­nia źró­deł prze­cią­że­nia i lep­sze­go dopa­so­wa­nia śro­do­wi­ska do potrzeb danej osoby.

W prak­ty­ce ozna­cza to czę­sto koniecz­ność zmniej­sze­nia wyma­gań, zwięk­sze­nia prze­wi­dy­wal­no­ści dnia, uwzględ­nie­nia potrzeb sen­so­rycz­nych oraz odej­ścia od ocze­ki­wa­nia, że oso­ba auty­stycz­na będzie sta­le funk­cjo­no­wać kosz­tem wła­snych zasobów.

Zmiana perspektywy zmienia sposób pomagania

W pra­cy z dzieć­mi i mło­dzie­żą war­to pamię­tać, że zacho­wa­nie jest zwy­kle infor­ma­cją o sta­nie ukła­du ner­wo­we­go. Zamiast pytać: „Dla­cze­go on tak się zacho­wu­je?”, znacz­nie bar­dziej pomoc­ne jest pyta­nie: „Co spra­wi­ło, że jego układ ner­wo­wy zna­lazł się w sta­nie przeciążenia?”.

Taka per­spek­ty­wa nie ozna­cza rezy­gna­cji z ucze­nia nowych umie­jęt­no­ści ani sta­wia­nia gra­nic. Pozwa­la jed­nak odróż­nić sytu­acje, w któ­rych dziec­ko nie chce współ­pra­co­wać, od tych, w któ­rych po pro­stu nie ma już zaso­bów, aby to zrobić.

Dotyczy nie tylko dzieci

Te same mecha­ni­zmy obser­wu­je­my rów­nież u nasto­lat­ków i doro­słych. Róż­ni­ca pole­ga głów­nie na tym, że z wie­kiem uczy­my się je lepiej maskować.

Jed­na oso­ba pod wpły­wem prze­cią­że­nia sta­je się impul­syw­na i wybu­cho­wa, inna cał­ko­wi­cie wyco­fu­je się z kon­tak­tu, a jesz­cze inna przez wie­le mie­się­cy funk­cjo­nu­je ponad swo­je moż­li­wo­ści, aż orga­nizm prze­sta­je sobie radzić.

Choć z zewnątrz te reak­cje wyglą­da­ją bar­dzo róż­nie, ich wspól­nym mia­now­ni­kiem jest prze­cią­żo­ny układ ner­wo­wy, któ­ry pró­bu­je pora­dzić sobie z nad­mier­nym stresem.

Naj­waż­niej­sze jest więc nie pyta­nie: „Co jest z tą oso­bą nie tak?”, ale: „Cze­go jej układ ner­wo­wy potrze­bu­je, żeby znów poczuć się bez­piecz­nie?”. To wła­śnie od tej zmia­ny per­spek­ty­wy naj­czę­ściej zaczy­na się sku­tecz­ne wsparcie.

Neurobiologia napięcia, ulgi i powtarzania tych samych schematów

Jed­nym z pytań, któ­re czę­sto poja­wia się pod­czas kon­sul­ta­cji z rodzi­ca­mi, nasto­lat­ka­mi i doro­sły­mi, jest: dla­cze­go czło­wiek wra­ca do zacho­wań, rela­cji czy spo­so­bów reago­wa­nia, któ­re wyraź­nie mu nie służą?

Rodzi­ce pyta­ją, dla­cze­go dziec­ko po raz kolej­ny uni­ka szko­ły, mimo że wie, iż pro­blem tyl­ko nara­sta. Doro­śli zasta­na­wia­ją się, dla­cze­go ponow­nie anga­żu­ją się w rela­cje, któ­re przy­no­szą cier­pie­nie, albo dla­cze­go w sytu­acji stre­su reagu­ją w spo­sób, któ­re­go póź­niej żałują.

Z zewnątrz może to spra­wiać wra­że­nie bra­ku moty­wa­cji, sła­bej woli czy świa­do­me­go „sabo­to­wa­nia sie­bie”. W gabi­ne­cie znacz­nie czę­ściej oka­zu­je się jed­nak, że źró­dłem tych zacho­wań jest spo­sób funk­cjo­no­wa­nia ukła­du ner­wo­we­go. Orga­nizm pró­bu­je pora­dzić sobie z napię­ciem, korzy­sta­jąc z roz­wią­zań, któ­re w prze­szło­ści choć na chwi­lę przy­nio­sły ulgę.

Czy­taj dalej Neu­ro­bio­lo­gia napię­cia, ulgi i powta­rza­nia tych samych sche­ma­tów

Ekrany, social media i rozwój dziecka

Temat ekra­nów od lat budzi wie­le emo­cji. Rodzi­ce tra­fia­ją do gabi­ne­tu z bar­dzo róż­ny­mi prze­ko­na­nia­mi. Jed­ni oba­wia­ją się, że każ­da minu­ta spę­dzo­na przed tele­fo­nem czy table­tem szko­dzi dziec­ku. Inni są prze­ko­na­ni, że sko­ro tech­no­lo­gia jest dziś wszech­obec­na, nie ma sen­su się nią przejmować.

Rze­czy­wi­stość, jak to czę­sto bywa, jest znacz­nie bar­dziej złożona.

Współ­cze­sne bada­nia nie potwier­dza­ją ani kata­stro­ficz­nych wizji, ani cał­ko­wi­te­go bra­ku wpły­wu ekra­nów na roz­wój. Coraz wyraź­niej poka­zu­ją nato­miast, że zna­cze­nie ma nie sam fakt korzy­sta­nia z urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych, lecz spo­sób, w jaki sta­ją się one czę­ścią codzien­ne­go życia dziec­ka. Klu­czo­we oka­zu­ją się rodzaj aktyw­no­ści, wiek dziec­ka, pora dnia oraz to, co ekran zastępuje.

Czy­taj dalej Ekra­ny, social media i roz­wój dziec­ka

Ekran, wzrok i empatia

Dlaczego obserwowanie świata rozwija dziecko inaczej niż długie patrzenie w ekran?

W gabi­ne­cie coraz czę­ściej spo­ty­kam rodzi­ców, któ­rzy pyta­ją nie tyl­ko o to, ile cza­su ich dziec­ko spę­dza przed ekra­nem, ale przede wszyst­kim, czy ma to wpływ na jego roz­wój spo­łecz­ny. To waż­ne pyta­nie. W ostat­nich latach poja­wi­ło się wie­le badań poka­zu­ją­cych, że nad­mier­ne korzy­sta­nie z tele­fo­nów i table­tów może oddzia­ły­wać nie tyl­ko na sen czy kon­cen­tra­cję, ale rów­nież na roz­wój umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych, regu­la­cję emo­cji oraz zdol­ność rozu­mie­nia innych ludzi.

Nie ozna­cza to oczy­wi­ście, że sam ekran jest szko­dli­wy. Pro­blem poja­wia się wte­dy, gdy zaczy­na zastę­po­wać doświad­cze­nia, któ­rych nie da się odtwo­rzyć w świe­cie cyfro­wym – roz­mo­wę twa­rzą w twarz, wspól­ną zaba­wę, obser­wo­wa­nie ludzi czy spon­ta­nicz­ne odkry­wa­nie otoczenia.

Czy­taj dalej Ekran, wzrok i empa­tia